Zaloguj się do konta

Wędkowanie współmałżonków

utworzono: 2011/03/06 10:46
klarus28311

CZŁONEK PZW ma prawo udostępnić współmałżonkowi, posiadającemu kartę wędkarską jedną ze swoich wędek do wędkowania,w granicach przysługującego mu stanowiska i limitu połowu,bez konieczności uiszczenia przez współmałżonka składki członkowskiej oraz składki na ochronę i zagospodarowanie wód.Powyższe ma wyłącznie zastosowanie przy wędkowaniu dopuszczającym łowienie na dwie wędki.A co z osobami które żyją w związkach partnerskich (bez ślubu),czy też mogą z tego przepisu korzystać
[2011-03-06 10:46]

CZŁONEK PZW ma prawo udostępnić współmałżonkowi, posiadającemu kartę wędkarską jedną ze swoich wędek do wędkowania,w granicach przysługującego mu stanowiska i limitu połowu,bez konieczności uiszczenia przez współmałżonka składki członkowskiej oraz składki na ochronę i zagospodarowanie wód.Powyższe ma wyłącznie zastosowanie przy wędkowaniu dopuszczającym łowienie na dwie wędki.A co z osobami które żyją w związkach partnerskich (bez ślubu),czy też mogą z tego przepisu korzystać



Nie. Przepisy nie przewidują takich uprawnień w przypadku konkubinatu, narzeczeństwa itp.



[2011-03-06 10:49]

wajo

Nie mogą. To jest właśnie całe PZW. Zamiast zadbać o to, by łowiąc z kolegą, narzeczoną, kuzynem, wujkiem etc... zapalać ludzi do wędkarstwa, przez co PZW przybywało by członków, przez zwykłą głupotę i niezrozumiałe zatwardzenie związek nasz usilnie ten przepis odnawia.Na zwykłą logikę, jeśli mogę łowić na dwie wędki, to kogo to obchodzi, kto te wędki dzierży w dłoni? Przecież większość z nas w taki właśnie sposób została zainfekowana bakcylem wędkarstwa. Prawie każdy łowił kiedyś z kolegą, przyjacielem, kimś z rodziny, a potem wstąpił do szerokiej rzeszy wędkarzy i kontynuował hobby już na swoje konto. Niestety jest to przejaw betonowej filozofii postkomunistycznego molocha jakim jest PZW. Nie zmienimy tego nigdy, bo obstrukcja panująca w naszym związku jest nieuleczalna. Oczywiście podniosą się zaraz głosy że prawię głupoty, a ja tam swoje wiem i wiem też, że nic by się nie stało, nie ucierpiał by rybostan ani przyroda, gdyby członek PZW posiadający uprawnienia do połowu amatorskiego mógł jedną wędkę udostępniać jednej osobie ( dowolnej) w ramach swego limitu i stanowiska. Był by to doskonały sposób na krzewienie tej pięknej pasji jaką jest wędkarstwo.

Niejednokrotnie bywałem na rybach z kimś znajomym i nieraz jedna wędkę mu udostępniłem. Moje ryzyko, bo łamałem w ten sposób zapyziały regulamin. Natomiast nie mam w związku z tym żadnych wyrzutów sumienia, ponieważ uważam, że nie zrobiłem niczego, czego musiałbym się wstydzić. Inna sprawa, że w razie kontroli....... no ale cóż, z głupotą PZW trzeba jakoś polemizować, by nie stać się kolejnym starym, skamieniałym pniem.

Pozdrzwiam.

[2011-03-06 10:58]

klarus28311

Moim zdaniem przepis ten powinien być zmieniony ,popieram kolegę WAJO. POZDRAWIAM
[2011-03-06 11:11]

