polskie ryby słodkowodne - Czy jesteśmy za wypuszz

/ 225 odpowiedzi
http://braniewo.socjum.pl/video/5/Szczupak_73_cm_wraca_do_wody
Taki szczupaczek poszedł z powrotem do wody
Wypuszczać czy brać ?
użytkownik6499


Jeżeli są wymiarowe i w ramach limitu to wszystko gra , kwestią sumienia i wrażliwości niech już każdy indywidualnie kieruje się sam .
Ps . Idź do rybaka i jemu powiedz żeby wypuścił ryby niewymiarowe zarybione niedawno za nasze składki (np. jezioro Dąbskie koło Szczecina ) (2009/10/07 09:01)

Norbert Stolarczyk


Gangaleon ma rację jest to sumienie i dobra wola każdego z nas czy bym wypuścił? obecnie rozpocząłem dopiero co przygodę ze spinnerem i nie jestem pewien czy wypuścił bym takiego szczupaczka choć a tym gatunkiem ryb oczywiście kulinarnie nie przepadam, ale sandałek kto wie? :) (2009/10/07 09:09)

pisaq


Łowiłem i większe i mniejsze, w sumie zabrałem dwa, mniejsze od tego.
Pamiętajmy, że oprócz ryb mamy jeszcze mięsko innego pochodzenia, owoce, warzywa - generalnie mamy co jeść.
Co do sandacza - jest go mniej, a na pewno ciężej go upolować (przynajmniej u mnie) zatem, przewiduje zabranie jednego na sezon, szczupaka dwie sztuki - styknie. (2009/10/07 11:55)

Rex Hunt


W tym przypadku jest to indywidualna kwestia...Przykre natomiast jest to, że niektórzy łowią np. bolenie, a następnie ich nie wypuszczają. Takie zachowanie to pomyłka... (2009/10/07 12:05)

chris061


U mnie na rzece zbytnio nie da się złowić bolenia
ciężka sprawa mało ich jest
A jeśli bym złowił pewnie wypuścił bym
Chociaż czasem rybkę zabrać dobra sprawa ale nie cały czas (2009/10/07 13:24)

pisaq


Właśnie na spławiku mnie ganią za to, że uważam iż zabranie 10 ryb w sezonie to mięsiarstwo! I w ogóle no-kill to jedyna słuszna metoda i przyszłość wędkarstwa! :x
Jak mamy łowić i wypuszczać to składki po 20zł - na "dorybianie", bo wszak tu rybka nie przeżyje, tu ją drapieżnik zje, tu sama zdechnie itp.
Ja nie będę kogoś sponsorował, bo mam inne ciekawsze wydatki.
Płacę żeby zarybiali, a jak ktoś mi powie prosto w oczy, żem mięsiarz to dostanie w dziób. Rzekłem.

Rex Hunt: o co chodzi z tym boleniem? Nie rozumiem. (2009/10/07 13:52)

użytkownik1805


Na ostatniej mojej wyprawie na ryby padły ; szczupak 78 cm, sandacz 50 cm i dwa bolenie po ponad 70 cm . Sandacz do wody , bolenie do wody bo właściwie nie jadalne, szczupak niestety skończył na patelni! Właściwie za cały dotychczasowy mój sezon ten jeden szczupak skończył na patelni. Nie wiem czy to dużo czy mało. Co do losu łowionych ryb każdy powinien kierować się własnym sumieniem, zdrowym rozsądkiem i oczywiście regulaminem I tyle! (2009/10/07 14:15)

pisaq


OOOO Panie Kolego, szczupak!? Na patelni?! 78cm?!
Toż to mięsiarstwo! Zapraszam na "spławika", tam Pana oświecą, że Pańskie pieniądze to nic! Za składki które płacimy nie można kupić ani jednej rybki, a ryby same się nie rozmnażają! Tak tak!

