Zaloguj się do konta

Śmieszne błędy popełnione na początku przygody z w

utworzono: 2011/08/27 09:21
marcin4321

Witam. Chciałbym abyście pisali tu o swoich śmiesznych wpadkach, i błędach które popełniliście na początku waszej przygody wędkarskiej. Np, chodzi o składanie wędki , jak montowaliście jakieś przyrządy do wędki czy żyłki.

Ja na początek dam taki przykład : 
łowiłem na spławik 2 g i dawałem obciązenie 1,5 g .  Gdy założyłem spławik 4 g to zamiast dać większe obciążenie to nawaliłem chyba z 10 stoperów dodatkowo ,żeby spławik ustał : DD
to już było na prawde głupie, ale zaczęłem się tego śmiać :pp

Jesli sie wątek podoba, to sie cieszę ,a jesli nie to niech moder. to usunie. ; )
[2011-08-27 09:21]

darek300

Ja kiedyś też miałem nie jedną wpadkę. Mój brat kupił taki dziwny spławik, obaj nie byliśmy doświadczeni(a była to po prostu bombka podwieszana go gruntówki):D i podobał mi się tylko na dole miał za dużą dzurkę na żyłkę więc założyłem na ten drucik krętlik i było ok. Spisywał się nawet niedoważony na żywca:Da ileż czasu zajęło nam myślenie do czego taki dziwny spławik:D
[2011-08-27 10:26]

karol94

Ja gdy po raz pierwszy spiningowałem uderzył mi szczupak (naprawdę duży około 3kg )
i niewiedziałem jak go wyciągnąć podniosłem go na wędce do góry i tak zamierzałem z nim  iść do domu niestety przypon zawiązałem na "SUPEŁ" i podczas wyciągania go na brzeg przypon puścił :)
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło...
Pozdrawiam !
[2011-08-27 10:47]

JaroDaw

Witam. Ja pierwszą wędką jaką kupiłem, był feeder. Pojechałem następnego dnia nad zalew i zamontowałem koszyczek 20 gram. Dość silnie wiało, ale co to dla mnie, więc rzut, potem odczekać jak się koszyczek ułoży i zamykam kabłąk. Dwa obroty kołowrotkiem i szczytówka przygięta. Każdy kto chodź raz wędkował na takim zestawie wie jak musiało to wyglądać, żeby zaciąć po podniesieniu wędki musiałem cofnąć się kilka metrów ;). Wyobraźcie sobie minę wędkarzy na widok gościa, który  po "braniu" łapie wędkę i sp...a do lasu ;) [2011-08-27 11:02]

Dziunik

Ja będąc młody może miałem ze 12 lat miałem pierwsze przygody z gruntówką, nie miałem żyłki na przypon i zrobiłem zestaw bez, a żeby mi oliwka nie zjeżdżała do haczyka to przed śruciną zawiązałem na guza, efekt był oczywisty, okonki 12 centymetrowe wyciągałem, ale jak wziął mi karpik to w 10 sekund było po zawodach :)

[2011-08-27 11:04]

Dziunik

albo  wyobraź cie sobie jak musiałem wyglądać mając 12 lat i łowiąc moją pierwszą wędką znaczy się 1,5 metrowym ruskim składanym spiningiem miałem przy 2 gr STAŁYM SPŁAWIKU  ustawiony grunt 2 - 2,2 metra i takim sprzętem zarzucałem i udawało mi się coś złowić.
[2011-08-27 11:12]

Temat dobry więc zostaje:) ja kiedyś mając kilkanaście lat,zaczytany w WW,w artykuły o karpiach gigantach konstruowałem z uporem zestawy z 50cm stalowym przyponem.Dlaczego? ano dlatego że gdzieś wyczytałem o tym że karp ma zęby...a to że gardłowe to mi już umkneło....:)
[2011-08-27 13:06]

bluehornet

Z uporem maniaka mając kilkanaście lat i chodząc na pobliską rzeczkę na pstrągi, już z kartą wędkarską ( a pstrąąąąągów było wtedy w bróóóóód ) , dokręcałem na maxa hamulec przy łowieniu na błystkę ( blachę ) . owszem, szarpania za przynętę czułem, ale tylko tyle . Kołowrotek nie był rewelacyjny ,bo " ruski " Delfin 4 " i hamulec miał , jaki miał . Dopiero kumpel sporo starszy mi podpowiedział , żeby hamulec ustawić lżej i do tego kołowrotka pod nakrętkę od hamulca dołożyć zwykłą podkładkę filcową - i dopiero wtedy zacząłem łowić . W rzeczce o szerokości max. 3m złowienie pstrąga 40 cm nie było już wtedy problemem .
[2011-08-27 13:48]