Nie mogą. To jest właśnie całe PZW. Zamiast zadbać o to, by łowiąc z kolegą, narzeczoną, kuzynem, wujkiem etc... zapalać ludzi do wędkarstwa, przez co PZW przybywało by członków, przez zwykłą głupotę i niezrozumiałe zatwardzenie związek nasz usilnie ten przepis odnawia.Na zwykłą logikę, jeśli mogę łowić na dwie wędki, to kogo to obchodzi, kto te wędki dzierży w dłoni? Przecież większość z nas w taki właśnie sposób została zainfekowana bakcylem wędkarstwa. Prawie każdy łowił kiedyś z kolegą, przyjacielem, kimś z rodziny, a potem wstąpił do szerokiej rzeszy wędkarzy i kontynuował hobby już na swoje konto. Niestety jest to przejaw betonowej filozofii postkomunistycznego molocha jakim jest PZW. Nie zmienimy tego nigdy, bo obstrukcja panująca w naszym związku jest nieuleczalna. Oczywiście podniosą się zaraz głosy że prawię głupoty, a ja tam swoje wiem i wiem też, że nic by się nie stało, nie ucierpiał by rybostan ani przyroda, gdyby członek PZW posiadający uprawnienia do połowu amatorskiego mógł jedną wędkę udostępniać jednej osobie ( dowolnej) w ramach swego limitu i stanowiska. Był by to doskonały sposób na krzewienie tej pięknej pasji jaką jest wędkarstwo.

Niejednokrotnie bywałem na rybach z kimś znajomym i nieraz jedna wędkę mu udostępniłem. Moje ryzyko, bo łamałem w ten sposób zapyziały regulamin. Natomiast nie mam w związku z tym żadnych wyrzutów sumienia, ponieważ uważam, że nie zrobiłem niczego, czego musiałbym się wstydzić. Inna sprawa, że w razie kontroli....... no ale cóż, z głupotą PZW trzeba jakoś polemizować, by nie stać się kolejnym starym, skamieniałym pniem.

Pozdrzwiam.




Ale tu chodzi o to, żeby własnie NAJPIERW wyrobić sobie kartę, wybulić kasę, a potem rób sobie z tym hobby co chcesz. Podoba Ci się jak wujek, tata, kolega, brat, sąsiad, kuzyn łowią ryby? Zdaj egzamin, zapłać i miej kartę wędkarską. Nie wiesz czy się Ci spodoba ta zabawa? Łów najpierw na komercjach, po to one są właśnie stworzone. A jak się spodoba, to wtedy PZW i własna karta z przywilejami i zakazami. Widziałem wielu tak uczących się łowić przy koledze. Zerwane ryby, pokaleczone, wyrwane przy zacięciu pyski ryb, ryby zerwane razem z zestawami etc. 



[2011-03-06 16:03]

bluehornet

Sic !!!
[2011-03-06 16:08]

ATeam

Nie mogą. To jest właśnie całe PZW. Zamiast zadbać o to, by łowiąc z kolegą, narzeczoną, kuzynem, wujkiem etc... zapalać ludzi do wędkarstwa, przez co PZW przybywało by członków, przez zwykłą głupotę i niezrozumiałe zatwardzenie związek nasz usilnie ten przepis odnawia.Na zwykłą logikę, jeśli mogę łowić na dwie wędki, to kogo to obchodzi, kto te wędki dzierży w dłoni? Przecież większość z nas w taki właśnie sposób została zainfekowana bakcylem wędkarstwa. Prawie każdy łowił kiedyś z kolegą, przyjacielem, kimś z rodziny, a potem wstąpił do szerokiej rzeszy wędkarzy i kontynuował hobby już na swoje konto. Niestety jest to przejaw betonowej filozofii postkomunistycznego molocha jakim jest PZW. Nie zmienimy tego nigdy, bo obstrukcja panująca w naszym związku jest nieuleczalna. Oczywiście podniosą się zaraz głosy że prawię głupoty, a ja tam swoje wiem i wiem też, że nic by się nie stało, nie ucierpiał by rybostan ani przyroda, gdyby członek PZW posiadający uprawnienia do połowu amatorskiego mógł jedną wędkę udostępniać jednej osobie ( dowolnej) w ramach swego limitu i stanowiska. Był by to doskonały sposób na krzewienie tej pięknej pasji jaką jest wędkarstwo.

Niejednokrotnie bywałem na rybach z kimś znajomym i nieraz jedna wędkę mu udostępniłem. Moje ryzyko, bo łamałem w ten sposób zapyziały regulamin. Natomiast nie mam w związku z tym żadnych wyrzutów sumienia, ponieważ uważam, że nie zrobiłem niczego, czego musiałbym się wstydzić. Inna sprawa, że w razie kontroli....... no ale cóż, z głupotą PZW trzeba jakoś polemizować, by nie stać się kolejnym starym, skamieniałym pniem.