http://www.splawik.com.pl/index.php?showtopic=25201&st=80&gopid=216221&#entry216221
Polecam stronę 4 i 5, bo przez pierwsze trzy wszyscy krzyczeli "kecz end rilis" i poklepywali się po plecach ganiąc tych, którzy jedli rybę. (2009/10/07 14:27)

pisaq


Zaraz zrobię fotkę mojego rejestru jak mi nie uwierzycie.
Zabrałem dwa szczupaki, płoć i kilka leszczy. Wszystko głównie dlatego, że poleciała im krew i myślałem, że nie przeżyją, a poza tym miałem ochotę na rybkę!

I teraz niech ktoś mi powie, że za 95zł za znaczek nie można kupić jakiejś rybki żeby to uzupełnić? Ba! Moim zdaniem nawet z nawiązką! Odpowiedni procent naszych składek powinien być przeznaczany na zarybienia, a nie na imprezy, zjazdy, delegacje itp
Ja mam co robić z pieniędzmi, a nawet jakbym nie miał to z jakiej racji mam sponsorować - nawet najsympatyczniejszego - obcego?
Biedni społecznicy nie mają pieniędzy na łódkę do patroli na rzece, robią to co robią w imię wyznawanych zasad, często z narażeniem życia i zdrowia.
Jakbym mógł wybrać cel na jaki zostaną przeznaczone moje pieniądze to - oprócz zarybień - wybrałbym właśnie ich!
Niech mają te parę groszy, jeszcze kilku się dorzuci i będą mieli ciepły mundur.
A nie na zjazdy, na których nikt nie stara się rozwiązywać problemów z jakimi boryka się polskie wędkarstwo, zamiast tego stwarza nowe... (2009/10/07 14:34)

użytkownik1805


Już mnie na tym forum wyzwał jeden nawiedzony od mięsiaży! Ale ja man to w d.........piu, jak mówią w jednym mieście w Zagłębiu. W jakim to pewnie wiesz. To co robię z rybami to moja sprawa i tylko moja! To że w Polsce nie ma ryb to nie z winy tych którzy je jedzą, tylko idiotycznych i krótkowzrocznych działań, co nie których organizacji społecznych i organów państwowych. (2009/10/07 16:15)

użytkownik6499


Ale pisze raz jeszcze i ostrzegam zarazem , są limity dla wędkarzy i wystarczy . Jeżeli ktokolwiek ryb nie lubi zabijać , zjadać , patroszyć i czyścić , nawet nie mam zamiaru tu go pouczać i nawracać JEGO WYBÓR .
Ale nie mówcie mi ,że nie mam prawa łowić i zjadać rybek bo nad wodą się wychowałem ,nie opowiadajcie mi ,że to nie moralne i nieuczciwe , bo nie dam się zwariować ! I nie twórzmy podwaliny czy fundamentów do ewentualnych przyszłych zmian i wprowadzania całkowitego zakazu zabierania ryb ! Bo tego nie przeżyje ,a tak traktuje wszystkie dotychczasowe działania takie działania !
pisaq - przyjacielu a czy Ty się czujesz winny ? Rybkę zabrałeś bo masz jeszcze takie prawo i wszystko nie ważne komu leci krew :) Nikt Cię jeszcze nie zmusi do publicznej spowiedzi ile i kiedy zjadłeś np.. dzisiaj ryb a jutro kurczaków .
http://www.zywczyk.org/regulamin/regulamin.html (2009/10/07 16:20)

użytkownik1805


Roman przecież o tym mówię i piszę.Co kto i jak postępuje z rybami to jego sprawa. I tyle! Jak ze wszystkim nie można dać się zwariować. Dawno temu zabierałem każdą rybę. Ale człowiek ewouluje i dziś nie zabieram prawie wcale łowionych ryb. I nie ważne czy łowię w Polsce czy Szwecji. Wyjątkiem są ryby łowione w norweskich fiordach i zbyt szybko wyholowane na powierznię. Taka ryba najczęściej nie przeżywa. Ja jestem już w tym miejscu życia , że takich absurdów jak zakazu zabierania ryb, czy zakazu używania haczyków do ich połowu pewnie niedoczekam. I to mnie uspokaja! (2009/10/07 16:31)

