Wersminia Martiany- relacja z wędkowania

/ 3 odpowiedzi
Wersminia. Osławione jezioro. Nazywane polską Norwegią czy polskiem eldorado. Filmy i relacje znajdujące sie necie sprawiają szybsze bicie serca na myśl  rozpoczynającej sie przygody. Można by powiedziec że to całe małe miasteczko wędkarskie, choć pewnie służy również wczasowiczom mającym tu swoje domki. bardzo przyjemna atmosfera, cisza i spokój. 1 pażdziernika 2011 r.Czterech facetów. Z wielkim nastawieniem na wynik i dobrą zabawę rozpoczyna łowienie. Po zapoanzaniu sie z gospodarzem obiektu. Bardzo sympatycznym Jurkiem o rysach typowego mazura, którego rzeżba stoi obok hangaru ze sprzętem, wraz z wielkim drewnianym  szczupakiem wodujemy łodzie i ruszamy w nieznane. Dwie łodki, czery kije i całe dwa dni na łowy. mmm pycha :) bez telefonów i żon :)   Na łowisku nie jestesmy sami. Łodki kolegów po kiju rozpływaja sie po prawie 90 hektarowym jeziorze. Sobota. Ciepło choć wiatr spory. na pierwszy ogien idą blachy, woblery, kopyta potem twistery. Głęboko i powierzchniowo. Pomaga nam  mapa jeziora a  Kolegom echosonda. i co?  I nic. mijają kolejne godziny. i kolejne. Po sześciu godzinach wracamy o 13.00 do domku na obiad i na rozmowy o wynikach. Podbierak suchy. Hmmm. Poczekamy kilka godzin i ruszymy wieczorem. Po południu słoneczko głaskało wodę i było cieplej. Z nadzieja ruszylismy powtórnie na łowy. Tym razem na płn-wschodnią czesć jeziora. mijają gdziny. Po czterech godzinach biczowania udaje na sie wyjąc dwie pięćdziesiatki. Watpilwym szczęściarzem tego dnia był tylko jeden z nas. Oczekiwaliśmy czegos więcej. Ten dzień nie nalezał do udanych. Pozostało lepsze jutro....... nazajutrz pełni nadziei znów zanurzamy wiosła i ruszamy czesać wodę. Ja nawet zmeniłem kij na "szczęśliwy" i nastawnie na bardzie pozytywne jak wczoraj :) jednakże po 3 godzinach zniechęcony zarządziłem odwrót. nasi towarzysze domku równiez wracali. o kiju... Ryby nie dały sie skusić. Pozostał jedynie fakt miłego obcowania nad wodą i pełnego odpoczynku. To nic że jechaliśmy prawie 300 km. To nic że gile wisiały na z nosa a rece drętwiały z rana. To nic ze wydaliśmy sporo kasy. To nic ze bolały nas ręce. To nic że na sie nie udało. Ważne że spędziliśmy milo czas. Choć patrząc na to co sie działo poszukamy czegos bliżej, czegos bardziej realnego. Nie kwestionuję rybostanu ale uważam że jezioro potrzebuje lat by sie odbudować po kłusowniactwie. Po wytępieniu prawaie wszystkiego  co pływało w tej wodzie. Nagroda za pomysł, za zaanagowanie, za trud dla opiekunów łowiska. Przyjedziemy za kilka lat a może juz przyszłego roku w maju :) Po te sumy i szczupłe. Niech osiagną słuszne rozmiary. A potem napisze jak było......                    
MarekW83


To ciekawe co piszesz chociaż pokazuje , że nasze hobby uczy pokory .

Sam choruję z żoną na wyjazd nad to jezioro dlatego , że uważam że polityka wypuszczania szczupaków musi powiększyć populację w zbiorniku a co za tym idzie zwiększyć szansę na spotkanie z rybą i raczej się tam wybiorę . Okazuje się , że to nie jest jednak staw hodowlany i nawet z takiego komercyjnego można spłynąć o kiju .

Cieszę się , że mówisz że gospodarze dbają o obiekt , bo ja mam do przejechania ponad 500 km i nie chciałbym zajechać nad jakieś zasyfione jezioro .

Dzięki za relację i może ktoś jeszcze kto tam był doda coś od siebie?

Pozdrawiam,

Marek

(2011/10/03 14:42)

Sebastian Kowalczyk


Byłem tam już z 7 razy i nawet raz spędzałem święta, niesamowita rodzinna atmosfera, którą tworzy Jurek robi swoje. Sześć razy nastawiałem się na drapieżnika raz na białe ryby. W jeziorze jest niesamowite stado grubych leszczy. Zasiadkę na nie opisałem na moim blogu.

Link - Gruby leszcz podchodzi nocą


Wyjazdy na szczupaki kończyły się różnie. Podczas dwóch wypadów połowiliśmy tylko pistolety więc wędkarsko nie były zbyt udane. Dwa razy połowiliśmy średnio, a dwa wyjazdy sprawiły, że czuliśmy się naprawdę jak w Norwegii. Zębate waliły wszędzie, na wszystko i przez cały dzień. Metrówki jeszcze nie trafiłem ale cały czas dochodzą mnie informacje, o regularnie padających tam szczupakach grubo ponad 100cm. Woda jak każda inna raz biorą a raz nie. Najważniejsze, że suto zarybiona i rzetelnie chroniona.
Nawet nam się filma udało nagrać.

Link - Big Momma's House - Wersminia

Do Martian wybieram się znowu dopiero zimą łowić leszcze spod lodu. Jakby ktoś był chętny, można wyskoczyć w parę osób. (2011/10/03 16:12)

brwilno


do kowson77. jak na zimowa wyprawę dla mnie za daleko. Oscylowałbym raczej w miesiące wiosenne. tam mozna juz łowić i w kwietniu. I kwiecien maj to przeciez najlepsze miesiące na zębate. Nadmienię rowniez, że łodek wypłynęło kilka jak nie kilkanaście. Nielicznym udało się coś wyjąć. Z relacji Jurka wynikało że wiosna jast najlepsza. A sam Jurek spoko gość. zalił sie nawet ze mu przykro że ludzie mają nos na kwintę ale nic nie poradzi. Nam sie nie udało ale mieliśmy równiez imieniny jednego z naszych więc źle nie było :) Echsonda wykazywała obecność ryb. I nie tylko szczupłych. Duże stada lechów i prawdopodobnie karpii udało sie zlokalizować. Ale karpie głupie nie są. Wymagają znajomości akwenu i cierpliwości. Tak więc wedkarsko nie udało sie ale towarzysko owszem. zastanawiający jest jednak fakt że nie było widac drobnicy. Może wiatr zepchnął je w zarośla których tam nie brakuje. Obecnym dziekuje za podjęcie dyskusji i zachęcam do dalszych zwierzeń :) połamania.       (2011/10/04 13:38)