moim błędem przy łowieniu na "sprężynę" było to że jako młody wędkarz wyczytałem w jakiejś gazecie (pewnie WW) że zakarmiaczke sie okleja ciastem ,więc narobiłem tego ciasta z kaszy kuku+kaszy mannej i oklejałem tym sprężynkę .oczywiście na sprężynie tkwiła kula ciasta którą można było zarzucać wielokrotnie (oczywiście ciasto nie nęciło) tak "łowiłem" przez pół roku ,rybki brały (ponad 20 lat temu nie trzeba było zanęty aby coś złowić) więc mnie nic nie zastanawiało.dopiero kolega wędkujący obok kiedyś mi wytłumaczył co to zanęta,jak sie ją robi i jak sie używa.Drugim "klasycznym" błędem było łowienie na spławik klasyczną wędką bez kołowrotka tylko że z za długim zestawem )kiedyś sie kupowało "zestawy" z żyłki 0,30 10 metrowej długości związane na drabinkach) a że wędka miała 4-5m długości więc można było sobie wyobrazić "motanie"się po brzegu aby tym zarzucić.
Inna dość śmieszna rzecz spotkała mnie nie tak dawno (jakieś 10lat temu) koleś (jakiś początkujący) zarzucił wędką na grunt a jako wskaźnik zawiesił....cały krążek taśmy ołowianej ważący jakieś 30-40g.Oczywiście wytłumaczyłem mu co i jak i dałem mu bąbkę . [2011-08-27 14:02]

marcin4321

nikt więcej ? chciałbym aby ten temat był dalej prowadzony. ; ) [2011-08-27 20:58]

Esox53

Ja gdy pierwszy raz byłem na rybach łowiłem spławikiem 2g lecz ustawiłem dużo za duży grunt i spławik nie chciał stać tylko leżał,myślałem że mam za mało obciążenia więc dociskałem śruciny,zacisnołem z 5g.Dopiero później podszedł do mnie wędkarz łowiący niedaleko i wytłumaczył mi co i jak. [2011-08-27 23:53]

Piotros

Łowiąc na spining  ( 1 raz tą metodą ) u kolegi na stawie, zerwałem około metrowego szczupaka i kilka mniejszych pod 60/65 Cm.
Każdy łowiony był bez wolframu... kołowrotek nie posiadał hamulca... rybie nie dawałem się zmęczyć.. wszystkie wędkę do góry i na chama.. :( biedne rybki ;p
[2011-08-28 01:22]

jacenty75

Witam,

Ja pierwszą swoją "wędke" wykonałem z połamanej drewnianej rakietki do babingtona. Kawałek trzonka tam był, żyłka też a kawałków ramki zrobiłem spławik. Sama "wędka" jako wytwór dziecinnej wyobraźni może nikogo by nie zdziwił ale sposób w jaki próbowałem wyciągnąć kozy i kiełbie z kanałku był niekonwencjonalny. Otóż jako mały chłopak nie miałem dostepu do haczyków i wyobraziłem sobie, że jeżeli zawiąże robaka na żyłce na supeł i ryba go połknie to nie będzie mogła już wypluć i ja wyciągne - niestety po pierwszym razie uświadomiłem sobie, że moja teoria niekoniecznie idzie w parze z praktyką i wykonałem pierwszy w życiu haczyk ze szpilki. Od tamtego momentu upłynęło prawie 30 lat, kanałek juz dawno wysechł a kozy mogę ogładać jedynie w atlasie.

 

[2011-08-29 12:55]

kargul

ja pierwszy splawik staly przywiązałem 5 razy supłem...do oczka tak że nie mogłem go ruszyc hahaha..... [2011-08-29 13:08]

perwer

Kiedys za baitla jak łaziło sie na ryby to z kawałkiem kija i szpula jak talerz z niedzielnego obiadu. Jak zerwała mi sie żyłka to ja wiązałem supłem na kołowrotku .Potem przy zarzucie ,zamiast żyłka lecieC platała sie i dupa blada .
Pamietam taki jeden wypad.Wstałem o 5 rano i poleciałem na staw.Rozwijam ten swój mega sprzęt,robala czerwonego na hak i heja .Zamach ,rzut i plątanina--pół godziny rozplatywania--zamach ,rzut i plątanina --pół godziny rozplątywania ....Dopiero o 11 zaczynałem łowic ,jak udało sie zarzucić.
[2011-08-30 09:15]

Jędrula

 