użytkownik6499


Tak tak i to Longinku nie do Ciebie ! Twoje i wielu kolegów stanowisko w tej sprawie jest jasne i czytelne ! Ja do tych wszystkich naszych nowych portalowiczów co podobne takie nowe wątki zakładają . Pozdrawiam . (2009/10/07 16:40)

pisaq


Gdzieś mam co ktoś o mnie myśli.
Nie wiem czy tam czy tu napisałem, że jak ktoś mi powie prosto w twarz, że jestem mięsiarzem to dostanie w dziób i tyle z tego będzie miał.
Dziś ryby, jutro kurczaki, to może być prawda :x


Kolego Longin, nie wiem w jakim mieście o.O (2009/10/07 16:53)

użytkownik24055


no właśnie pisag wyraził się jasno ja uważam jeżeli ktoś lowi i wypuszcza rybkę co czynię i ja ale ja niewszystkie wypuszczam jestem mięsiazem jak to oceniają co niekturzy i muswzę powiedzieć wiem jaka rybka smakuje i dodam jeszcze ze każdą rybkę trzeba umieć przyrządzić no kilowcy niemają najmniejszego pojęcia otym ale slużę radą dla pseudo nokilo (2009/10/07 17:32)

użytkownik1805


No wiesz ! Jak w dupiu to i w Będziniu! Choć jak wszyscy to wiedzą, jest to nie gramatycznie! Panowie może dajmy już spokój bo znowu otworzymy puszkę Pandory! (2009/10/07 19:07)

pisaq


Aaaa w Będziniu! Fakt! :p
Trza se dać siana i jechać na ryby ;)
Złowić se sandacza, se go wypuścić se, niech se pływa ;)
A jak!

Pozdrawiam! (2009/10/07 20:00)

użytkownik1805


Ja odpoczywam po ostatnim wędkowaniu z przyjaciółmi! Pozdrawiam. (2009/10/07 20:05)

kazik


Zaczynamy po raz kolejny czy wypuszczać czy zabierać. Moje zdanie jest takie : Robię opłaty na zarybianie , zwłaszcza nie małe i coś mi się należy z tego do zabrania . Jeżeli będę płacił mniej to i mniej mi się będzie należało i mniej będę zabierał . Dlaczego my wędkarze którzy co roku płacimy coraz więcej nie mamy prawa wziąć coś niecoś z tego za co płacimy zwłaszcza że rybacy płacą niewielkie składki w porównaniu to tego co wyławiają .Ja będę wypuszczał ryby a oni na drugi dzień i tak to odłowią bo przecież muszą żyć. Opłaty i zakazy powinny być tak ustalone aby obowiązywały wszystkich i jednakowo bo inaczej to nie ma sensu i nigdy tych ryb nie będzie. Takie podejście wcale nie jest mięsiarstwem bo robię to zgodnie z regulaminem i takie są prawa rynku. Panowie którzy łowią na przykład w okresach ochronnych ryby i wypuszczają czyli są No kilowcami wcale nie są lepsi choć pozbywają się przyjemności posmakowania ryb , ponieważ ich działalność robi większe szkody przerywając proces rozmnażania łowionych ryb( ryba okaleczona i silnie zestresowana nie podchodzi do tarła i jeszcze gorzej kiedy opiekuje się narybkiem bo wtedy zaprzestaje opieki ) Niszczy sie wtedy ileś sztuk ryb za jednym podejściem. Zresztą ryba ileś tam razy okaleczona nie potrafi podejść do tarła i narybek jest nie w pełni przystosowany do życia. Dlatego wymysł No kil czy jakiś tam inny i masowe zabieranie ryb jest tym samym i taki sam robi skutek . Przepisy powinny w takich przypadkach obowiązywać wszystkich i jednakowo . Wina leże nie tu czy zabieramy czy nie , ale w konkretnych postanowieniach prawnych i działalności naszych władz które tak naprawdę nie wiedzą co chcą chronić. Zmuszają nas do wypuszczania ryb i zwiększają opłat a ryb jak nie było to i nie ma . Trzeba się zastanowić co powoduje że ryb nie ma i czasami lepiej podjąć decyzję całkowitego zakazu połowu niektórych gatunków na określony okres w określonych łowiskach. W państwach zachodnich jest prowadzona gospodarka ochrony wód a nie rybacka i tam też można zabrać ryby tylko są określone konkretne łowiska na których to można robić , a są takie łowiska gdzie nie wolno wcale wędkować i to jest normalne i dotyczy wszystkich jednakowo. (2009/10/07 20:47)

