Zaloguj się do konta

Węgorz na start

utworzono: 2013/10/29 20:25
psiokmok

chciałbym zacząć przygodę z łowieniem węgorzy posiadam kij,kołowrotek oraz plecionkę.chciałbym porad jak zbudować zestaw do łowienia na trupka i robakiza odpowiedzi z góry dzięki [2013-10-29 20:25]

Artur z Ketrzyna

Montujesz zwykłą gruntówe. I zakładasz hak węgorzowy (z długim trzonkiem i zadziorami na nim, by rosówka nie zsunęła się).
Tyle co do zestawu, prosty jak nic. Tyle że jak będziesz go holował to nie możesz mu pozwolić pójść w zawady, bo się owinie i nic nie poradzisz, nawet plecionką. On przynętę zasysa głęboko. Tak więc przygotuj sobie przypony. By sie nie bawić.
To jest ślizga i sina, oaz sprytna ryba. Tak więc musisz uwazać by ci nie uciekła z siatki. Mi kiedyś pogiął szprychy w kole. Wyladowałem go ja brzegu, a on tyłem uciekł pod rower i odrazu zaplatał się w koło i ścisną. By go chwycić dobrze jest mieć piach by w nim rękę umazać, czy też sucha szmatę.
Przy wyciąganiu z wody, potrafi oplatać się o żyłkę, a potem prostując się ją porwać.
[2013-10-29 20:57]

zbynio 33

Artur co ty za horrory miałeś z tymi węgorzami?:) węgorza najlepiej jest łowić na rybkę żywą lub martwą. wtedy biorą zdecydowanie większe. na robaki to raczej małe, a ponieważ węgorz głęboko połyka to przy zacięciu możemy zabić małego bidaka. haki duże np 2., żyłka 0,30, przypon 0,25, jakiś ołów gruntowy i heja. węgorz to ryba przydenna i tam żeruje.
[2013-10-29 21:10]

notaki

Niespecjalnie teraz sezon na węgorze.. ale dorzucę swoje trzy grosze.
Bardzo skuteczny na te drapiezniki jest filet z rybki .
Biorąc wegorza do ręki warto mieć na niej rekawicę. Raz że węgorz jest śliski, dwa, ze śluz wegorza jest drazniący, co może przy dostaniu się do jakiejś ranki prowadzić do niepotrzebnych i trudno gojących się infekcji.
Najlepsza jest taka rękawica  budowlana - tkanina na wierzchu dłoni i skora na spodzie.
Jak pisali koledzy - hol raczej siłowy ( no chyba ze trafi się jakiś okaz ), bez zbytnich ceregieli, a juz absolutnie bez popuszczania mu. Pójdzie w zawady i po rybie.
Węgorz na wedce jest nie do pomylenia z inną rybą , bowiem "telegrafuje".. kto holował węgorza - wie o co chodzi :-)
[2013-10-29 21:54]

notaki

Dodam jeszce... mój kolega skutecznie nęcił węgorze krwią  bydlecą z dodatkiem soli ( przeciwdziała krzepnięciu ) nasączając nią gąbkę wepchniętą w koszyczek . lub wkładając do bardzo gęstych siateczek, gdy już zrobiła się "glutowata".
Co do przechowywania żywych wegorzy - byłbym bardzo.. bardzo ostroźny. Wegorz to nielichy cwaniak w kwestii uwalniania się z siatek. Rozepchnie kazdą dziureczkę, rozsunie każdy węzeł.
Więc - jesli ktoś decyduje się, by zabrac go z łowiska - proponuje natychmiastowe uśmiercenie.
[2013-10-29 22:02]

Artur z Ketrzyna

Już tam horrory, ja bym nazwał przygody nie doświadczonego wędkarza (w tamtym okresie).
[2013-10-29 22:27]

jacenty75

Można by rzec, że są ryby i węgorze a cwaniaki z nich są, oj są. Mi uciekł z drucianej siatki włożonej do kubełka który stał na brzegu oddalony o parenaście metrów od wody. Najlepiej jest uśmiercić zaraz po złapaniu ale to też nie jest takie proste i mnóstwo porad i pomysłów na tym forum już było opisanych. [2013-10-30 08:19]

CZzesio

Witam :) Kiedyś przeglądając katalog "zebco" rzucił mi się w oczy właśnie przyrząd do uśmiercania węgorzy ... sprytna rzecz ...zagooglałęm  i co się wyświetliło ...?  ;))))

                   

                 [2013-10-30 09:16]

ryukon1975

Niektórzy to mają ciekawe przygody.