Pozdrzwiam.




Ale tu chodzi o to, żeby własnie NAJPIERW wyrobić sobie kartę, wybulić kasę, a potem rób sobie z tym hobby co chcesz. Podoba Ci się jak wujek, tata, kolega, brat, sąsiad, kuzyn łowią ryby? Zdaj egzamin, zapłać i miej kartę wędkarską. Nie wiesz czy się Ci spodoba ta zabawa? Łów najpierw na komercjach, po to one są właśnie stworzone. A jak się spodoba, to wtedy PZW i własna karta z przywilejami i zakazami. Widziałem wielu tak uczących się łowić przy koledze. Zerwane ryby, pokaleczone, wyrwane przy zacięciu pyski ryb, ryby zerwane razem z zestawami etc. 




No to wreszcie się dowiedziałem do czego służą komercje.

A czy koledze Mastiff nie szkoda zerwanych pokaleczonych i z powyrywanymi pyskami ryb
na łowiskach komercyjnych? Nie nadążam za tokiem rozumowania.

[2011-03-06 16:26]

No to wreszcie się dowiedziałem do czego służą komercje.

A czy koledze Mastiff nie szkoda zerwanych pokaleczonych i z powyrywanymi pyskami ryb
na łowiskach komercyjnych? Nie nadążam za tokiem rozumowania.




A to juz jest problem właścicieli takich komercji, wpuszczając i pozwalając łowić żółtodziobom kompletnym, którzy się uczą, wkalkulowują ryzyko i biora za to siano i to niezłe. To prywaciarze, którzy na takich amatorach właśnie trzaskają kasę, a te pokaleczone ryby zwrócą im się 20 razy i w łeb te rybki i tak dostaną i tak, bo po to pływają w tych komercjach, na rzeź. No bez żartów, że kolega nie wie po co istnieją łowiska komercyjne......



[2011-03-06 16:59]

wajo

Kolego Mastiff czy ty czasem nie przesadzasz? Sam łowię u mnie na wodach masę ryb pozbawionych pyszczków. Zgadnij skąd się one biorą? Jasna rzeczą jest, że każdy kto wędkuje jako zielony jest winien pewnych szkód, ale tak samo wędkarz który zrobił uprawnienia a jest zielony, tak samo zawodnik na zawodach, tak samo żona, czy dziecko któremu możesz udostępnić wędkę. Nasze hobby ma łączyć ludzi, a na przykład wspólny wyjazd pod namiot ze znajomymi może przynieść PZW kolejnego członka który będzie opłacał składki. Skąd taki paniczny strach przed udostępnieniem koledze jednej wędki? Poza tym dziś jest moda na pary ( obojetnie jak to nazwać) ale na pary, nie małżeństwa. Nie widzę nic niebezpiecznego w tym, żeby mężczyzna próbował zaszczepić swoją pasję swojej partnerce, partnerowi ( choć to drugie mnie odrzuca) Jednak jeśli wychodzi się na przeciw ludziom żyjącym w konkubinacie i innych związkach partnerskich, to dlaczego zawsze to nasze PZW musi pozostawać tak twardym betonem? Bo co? Bo siedzą tam same stare komuchy?

Nie popadał bym w aż tak dalece idącą panikę kolego Mastiff.


[2011-03-06 17:14]

Jack14

Oj Macieju pojechałeś i myślę, że za daleko.

Ja też jestem zwolennikiem łowienia na jedną wędkę spławikową . Wtedy druga ręka jest wolna !

[2011-03-06 17:35]

arekde

Ciekawe czy ryby pokaleczone, z powyrywanymi pyskami wiedzą, że pływają w komercyjnej wodzie i przez to lepiej to znoszą?