pisaq


Moje posty na "spławiku".

pisaq87:
Powiem tak. Wypuszczanie ryb w imię no-kill czy c&r to głupota i pozerstwo. To tak jak nienawiść do katolików spowodowana chęcią przynależności do kościoła szatana ;x Jeżeli ktoś ma jakiś sensowny powód dla którego ryby wypuszcza to jak najbardziej OK - mądry wędkarz, posiadający własny rozum, a nie papkę.

Piszesz, że skoro wydajemy pieniądze na wędkarstwo to stać nas na zakup ryby w sklepie, no zgadza się. Ale powiedz mi skąd ta ryba pochodzi? Z "drzewa rybowego"? Dorsz nie smakuje tak samo jak sandacz, szczupak czy lin. Kupując ryby słodkowodne (nasze!) w sklepach wspieramy rybactwo, a co za tym idzie opłacamy jeszcze sprawniejszą i bezwzględniejszą "maszynę rybiej zagłady".
Tam wszyscy gdzieś mają limity, wymiary, okresy, tarła, etykę, pogłowie ryb. Liczy się tylko kasa.
Znam przypadki, gdzie rybacy odławiali ryby prądem, brali wszystko co "złapali".

Na cały sezon zabrałem dwa szczupaki, płoć i kilka(mniej niż 5) leszczy, pieniądze które wpłaciłem pozwoliły na zakup ryb i "oddanie" ich do wody.... i to z nawiązką. I niech nikt nie pierdzieli, że kasa idzie na ochronę wód, bo jak są zarybienia to najczęściej karpiem-szkodnikiem, ichtiolodzy o ile są to chyba nie mają nic do powiedzenia, a kontroli nie ma wcale. SSR od święta.
Zarybienie jednego zbiornika, cytuję "Dwie tony karpia i dwie tony mieszańca... lina, leszcza, takich tam". Piękne polskie ryby to mieszańce, a szkodliwe świniaki to "ryba szlachetna".

Większość wypuszczam, ale nie dla tego, że chcę komuś pochwalić się, że jestem niekilaty, ale dlatego, że jej nie potrzebuję w sensie kulinarnym. Jak dla mnie zjeść złowioną przez siebie rybkę raz w miesiącu wystarczy. Mamy jeszcze warzywa, owoce, mięsko - mamy co jeść.

Nawet w Szwecji jest możliwość zabrania szczupaka na tzw konsumpcję bieżącą. A szczupaków tam masa i nic nie wskazuje na to, żeby to uległo zmianie.
Jakby każdy wędkarz zachował rozsądek i umiar, zabierał jedną czy dwie rybki na jakiś czas to od razu byłoby inaczej.
Do tego dochodzi jeszcze kłusownictwo, zanieczyszczenia wód, szkodniki (karpie, amury, tołpygi, sumiki) no i rybactwo - czyli kłusownictwo w majestacie prawa.