Ja przed pierwszym łowieniem węgorzy przeczytałem kilka książek o tym jak łowić i jak przetrzymywać złowionego węgorza i żaden mi nie uciekł ani roweru nie połamał.:)

[2013-10-30 09:26]

Kowal73

Powitać :),ja zaś słyszałem że na uśmiercenie węgorza jest wsadzić go do wiadra z do końca nie roztopionym lodem,w tedy on w zimnej wodzie zesztywnieje raz dwa,,no taki sposób słyszałem ale go jeszcze nie praktykowałem:) [2013-10-30 09:29]

jacenty75

Powitać :),ja zaś słyszałem że na uśmiercenie węgorza jest wsadzić go do wiadra z do końca nie roztopionym lodem,w tedy on w zimnej wodzie zesztywnieje raz dwa,,no taki sposób słyszałem ale go jeszcze nie praktykowałem:)


Zbychu, biorąc pod uwagę pory roku w jakich żeruje węgorz to trzeba by zabierać ze sobą na łowisko lodówkę albo najlepiej zamrażalkę:) - swoja drogą to do czego innego również by się przydała:) [2013-10-30 10:30]

jacenty75

Witam :) Kiedyś przeglądając katalog "zebco" rzucił mi się w oczy właśnie przyrząd do uśmiercania węgorzy ... sprytna rzecz ...zagooglałęm  i co się wyświetliło ...?  ;))))

                   

                


Czesio, niezły wynalazek (ten z lewej) nie wiem jak by się sprawdzał w praktyce i penie się nie dowiem bo węgorza od bardzo dawna nie złapałem i perspektyw brak, ale przypomina mi to pewien przyrząd z jednej ze scen z "Seksmisji" (Liga rządzi, Liga radzi, Liga nigdy was ....... siostrzyczki.......) [2013-10-30 10:35]

Artur z Ketrzyna

Niektórzy to mają ciekawe przygody.

Ja przed pierwszym łowieniem węgorzy przeczytałem kilka książek o tym jak łowić i jak przetrzymywać złowionego węgorza i żaden mi nie uciekł ani roweru nie połamał.:)


Mi roweru nie połamał, a jedynie szprychy zgiął. Ja się na nich zacisną, gdy po trawie uciekał jeszcze zapięty na wędce...
Książek czytać nie musiałem, bo mój ojciec świętej pamięci łowił je z marszu. I miał na nie super patent. Łowił nawet po 35 szt dziennie, z łódki na jeziorze gospodarstwa rybackiego. (jednak za komuny wody lepiej były zagospodarowane) Działa do tej pory. Tyle że węgorzy w wodzie jak na lekarstwo, można powiedzieć że to już rzadkość w moim regionie...

Jeśli Ci chodzi o przygody miałem lepsza. Miałem może 5 lat gdy wziął mi ma łódce kabinowej pierwszy w życiu węgorz. Był wielki i silny (większy ode mnie)...
Ale reszt nie napisze. Bo znów dodasz parę groszy i będziesz miał jakieś podśmiechujki.

Żeby kiedyś było modne zgłaszanie rekordów i ich fotografowanie. To miał bym kilka złotych medali i nawet dekorów polski. Ale skończyły się pewne czasy. I nikt nie kontrolował rybaków. Oni to wykorzystali i teraz o takie ryby bardzo, ale to bardzo trodno. I moge powiedzieć że do tej pory nie słyszałem w rekordach o takich...
[2013-10-30 11:37]

CZzesio

Na Seksmisji to chyba był korkociąg o ile mnie pamięć nie myli ....a to urządzenie działa na zasadzie drylownicy do wiśni  tyle , że zamiast wyciśnięcia pestki ma przeciąć kręgosłup ...

No z węgorzem u mnie tez nie jest łatwo tym bardziej ,że w okresie najlepszego żerowania ma okres ochronny. W tym roku złoiłem dwie sznuróweczki jako przyłów ..może za kilka latek urosną do godnych rozmiarów .

[2013-10-30 11:42]

ryukon1975

Jak ktoś myśli to z takich jak nazwałeś je "podśmieuhujek" może wyciągnąć odpowiednie dla siebie wnioski.

Faktem jest że węgorz to ryba nietuzinkowa i różni się od innych gatunków dlatego do jego łowienia trzeba się przygotować teoretycznie. Dzięki temu można uniknąć wielu przykrych niespodzianek a nie ma chyba nic gorszego dla początkującego, głodnego sukcesów wędkarza jak ryba która uciekła a nie miała uciec.

Węgorze przechowuje lub raczej przechowywałem bo już dawno ich nie łowiłem w prosty sposób. Potrzebny jest tylko worek lniany i sznurek. Wrzucam węgorza do worka i zawiązuję mocno, tak "zapakowanego" do siatki i siata do wody. Na pewno nie ucieknie.

Sposób z książek bo czytać zawsze warto.