;-)

[2011-03-06 17:35]

Jack14

oczywiście miałem na myśli łowienie z partnerką ;-) [2011-03-06 17:36]

;) [2011-03-06 17:41]

Kolego Mastiff czy ty czasem nie przesadzasz? Sam łowię u mnie na wodach masę ryb pozbawionych pyszczków. Zgadnij skąd się one biorą? Jasna rzeczą jest, że każdy kto wędkuje jako zielony jest winien pewnych szkód, ale tak samo wędkarz który zrobił uprawnienia a jest zielony, tak samo zawodnik na zawodach, tak samo żona, czy dziecko któremu możesz udostępnić wędkę. Nasze hobby ma łączyć ludzi, a na przykład wspólny wyjazd pod namiot ze znajomymi może przynieść PZW kolejnego członka który będzie opłacał składki. Skąd taki paniczny strach przed udostępnieniem koledze jednej wędki? Poza tym dziś jest moda na pary ( obojetnie jak to nazwać) ale na pary, nie małżeństwa. Nie widzę nic niebezpiecznego w tym, żeby mężczyzna próbował zaszczepić swoją pasję swojej partnerce, partnerowi ( choć to drugie mnie odrzuca) Jednak jeśli wychodzi się na przeciw ludziom żyjącym w konkubinacie i innych związkach partnerskich, to dlaczego zawsze to nasze PZW musi pozostawać tak twardym betonem? Bo co? Bo siedzą tam same stare komuchy?

Nie popadał bym w aż tak dalece idącą panikę kolego Mastiff.




Mam tu na mysli nie partnerki, żony, narzeczone, dziewczyny, ale perfidne pożyczanie wędek kolegom, którzy mogą mieć karty wędkarskie, ale im się nie chce bulić. Wtedu po jaką cholerę miałbym wyrabiać sobie kartę, jak przeważnie jeżdżę z kolegami na ryby? Czterech facetów, z tego dwóch ma kartę. Wtedy dopiero zarybianie i tak kiepskie, padłoby na ryj i krzyk, że ryb nie ma bo kasy nie ma.




[2011-03-06 17:49]

Ciekawe czy ryby pokaleczone, z powyrywanymi pyskami wiedzą, że pływają w komercyjnej wodzie i przez to lepiej to znoszą?




Właścicielom tych ryb, to kalafiorem dynda. Ważne, że kasa jest za sam pobyt wędkarza na jego komercji. A czy one będą bez warg, bez płetw, czy bez oczu, to mało ważne dla "biznesmena"- wędkarza amatora niedzielnego. Po to te ryby do męczenia w swoich bajorach właśnie kupują. Mają pływać i brać, a nie wyglądać jak tap madels.... Na komercjach ryby były, są i będą bardziej kaleczone niż na innych łowiskach, bo na komercjach "bawią" się wędkami dzieci, kompletni amatorzy i amatorki zarzucania wędek. 



[2011-03-06 18:08]

konik777

witam
czytam i tak sobie myślę to co napisał kolega Maciej    " Czterech facetów, z tego dwóch ma kartę. Wtedy dopiero zarybianie i tak kiepskie, padłoby na ryj i krzyk, że ryb nie ma bo kasy nie ma."     ALE WĘDEK TEŻ JEST CZTERY I CO TO ZA RÓŻNICA KTO JĄ TRZYMA WIĘCEJ I TAK NIE ZŁAPIĄ WIĘC ZARYBIANIE NIEMA TU NIC DO TEGO. przepis jest tu tylko dla upierdliwych SSR
[2011-03-06 18:10]

wajo

Mastiffie to nie tak. Ty piszesz o codziennym, no powiedzmy częstym łowieniu z tymi samymi kolegami. Ja zaś mam na myśli choćby taka sytuację sprzed roku. Poznałem fajnych ludzi, zaprosiłem ich nad wodę. Siedzieliśmy ponad tydzień pod namiotem. Pomyślałem, że jeśli im się to spodoba, to namówię i jego i ją, by sobie wyrobili karty i wtedy razem moglibyśmy na takie wyjazdy się udawać częściej. Tak jak myślałem, obojgu wędkowanie przypadło do gustu i już w tym roku pisali do mnie, że zgłosili się do koła PZW, więc w tym roku pewnie pojedziemy razem na biwak z wędką. Ja im pozwalałem przez cały tydzień łowić na mój sprzęt, a tylko pilnowałem by wszystkie normy zostały zachowane i pouczałem ich w zakresie technicznym oraz dyskutowaliśmy o przepisach. Nie uważam, że rybostan ucierpiał, bo rybki spożywaliśmy tylko kilka razy, a to jeszcze te, które złowiłem nocą. Resztę się uwalniało zaraz po złowieniu. Ja wiem, że regulamin i takie tam, ale logika, myślenie, nauka, czy to był wielki grzech , no może tak, ale ja to i tak powtórzę za każdym razem jak poznam fajowych ludzi. [2011-03-06 18:19]