Jeżeli wędkarz nie jadł złowionej przez siebie ryby to dla mnie nie jest wędkarzem. Jeżeli lata i krzyczy "no kill" i macha flagą "C&R", ale sam nie wie dlaczego to... współczuję. Cóż, taka moda.
Jeżeli wędkarz bierze wszystko co złowi, choć wie, że nie przeje, zapycha zamrażarkę, obdarowuje sąsiadów, karmi koty to nie jest to wędkarz.

Pozdrawiam.
pisaq87
Płacimy od 70 do 200zł rocznie, jeżeli każdy (indywidualnie) zabierze 10ryb w sezonie i za jego pieniądze nie zostanie to uzupełnione to powiedzcie mi gdzie są te pieniądze? I nie gadajcie o ochronie, kontrolach itp bo to bzdura, nie ma ŻADNEJ ochrony i ŻADNYCH kontroli.
Jak dzwoniłem w sprawie wpuszczania szamba do jeziora to nikt się nie zainteresował, pisałem maile, podałem nawet adres tego kogoś i nic!
Jak dzwoniłem w sprawie kłusoli to co? Policja, AT, PSR, SSR, CBA, CBŚ, ruski OMON i koło gospodyń wiejskich zrobiło nalot, aha, jasne. Do tej pory śmigają z agregatem ;>

Powiedzcie mi, że za 50-150zł nie można kupić 10sztuk ryby?! A ryby to już się nie rozmnażają, mam rozumieć? Można kupić znacznie więcej, ale lepiej zorganizować zjazd, wysyłać na delegację, zorganizować balangę, tzw działalność statutowa - hołota się cieszy, poklepują po plecach - krzyczcie, sapcie, parskajcie, kopcie! Niech ludzie myślą, że pociąg jedzie dalej!

Wszyscy mówią, że im więcej wędkarzy tym większa presja wędkarska, ale nikt nie widzi tego, że im więcej wędkarzy tym więcej pieniędzy. Zwiększone zapotrzebowanie na ryby, ale i zwiększone fundusze. A zapotrzebowanie na "ochronę wód" i "cele statutowe" raczej nie rośnie z ilością wędkarzy!
Mamy taką samą ilość prezesów, taką samą ilość wód, taką samą ilość kontrolerów, ale wędkarzy i kasy przybywa. Pytam gdzie idzie ta kasa?!
Prosty przykład.
- 10 wędkarzy, 2 jeziora, 2 prezesów, 2 kontrolerów. 10 wędkarzy płaci łącznie 1000zł, z czego na pomoce dla obu kontrolerów idzie 200zł, dla prezesów 300zł, zostaje 500zł na zarybienie tych dwóch jezior. Nie jest tragicznie.
- 100 wędkarzy, 2 jeziora, 2 prezesów, 2 kontrolerów. 100 wędkarzy płaci łącznie 10000zł, z czego na pomoce dla kontrolerów przeznaczmy 500, dla prezesów 1000, zostaje 8500zł?! Za to nie można zakupić ryb? Nie! Trzeba stworzyć kilka nowych stanowisk, zrobić zjazd osób piastujących ów stanowiska, przecież 8500 jest do wzięcia!


Żadne podnoszenie składek nie pomoże - to studnia bez dna, więcej wrzucisz - więcej wyrzucisz w błoto.
Żadne no-killanie nie pomoże - rybę wypuścisz, a za tydzień kupisz tą samą sztukę w sklepie. Została złapana wraz z 10 ładnymi szczupakami, 5 sandaczami, wielkim sumem, 25karpiami, 10 linami. One też poszły na handel.
To tak jakby postrzelić dzika w lesie, podejść, krzyknąć "jest! punkty!", zrobić fotkę i zostawić biedaka, żeby się wykrwawił na śmierć.