A ja zaczynałem przygodę z wędkarstwem łowiąc na cegielni tzw. Marusze , rok był wtedy chyba 1885 ? Tak nawiasem mówiąc zacząłem łowić ryby wcześniej niż myślałem :)
Łowiliśmy tam drobnicę ale czasem wchodził spory leszcz i lin . Wyczytałem gdzieś albo ktoś mi powiedział , że do ciasta mam dodać perfumy to ryby będą brały bez opamiętania . Zrobiłem ciasto z kaszy manny i prysnąłem na nie currarą – perfum od matki .
Nad wodą zrobiłem zanętę z rozmoczonego chleba , ziemi i mąki , ciasto na hak i czekam , czekam , czekaaaaaaaam i nic . Zaczęli się schodzić miejscowi tubylcy , zaraz zacinali , holowali a ja nic . Wreszcie przyszedł jakiś dziadek koło mnie i po godzinie poszedł na drugi brzeg bo też mu nic nie brało hahah .
Mało tego , jak mieszałem zanętę to żałowałem , że nie dodałem tej cholernej currary .
Dopiero bym sobie narobił :)
[2011-08-30 09:37]

ryukon1975

Jestem "samoukiem" nikt mi nie pokazywał jak łowić.Uczyłem się z książek i prasy,jak zaczynałem nie było jeszcze internetu.Może i dobrze że go nie było bo jak czasem czytam pytania początkujących to wydaje mi się że książek nie ma a czytać to już nikt nie umie.Jedna dobra książka odpowie na dziesiątki tysięcy pytań.Oczywiście to czytanie musi być poparte zrozumieniem i praktyką nad wodą.
Wracając do tematu pamiętam jak kupiłem pierwsze wirówki,towar deficytowy w roku 1985 -tym.Poszedłem nad rzekę i podawałem pod pysk stojącym pod powierzchnią uklejkom.Jeszcze byłem zdziwiony dlaczego nie biorą.:)Przecież tyle za tą przynętę zapłaciłem.:)
[2011-08-30 09:59]

 A ja zaczynałem przygodę z wędkarstwem łowiąc na cegielni tzw. Marusze , rok był wtedy chyba 1885 ? Tak nawiasem mówiąc zacząłem łowić ryby wcześniej niż myślałem :)
Łowiliśmy tam drobnicę ale czasem wchodził spory leszcz i lin . Wyczytałem gdzieś albo ktoś mi powiedział , że do ciasta mam dodać perfumy to ryby będą brały bez opamiętania . Zrobiłem ciasto z kaszy manny i prysnąłem na nie currarą – perfum od matki .
Nad wodą zrobiłem zanętę z rozmoczonego chleba , ziemi i mąki , ciasto na hak i czekam , czekam , czekaaaaaaaam i nic . Zaczęli się schodzić miejscowi tubylcy , zaraz zacinali , holowali a ja nic . Wreszcie przyszedł jakiś dziadek koło mnie i po godzinie poszedł na drugi brzeg bo też mu nic nie brało hahah .
Mało tego , jak mieszałem zanętę to żałowałem , że nie dodałem tej cholernej currary .
Dopiero bym sobie narobił :)







Bo się gupie ryby nie znają na dobrych kosmetykach..... Nie przejmuj się jednym niepowodzeniem Jędruś. Dolewaj perfumy, dolewaj. :))))) Trzy kropelki "Przemysławki" na płoć, 10 kropelek "Brutala" na sandacza, 5 kropelek "Pani Walewskiej" na leszcza, "Brzozowa" na karasia i zobaczysz jak będziesz siekał mięso. 


[2011-08-30 10:11]

drogba

hehe mój głupi błąd był taki że zasnąłem na rybach:D:DD:D a kurde coś mi bralo bo jak sie obudziłem to wędka była do wciągnęła do wody ale nie cala:D:Dteraz już nie zasypiam hahahahah:D:D [2011-08-30 13:11]

jacenty75

A na "Być Może" być może linek się skusi. [2011-08-30 13:22]

zbynio5o

 
A ja zaczynałem przygodę z wędkarstwem łowiąc na cegielni tzw. Marusze , rok był wtedy chyba 1885 ? Tak nawiasem mówiąc zacząłem łowić ryby wcześniej niż myślałem :)
Łowiliśmy tam drobnicę ale czasem wchodził spory leszcz i lin . Wyczytałem gdzieś albo ktoś mi powiedział , że do ciasta mam dodać perfumy to ryby będą brały bez opamiętania . Zrobiłem ciasto z kaszy manny i prysnąłem na nie currarą – perfum od matki .
Nad wodą zrobiłem zanętę z rozmoczonego chleba , ziemi i mąki , ciasto na hak i czekam , czekam , czekaaaaaaaam i nic . Zaczęli się schodzić miejscowi tubylcy , zaraz zacinali , holowali a ja nic . Wreszcie przyszedł jakiś dziadek koło mnie i po godzinie poszedł na drugi brzeg bo też mu nic nie brało hahah .
Mało tego , jak mieszałem zanętę to żałowałem , że nie dodałem tej cholernej currary .