witam

czytam i tak sobie myślę to co napisał kolega Maciej    " Czterech facetów, z tego dwóch ma kartę. Wtedy dopiero zarybianie i tak kiepskie, padłoby na ryj i krzyk, że ryb nie ma bo kasy nie ma."     ALE WĘDEK TEŻ JEST CZTERY I CO TO ZA RÓŻNICA KTO JĄ TRZYMA WIĘCEJ I TAK NIE ZŁAPIĄ WIĘC ZARYBIANIE NIEMA TU NIC DO TEGO. przepis jest tu tylko dla upierdliwych SSR




Przepis jest dla upierdliwych SSR?????????? Przepis jest dla wędkarzy kolego, a SSR ma obowiązek go od nich egzekwować, tak OBOWIĄZEK nakazany regulaminowo. To nie SSR wymyśliło ten czy jakikolwiek punkt RAPR, który każdy wędkarz musi respektować i się dostosować. Jeśli czterech facetów trzaska płocie, albo leszcze, czy okonie na cztery spławikówki, to nie złapie więcej ryb? To spróbuj sam przy maksymalnych braniach łowić na dwa spławiki z wynikiem 100 na 100 (sto brań- sto ryb). Np. dwie tyczki.... ahhahahahaha, a spróbuj tak z kolegą. Zobaczymy czy sam na dwie nałowisz więcej, czy z kolegą na dwie.



[2011-03-06 18:21]

Mastiffie to nie tak. Ty piszesz o codziennym, no powiedzmy częstym łowieniu z tymi samymi kolegami. Ja zaś mam na myśli choćby taka sytuację sprzed roku. Poznałem fajnych ludzi, zaprosiłem ich nad wodę. Siedzieliśmy ponad tydzień pod namiotem. Pomyślałem, że jeśli im się to spodoba, to namówię i jego i ją, by sobie wyrobili karty i wtedy razem moglibyśmy na takie wyjazdy się udawać częściej. Tak jak myślałem, obojgu wędkowanie przypadło do gustu i już w tym roku pisali do mnie, że zgłosili się do koła PZW, więc w tym roku pewnie pojedziemy razem na biwak z wędką. Ja im pozwalałem przez cały tydzień łowić na mój sprzęt, a tylko pilnowałem by wszystkie normy zostały zachowane i pouczałem ich w zakresie technicznym oraz dyskutowaliśmy o przepisach. Nie uważam, że rybostan ucierpiał, bo rybki spożywaliśmy tylko kilka razy, a to jeszcze te, które złowiłem nocą. Resztę się uwalniało zaraz po złowieniu. Ja wiem, że regulamin i takie tam, ale logika, myślenie, nauka, czy to był wielki grzech , no może tak, ale ja to i tak powtórzę za każdym razem jak poznam fajowych ludzi.


Tak sobie czytam , i powiem Ci że nie zawsze ale tym razem się z Tobą zgadzam, jak zwykle się nie rozpisuję bo....... po co ci ?

[2011-03-06 18:26]

konik777

To spróbuj sam przy maksymalnych braniach łowić na dwa spławiki z wynikiem 100 na 100 (sto brań- sto ryb). Np. dwie tyczki.... ahhahahahaha, a spróbuj tak z kolegą. Zobaczymy czy sam na dwie nałowisz więcej, czy z kolegą na dwie.

U NAS NA ŚLĄSKU  NIE MA TAKICH ŁOWISK. ale masz racje nie da się tego zrobić
[2011-03-06 18:27]