Należy upewnić się, że nasze pieniądze są przeznaczane na właściwe cele. Zasada: 80%(czy ileśtam) składki na zarybienia! W końcu płacimy składki, a nie haracze.
Pożegnać instytucję PSR (w jakim kraju widzieliście PSR?! Tam od tego jest policja!)
Należy ustanowić górne wymiary ochronne ryb i limity dobowe ustanowić miesięcznymi. Wtedy mięsiarze i kłusole z papierami będą działać poza prawem i będzie możliwość ukarania takiego osobnika.


Edit:
Dodam jeszcze...
Zawody na martwej rybie - świetna sprawa. Nadal takie są organizowane! Zabić za punkty, za wypisywany na szybcika dyplom, podbierak czy pokrowiec i pucharek z targu.
Zawody sportowe - tony zanęty (różnego rodzaju świństwa) lądują w wodzie, zawodnicy ciągną rybkę za rybką, zawody na żywej rybie, a jak! Ale tu chodzi o czas "Ja mam dopiero 15, a Józek już 25! Szybciej!". Część ryb nie przeżyję takich zawodów, ale co z tego, jak wszyscy wspierają no-kill, zawody odbywają się na żywej rybie - oni sumienie mają czyste!
Zawodnik wraca do domu i chwali się kolegom, że złowił 100 płotek, każda po 15cm, przeżyło AŻ 60 sztuk, wrzucił do wody 17l świństwa, dostał puchar, dyplom i kołowrotek Jaxona - powód do dumy.
Nas obowiązują limity dobowe, wymiary, okresy a ich co? Punkty!
Nie mówię już o zawodach wioskowych kół, gdzie wszystko idzie do zamrażary. Przykład?
Koło XX z YY, (nie jest to nawet mój okręg). Mają swoją kałużę 2x2 bez dna. Przed zawodami wpuścili 120kg karpia i trochę amura.
Dane nie są dokładne, bo nie pamiętam co do kg, ale...
Zwycięzca złowił 25kg karpików, następni po 20 i 15kg itd ot wszystko zabrali do domu, w wodzie zostało "to co zwykle", czyli nic.
I teraz każdy z nich narzeka, że nie ma ryb...
Czasami karpik 30cm skusi się na robaka, a wymiar mają ustanowiony na 35cm, to nie wiedzą sami co zrobić - pytanie: w krzaki czy do plecaka? Bo jak to wypuścić można?

I z takimi ludźmi należy walczyć.
Jak dla mnie lepiej złowić 100 ryb w sezonie, zabrać, zabić i zjeść około 10 niż zabić - świadomie lub nie - nawet jedną sztukę za jakieś marne punkty.
Jak chcą uprawiać taki sport to niech się zajmą wędkarstwem rzutowym, byle z dala od wody.
Żenujące to jest to całe C&R, wymęczyć rybę, roztargać pysk, bo "cholera wolframu spinwal oddać nie chce" i wypuścić, niech płynie, niech radośnie macha ogonem, a że po 10m zabraknie jej sił to już nie moja sprawa, ja wypuściłem, ja mam czyste sumienie, ja nie udziału w zmniejszaniu się pogłowia ryb. Gitez, wędkarz świadomy icon_wink.gif
Wszyscy biją się w pierś i mówią (przeważnie na necie) "nie biorę!", a nikogo nie interesuje gdzie idą jego pieniądze.

W takim razie proponuję rozkręcić nową modę NIE-KALECZ. Zabawa polega na wrzuceniu przynęty do wody i obserwacji jej przez kamerę podwodną, jeżeli ryba zje nasz przysmak możemy być dumni icon_wink.gif

Przeklejam moją wypowiedź z poprzedniego postu, gdyż go edytowałem i można ją przeoczyć.