[2013-10-30 11:50]

Artur z Ketrzyna

Wspomnienie największego lina na wędce. to było 14 lat i 4 miesiące temu. Walka trwała 15 minut. Woda kipiała, ryba raz pod powierzchnią raz przy dnie. Wędka trzeszczy żyłka gwiżdze... Żonka nie wytrzymuje i chce w te bagno wejść by tą rybę na brzeg wyrzucić (mam ją na 4 m od brzegu). Staje pomiedzy mną a rybą i usiłuje wejść do wody. Ja ją odpycham na bok, bo mi zasłania. I w tym momencie spławik wraz z resztą, wystrzeliwuje w powietrze i przelatuje między naszymi głowami. Pewnie by się wbił mojej kobicie w twarz, bym jej nie odsuną.... Po rybie mam na pamiątkę wędzisko z popękanym szkliwem i blankiem.
A w tym dniu miałem 4 lin od 1,5 do 2,6 kg i okonia coś około 0,8 kg. I trochę drobnej ryby. którą dziś nazywa się pięknymi sztukami.

Dziś oglądałem filmik w TVP z Gutkiewiczem. Ale on się podniecił na widok płotki coś około 35 cm. A ja w tamtym roku miałem takich z 80 szt. Żonka holowała taką 43 cm min. Spięła się bo nie zdążyłem postawić podbieraka.
A w tym roku. raptem 5 szt powyżej 30 cm ( w tamtym roku tyle takich sztuk to podczas jednej zasiadki miałem, nie licząc takich powyżej 20 cm co było standardem...). Bo jakaś mądra głowa wpuściła suma do jeziora... A jezioro szczupakowo linowe, z rakiem szlachetnym i zdrową populacją złotego karasia (zero japońców)......
[2013-10-30 11:53]

ryukon1975

Jeśli chodzi o węgorze u mnie to najlepszy okres w jakim żerują poświęciłem w tym jak i w ubiegłym roku boleniom ale w przyszłym roku mam zamiar to zmienić i przypomnieć sobie co to węgorz.:) [2013-10-30 12:04]

Artur z Ketrzyna

Jak ktoś myśli to z takich jak nazwałeś je "podśmieuhujek" może wyciągnąć odpowiednie dla siebie wnioski.

Faktem jest że węgorz to ryba nietuzinkowa i różni się od innych gatunków dlatego do jego łowienia trzeba się przygotować teoretycznie. Dzięki temu można uniknąć wielu przykrych niespodzianek a nie ma chyba nic gorszego dla początkującego, głodnego sukcesów wędkarza jak ryba która uciekła a nie miała uciec.

Węgorze przechowuje lub raczej przechowywałem bo już dawno ich nie łowiłem w prosty sposób. Potrzebny jest tylko worek lniany i sznurek. Wrzucam węgorza do worka i zawiązuję mocno, tak "zapakowanego" do siatki i siata do wody. Na pewno nie ucieknie.

Sposób z książek bo czytać zawsze warto.


Mój ojciec tak samo je przechowywał, tyle że ten worek trochę przypominał ten co kędyś w szkołach używano do noszenia obuwia sportowego. Ja w ruskiej stalowej siatce z wieczkiem, odpowiednio zmodyfikowanym. Dziś takie przechowywanie ryb jest nie zgodne z RAPR.... Co mnie dobija. Bo ja jak mam rybkę zabrać to co mi tam że troszkę może łusek zgubi... Czy wiaderko na łódce... taka stalową siatę na łódce zgubiłem... Zapomniałem wrzucić do łódki jak miejscówke zmienialiśmy. I opór wody zerwał sznurek którym była przymocowana...

Co do czytania przed wyprawami. To ja miałem teorie z pierwszej ręki, z dziada pradziada moja rodzina wędkowała na Niegocinie. Znali obyczaje ryb i triki, specjalizowali się w wędkarstwie spławikowym. A na koncie mieli okonia 3 kg, leszcze po 7 kg (teraz to takie ryby w muzeum znajdziesz ;-(....  ) Znałem jednego dziadka co nie było tygodnia by nie miał 120-140 cm szczupaka... A jego wizytówka były okulary. denka od słoików się do nich umywały. I nikt z nim nie miał polotu w jego dziedzinie...

Dlaczego kiedyś tak było?
Bo Rybacy byli przedsiębiorstwem państwowym. I ich pensje były stałe. A jak ich sprywatyzowali, to pensje były zależne od tego co sprzedali. I zaczęła się żeś narybku na mączkę rybną....
Oj wspominam dalej ze wściekłością jak dziady nas obserwowali przez lornetki. Wystarczyło by przy jednej górce stanęło z 5 łódek z kilka dni po kolei. A już nazajutrz niewód przeciągnęli. I na górce nie było śladu nie tylko po rybie ale i po całym podwodnym zielsku.... Krwy potrafili stać przy molo i patrzeć co, a raczej ile w siatce niesiemy po wywiadziku... Tak więc widzieli czy bierze.... Nie podskoczyłeś bo woda należała do nich i by ci zezwolenia nie sprzedali...
[2013-10-30 12:11]

Artur z Ketrzyna

Jeśli chodzi o węgorze u mnie to najlepszy okres w jakim żerują poświęciłem w tym jak i w ubiegłym roku boleniom ale w przyszłym roku mam zamiar to zmienić i przypomnieć sobie co to węgorz.:)

A jeśli chodzi u mnie to jak węgorz migruje rzeką gruber. To elektrownie robią rzeź, są małe i nie mają przepławek... A jak nie robią sieczki to w ich pomieszczeniach turbinowych są wyławiane sadzami....