Mastiffie to nie tak. Ty piszesz o codziennym, no powiedzmy częstym łowieniu z tymi samymi kolegami. Ja zaś mam na myśli choćby taka sytuację sprzed roku. Poznałem fajnych ludzi, zaprosiłem ich nad wodę. Siedzieliśmy ponad tydzień pod namiotem. Pomyślałem, że jeśli im się to spodoba, to namówię i jego i ją, by sobie wyrobili karty i wtedy razem moglibyśmy na takie wyjazdy się udawać częściej. Tak jak myślałem, obojgu wędkowanie przypadło do gustu i już w tym roku pisali do mnie, że zgłosili się do koła PZW, więc w tym roku pewnie pojedziemy razem na biwak z wędką. Ja im pozwalałem przez cały tydzień łowić na mój sprzęt, a tylko pilnowałem by wszystkie normy zostały zachowane i pouczałem ich w zakresie technicznym oraz dyskutowaliśmy o przepisach. Nie uważam, że rybostan ucierpiał, bo rybki spożywaliśmy tylko kilka razy, a to jeszcze te, które złowiłem nocą. Resztę się uwalniało zaraz po złowieniu. Ja wiem, że regulamin i takie tam, ale logika, myślenie, nauka, czy to był wielki grzech , no może tak, ale ja to i tak powtórzę za każdym razem jak poznam fajowych ludzi.




Kolego @wajo, ale w taki sposób podchodzących do wędkarstwa z kolegami jak Ty wędkarzy, jest jak na lekarstwo. Z takim czysto "pedagogiczno-koleżeńskim" podejściem niewielu wędkarzy proponuje kolegom wypady na ryby. Przeważnie jest tak -A weź se kija, zakładaj robala i idź se tam łowić..... Ty pilnowałeś, pouczałeś, radziłeś, uczyłeś, opieprzyłeś jak nie posłuchał rady itp. Zachowanie i podejście do tematu jak zorza polarna, piękne, ale rzadkie.


[2011-03-06 18:28]

To spróbuj sam przy maksymalnych braniach łowić na dwa spławiki z wynikiem 100 na 100 (sto brań- sto ryb). Np. dwie tyczki.... ahhahahahaha, a spróbuj tak z kolegą. Zobaczymy czy sam na dwie nałowisz więcej, czy z kolegą na dwie.

U NAS NA ŚLĄSKU  NIE MA TAKICH ŁOWISK. ale masz racje nie da się tego zrobić



Własnie słyszałem od bodajże kolegi Ghostmira, że są u Was piękne i rybne łowiska obfitujące w ryby każdej maści, że łowienie dwiema wędkami naraz, jest sztuką nie do wykonania.



[2011-03-06 18:31]

konik777


Własnie słyszałem od bodajże kolegi Ghostmira, że są u Was piękne i rybne łowiska obfitujące w ryby każdej maści, że łowienie dwiema wędkami naraz, jest sztuką nie do wykonania.

to kolega Ghostmira jest cudotwórcą i pełny szacu dla niego widocznie ja jestem kaleką bo nie umie łowić tam gdzie jeżdze są ryby ale nie tak żebym nie umiał się obrobić( no chyba ze płoteczki nie miarowe prze brzegu i to nie wszędzie i zawsze)
[2011-03-06 18:38]

arus

Kolego Macieju a napiszesz jak sam zaczynałeś przygodę z wędką ? Bo ja tak jak i większość zaczynałem od kłusownictwa. Pozatym nie uważam zeby zdanie egzaminu teoretycznego było równoznaczne z umiejętnością połowu (urwane pyszczki )
[2011-03-06 18:43]

Kolego Macieju a napiszesz jak sam zaczynałeś przygodę z wędką ? Bo ja tak jak i większość zaczynałem od kłusownictwa. Pozatym nie uważam zeby zdanie egzaminu teoretycznego było równoznaczne z umiejętnością połowu (urwane pyszczki )




Z tatą, zawsze z tatą, a drugim egzaminem jaki zdałem w dziecięcym wieku, był egzamin na kartę wędkarską. Teraz jest taki luksis, że faceci z głową w kołach potworzyli szkółki wędkarskie i każdy chcący wędkować ma drzwi otwarte, my takich luksusów nie mieliśmy. Nic o egzaminie teoretycznym nie pisałem, jedynie o posiadaniu i opłaceniu karty, a że wiąże się ona z egzaminem, to już jest sprawa regulaminowa. Więc lepiej na legalu uczyć się jak nie wyrywać pyszczków, bo te parę złociszy z karty pozwoli zarybić w to miejsce nowymi rybkami.

 

[2011-03-06 18:55]

konik777

parę złociszy z karty pozwoli zarybić w to miejsce nowymi rybkami.

tak zarybią karpiami dla mięsiaży  zeby nie pyszczyli ze koło nic nie robi i nie zarybia

[2011-03-06 18:59]