Edit:
Dodam jeszcze...
Zawody na martwej rybie - świetna sprawa. Nadal takie są organizowane! Zabić za punkty, za wypisywany na szybcika dyplom, podbierak czy pokrowiec i pucharek z targu.
Zawody sportowe - tony zanęty (różnego rodzaju świństwa) lądują w wodzie, zawodnicy ciągną rybkę za rybką, zawody na żywej rybie, a jak! Ale tu chodzi o czas "Ja mam dopiero 15, a Józek już 25! Szybciej!". Część ryb nie przeżyję takich zawodów, ale co z tego, jak wszyscy wspierają no-kill, zawody odbywają się na żywej rybie - oni sumienie mają czyste!
Zawodnik wraca do domu i chwali się kolegom, że złowił 100 płotek, każda po 15cm, przeżyło AŻ 60 sztuk, wrzucił do wody 17l świństwa, dostał puchar, dyplom i kołowrotek Jaxona - powód do dumy.
Nas obowiązują limity dobowe, wymiary, okresy a ich co? Punkty!
Nie mówię już o zawodach wioskowych kół, gdzie wszystko idzie do zamrażary. Przykład?
Koło XX z YY, (nie jest to nawet mój okręg). Mają swoją kałużę 2x2 bez dna. Przed zawodami wpuścili 120kg karpia i trochę amura.
Dane nie są dokładne, bo nie pamiętam co do kg, ale...
Zwycięzca złowił 25kg karpików, następni po 20 i 15kg itd ot wszystko zabrali do domu, w wodzie zostało "to co zwykle", czyli nic.
I teraz każdy z nich narzeka, że nie ma ryb...
Czasami karpik 30cm skusi się na robaka, a wymiar mają ustanowiony na 35cm, to nie wiedzą sami co zrobić - pytanie: w krzaki czy do plecaka? Bo jak to wypuścić można?

I z takimi ludźmi należy walczyć.
Jak dla mnie lepiej złowić 100 ryb w sezonie, zabrać, zabić i zjeść około 10 niż zabić - świadomie lub nie - nawet jedną sztukę za jakieś marne punkty.
Jak chcą uprawiać taki sport to niech się zajmą wędkarstwem rzutowym, byle z dala od wody.

Dodam jeszcze, że wędkarstwo to nie tylko siedzenie na tyłku i obserwowanie spławika, zacięcie i hol, ale wszystko to co z wędkarstwem związane. Planowanie wyprawy, szykowanie sprzętu i akcesoriów niekoniecznie wędkarskich, samo wędkowanie, obcowanie z przyrodą, wypoczynek, emocje i doznania kulinarne! Oczywiście wszystko z rozsądkiem....
Pamiętajmy, że skrajności nie niosą ze sobą nic dobrego ;>

Fragment odpowiedzi, autor: PasiastyIrokez:) :
@pisaq87:
Prezentujesz typową postawę tłumaczenia, że każdy powód jest dobry, żeby rybę zabrać. Że ma rankę w pysku, że i tak nie przeżyje, że ją kłusol jutro złapie itd itd.....


pisaq87:
No na bank nie reprezentuje sobą takiej postawy, złowiłem całą masę pięknych szczupaków i sandaczy, jednego kaczodziobego zabrałem, gdyż wiedziałem (byłem w 100% pewien), że nie przeżyje, drugiego zabrałem bo miałem taką ochotę, reszta w dobrym stanie wróciła do wody. Z resztą co ja będę się spowiadał z tego ile ryb zabrałem z łowiska?!
I żaden zakichany niekilaty nie będzie mi mówił, że na siłę szukam pretekstu do zabrania ryby!
Nawet jeżeli rybę zabrałem, ba zabrałem 10 ryb to do cholery za czyje pieniądze tą rybę tam "sprowadzili"?!
A jeżeli tych ryb tam nie ma to nie z winy etycznych i rozsądnych wędkarzy, a raczej ze złego gospodarowania powierzonymi środkami!