Dopiero bym sobie narobił :)



Pomijając te prfumy, gratuluje tak świetnej kondycji. Tyś chyba zaczynał jak pierwszy prezes PZW. był dopiero w planie hehe ! (1885r.)



[2011-08-30 16:07]

CZzesio

Czyżby szanowny kolega Jędrula był wampirem ....? [2011-08-30 16:54]

CZzesio

Pamiętam swoje początki z wędką w ręce .........to było straszne ....
Nie posiadałem wtedy ani karty wędkarskiej ani własnej wędki .Zabrał mnie wtedy na rybki kumpel ,wyposażył w delikatną spławikóweczkę .....pokazał jak założyć robala ... i zawyrokował "ja tu będę łowił , a ty idź kawałeczek dalej " ...i poszedłem ... "naszłem" się może ze cztery kroki ... wędka była tak splątana że ... wróciłem do kumpla  żeby coś z tym zrobił ,potem znowu kilka kroków  i to samo i tak kilka razy ...
Podziwiam Go za cierpliwość i wyrozumiałość . Dziękuję Ci Jacku ,że mnie wtedy nie zabiłeś ;)

p.s. a cały problem tkwił w tym ,że nie zapinałem sobie haczyka za uszko ,czy przelotkę tylko zwijałem zapas żyłki od spławika do szczytówki a ciężarki z przyponem szalały sobie w najlepsze .
[2011-08-30 17:15]

Jędrula

 
A ja zaczynałem przygodę z wędkarstwem łowiąc na cegielni tzw. Marusze , rok był wtedy chyba 1885 ? Tak nawiasem mówiąc zacząłem łowić ryby wcześniej niż myślałem :)
Łowiliśmy tam drobnicę ale czasem wchodził spory leszcz i lin . Wyczytałem gdzieś albo ktoś mi powiedział , że do ciasta mam dodać perfumy to ryby będą brały bez opamiętania . Zrobiłem ciasto z kaszy manny i prysnąłem na nie currarą – perfum od matki .
Nad wodą zrobiłem zanętę z rozmoczonego chleba , ziemi i mąki , ciasto na hak i czekam , czekam , czekaaaaaaaam i nic . Zaczęli się schodzić miejscowi tubylcy , zaraz zacinali , holowali a ja nic . Wreszcie przyszedł jakiś dziadek koło mnie i po godzinie poszedł na drugi brzeg bo też mu nic nie brało hahah .
Mało tego , jak mieszałem zanętę to żałowałem , że nie dodałem tej cholernej currary .
Dopiero bym sobie narobił :)

 

 

 

 

 

 

 

 

hehehehe , faktycznie Panowie machnąłem się o 100 latek hehehe.

Oczywiście miało być 1985 hehehe :)))))))))))))))))))

Prezes ? Hehehe Wampir ? hehehehe

[2011-08-30 17:18]

ryukon1975

 
A ja zaczynałem przygodę z wędkarstwem łowiąc na cegielni tzw. Marusze , rok był wtedy chyba 1885 ? Tak nawiasem mówiąc zacząłem łowić ryby wcześniej niż myślałem :)
Łowiliśmy tam drobnicę ale czasem wchodził spory leszcz i lin . Wyczytałem gdzieś albo ktoś mi powiedział , że do ciasta mam dodać perfumy to ryby będą brały bez opamiętania . Zrobiłem ciasto z kaszy manny i prysnąłem na nie currarą – perfum od matki .
Nad wodą zrobiłem zanętę z rozmoczonego chleba , ziemi i mąki , ciasto na hak i czekam , czekam , czekaaaaaaaam i nic . Zaczęli się schodzić miejscowi tubylcy , zaraz zacinali , holowali a ja nic . Wreszcie przyszedł jakiś dziadek koło mnie i po godzinie poszedł na drugi brzeg bo też mu nic nie brało hahah .
Mało tego , jak mieszałem zanętę to żałowałem , że nie dodałem tej cholernej currary .
Dopiero bym sobie narobił :)

 

 

 

 

 

 

 

 

hehehehe , faktycznie Panowie machnąłem się o 100 latek hehehe.

Oczywiście miało być 1985 hehehe :)))))))))))))))))))

Prezes ? Hehehe Wampir ? hehehehe


Proszę zakończyć horrory,za oknem jeszcze słońce.Przynajmniej u mnie.:)
[2011-08-30 17:26]