Niedługo może będę rozmawiał z prezesem okręgu w cztery oczy. A wtedy przy współpracy z nim i zaprzyjaźnionym prawnikiem, zrobimy mały porządek...
Bo przez te elektrownie bez przepławek nie ma już w górnej części Gubra klenia i jazia.

Rozmawiałem z ichtiologiem o reprodukcji pstrąga. Ale w tej wodzie się on nie utrzyma. Za mętna i ciepła, i za mało tlenu... Tak więc odbudowa populacji klenia i jazia... Ale to narazie tylko plany, bo....
[2013-10-30 12:14]

CZzesio

Niektórzy to mają ciekawe przygody.

Ja przed pierwszym łowieniem węgorzy przeczytałem kilka książek o tym jak łowić i jak przetrzymywać złowionego węgorza i żaden mi nie uciekł ani roweru nie połamał.:)


Mi roweru nie połamał, a jedynie szprychy zgiął. Ja się na nich zacisną, gdy po trawie uciekał jeszcze zapięty na wędce...
Książek czytać nie musiałem, bo mój ojciec świętej pamięci łowił je z marszu. I miał na nie super patent. Łowił nawet po 35 szt dziennie, z łódki na jeziorze gospodarstwa rybackiego. (jednak za komuny wody lepiej były zagospodarowane) Działa do tej pory. Tyle że węgorzy w wodzie jak na lekarstwo, można powiedzieć że to już rzadkość w moim regionie...

Jeśli Ci chodzi o przygody miałem lepsza. Miałem może 5 lat gdy wziął mi ma łódce kabinowej pierwszy w życiu węgorz. Był wielki i silny (większy ode mnie)...
Ale reszt nie napisze. Bo znów dodasz parę groszy i będziesz miał jakieś podśmiechujki.

Żeby kiedyś było modne zgłaszanie rekordów i ich fotografowanie. To miał bym kilka złotych medali i nawet dekorów polski. Ale skończyły się pewne czasy. I nikt nie kontrolował rybaków. Oni to wykorzystali i teraz o takie ryby bardzo, ale to bardzo trodno. I moge powiedzieć że do tej pory nie słyszałem w rekordach o takich...


A przy okazji patentu ,to oglądałem dawno temu filmik (VHS) .Jak gościu łowił węgorze na jeziorku z łódki . Najpierw nawlekał długą igłą rosówy na nić wiskozową , przebijał je wzdłuż ciała , nawlekł ich około metra ...potem związał końce nici złożył to na pół kilka razy i tak powstały pęczek przywiązał na długim sznurku (odpowiednim do głębokości łowiska ) do kija ,zwykłego drewnianego kija .I zaopatrzony w specjalną ,pływającą jak by na rowerowej dętce 24" siatkę na ryby . Wypłynął na jeziorko , "zwodował" siatkę a pęczek rosówek na swojej "wędce" delikatnie opuścił za burtę łódki ...zapalił fajkę i właśnie tu UWAGA WĘGORZ MA BARDZO CZUŁY ZMYSŁ WĘCHU . Wracając do tematu , po jakiejś tam chwili (na filmie to było szybko) gościu powoli uniósł swoją "wędkę" nad wodę z wczepionymi ząbkami węgorzami w wiskozę , wolnym ruchem przesunął nad pływającą siatkę i strząsnął ryby do siatki ... po czym powtórnie "zarzucił wędkę" i dalej pykał fajeczkę w blasku księżyca w pełni :)) Nie wiem jak taka wędka miała by się do RAPR Ale sam "patent" przytoczyłem jako ciekawostkę. [2013-10-30 13:12]

jacenty75

Czesio, nie wiem czy oglądaliśmy ten sam filmik ale dokładnie taką samą metodę pokazywali, ponadto na tym co ja oglądałem było jeszcze jak wrak samochodu z rzeki wyciągają i wypełzają z niego węgorze i jak koleś (chyba w Irlandii ale nie pamiętam dokładnie) zapuścił wędkę w studzience od kanalizacji deszczowej i tam na nie polował ponieważ właśnie tamtędy te skurczybyki się przemieszczały. P.S. to oczywiście też ciekawostka - nie stosować w praktyce:) [2013-10-30 14:04]