Jeżeli chcecie wędkować na zasadzie C&R to ja domagam się obniżenia składek. Bo jak nie na zarybienia mam płacić to na co?
Na zjazdy? Na delegacje? Na wódkę? Na kontrole których nie ma? Na fikcyjne badania wód? A w życiu! Jakby gumofilce wyniuchały, że jest szansa "zaoszczędzić" trochę kasy na zarybieniach to od razu ów kasa poszłaby na "cele statutowe".
Parę groszy na pomoc dla strażników, kolejne kilka groszy na "dorybienia" - uzupełnienie ryb które zdechły z przyczyn naturalnych, zostały zjedzone przez drapieżniki czy nie przeżyły holu. Pamiętajmy też, że ryby się trą - rozmnażają.
Za wyjątkiem tych importowanych szkodników hodowlanych, którymi "trzeba" zarybiać na bieżąco.

Jeżeli na wodach PZW zacznie obowiązywać C&R to zobaczycie jakim zainteresowaniem będą się cieszyły łowiska komercyjne, gdzie złowioną rybkę będzie można (pod bacznym okiem właścicieli i innych wędkarzy, zgodnie z "surowym" regulaminem łowiska) zabrać.
I gwarantuję Wam, że takie łowiska prowadzone przez odpowiedzialnych ludzi będą i rybne i popularne wśród wędkarzy.
Bo o swoje każdy dba.
"Dalim bo nie moje" - parafrazując - bierzem bo nie nasze!

I tak to powinno wyglądać! Ustalony procent składek na zarybienia, dotychczasowe limity dobowe jako limity miesięczne(albo i jeszcze ostrzej!), wymiary górne, surowe kary i policja interesująca się tematem.


Odpowiedzi nie wklejałem, bo nie wiem czy autor wyrazi zgodę. (2009/10/07 21:02)

kazik


Kolego,, pisaq” .Podoba mi się to co napisałeś - cała prawda i tylko prawda . (2009/10/07 21:21)

pisaq


Dziękuje, ale jak widać są trzy prawdy.
Tam wystarczy wziąć rybę do domu i już jest się mięsiarzem :x

Skoro PZW wprowadziło takie, a nie inne limity dobowe to powinno przygotować się na to, że będą one wyczerpywane, czyli powinni "dostarczyć" tyle ryb.
Ale widać ktoś doszedł do wniosku, że najlepszym sposobem na to, żeby wędkarz nie zabierał ryb ponad limit jest... brak ryb ;) (2009/10/07 21:24)

użytkownik13410


Limity PZW są nieadekwatne do rybostanu Polskich wód. Ja osobiście w tym roku z wód pzw nie zabrałem nic- czysty zysk. Ryby które złowiłem na tych akwenach jakoś nie wyglądały na zbytnio apetyczne. Gdybym złowił np. fajnego sandacza z przedziału 45-60 pewnie byłoby inaczej.
Za to na łowisku specjalnym, na które zezwolenie kosztowało mnie 130 zł zabrałem pare ryb- 3 karpie, 2 leszcze, kilka złotych karasi. Nie czuje się z tego powodu mięsiarzem, bo to marny procent ilości ryb które w tym roku złowiłem. A mam prawo zabrać ryby, dać je babci a potem czuć satysfakcję z tego że na rodzinnym obiedzie jest podane to, co sam upolowałem.
Nigdy jednak nie przeceniałem ryb ponad wędkowanie. Cały czas chodzę na ryby, nie po nie i nierzadko jest tak, że nawet nie zabieram ze sobą siatki. (2009/10/07 21:38)

kazik


Zgadzam się z tobą to nie wędkarze są winni , choć jakiś procent jest co nie powinni nazywać się wędkarzami , a wina leży w przepisach i podejściu naszych władz i rzekomych działaczy którzy lubią coraz lepsze bzdury wymyślać a nie zajmować się konkretami . Wędkarzy więcej to składki większe i określone limity ryb w łowisku i ilość wejść z góry określona jak by byli wszechwiedzący , co ułatwia nas oskubać. (2009/10/07 21:50)