Połów na żywca w regulaminie

/ 123 odpowiedzi
użytkownik94636


Tak. Trafne porównanie. Wędkarz -ptactwo wodne. Ja mam rozum i przepisy stosuję w życiu. Ptaki czytać nie potrafią. A jak szybko będzie się rozprzestrzeniać np. wirus powodujący niebezpieczną chorobę? Jak będziemy temu ptactwu pomagać? (2011/10/28 19:29)

użytkownik57785


Może nie tak do końca.

Wyłapałem kilka rybek przeznaczonych na żywca 1 kilometr od miejsca do planowanego wędkowania.

Złamalem przepis czy nie ?

Dodam, że jest to rzeka.




Oczywiście, że nie.

(2011/10/28 19:29)

Jack14


Zepsułeś całą "zabawę" Maćku :( (2011/10/28 19:34)

wojtek75


Tak. Trafne porównanie. Wędkarz -ptactwo wodne. Ja mam rozum i przepisy stosuję w życiu. Ptaki czytać nie potrafią. A jak szybko będzie się rozprzestrzeniać np. wirus powodujący niebezpieczną chorobę? Jak będziemy temu ptactwu pomagać?



jasne.przepisów drogowych też nikt nie łamie.hehe.

nie chodzi o porównanie a o wykazanie bezsensu i tyle..

(2011/10/28 19:35)

roman76


idąc dalej tym tropem to powinno również być zakazane zarybianie zbiorników ,no chyba że się mylę (2011/10/28 19:39)

użytkownik57785


W Słupi masowo pojawiły się chore ryby. Ich skóra pokryta jest wielkimi plamami przypominającymi liszaje - podaje gp24.pl

Zjedzenie chorej ryby może spowodować zatrucie. 

Kontrolujący ryby wędkarze szacują, że co druga ryba łososiowata pływająca w Słupi jest chora. - Ostatnio taka choroba pojawiła się u nas 7 lat temu - mówi Teodor Rudnik, prezes słupskiego oddziału Polskiego Związku Wędkarskiego. 

- Odławiamy chore ryby na przepławce i utylizujemy je. Na razie nie wiemy, co możemy więcej zrobić, bo nie wiemy, co to za choroba. 

Oprócz troci i łososi na chorobę tę chorują również szczupaki, karasie, liny i pstrągi źródlane. Kilka złowionych w Słupi ryb słupscy wędkarze wysłali do badań laboratoryjnych do Koszalina. Nam udało się ustalić, że ryby już przebadano. Wykryto u nich wrzodzienicę, czyli chorobę bakteryjną. 

- Na rybach są też inne bakterie - informuje Witold Mazur z Wojewódzkiej Inspekcji Weterynaryjnej w Koszalinie. - Nie ma powodów do paniki. Ryby nie wytrują się nam masowo. Trzeba będzie odkazić ikrę, żeby choroba nie przeniosła się na późniejsze pokolenia. 

Chore ryby są słabsze i dlatego pływają bliżej brzegów rzek i stawiają słaby opór w czasie wyciągania ich z wody. Do 1 stycznia trwa okres ochronny troci i łososi, a osłabienie ryb sprawia, że są one łatwym łupem dla kłusowników. 

- Ostrzegam, że zjedzenia takiej chorej ryby może spowodować zatrucie żołądkowe, biegunki i wymioty - zaznacza Witold Mazur.

Ryby chorują w tym roku także w innych rzekach nadmorskich, m.in. w Parsęcie. Na razie chorych osobników nie znaleziono w Łupawie, Łebie i Redzie. Co mogło spowodować nagły wybuch epidemii?

Weterynarze twierdzą, że powodem może być większe w tym roku zanieczyszczenie Bałtyku i nadmiernie rozwijanie się bakterii z powodu wysokich tej jesieni temperatur w wodzie i w powietrzu. 

Wędkarze przypuszczają, że chorobę mógł roznieść chory pstrąg, który uciekł z jakiegoś stawu hodowlanego.




I teraz wystarczy wziąć niepewnego karasia z takiego stawu i użyć go na żywca w stawie, jeziorze, rzece...
WARTO RYZYKOWAĆ? (2011/10/28 19:47)

użytkownik57785


idąc dalej tym tropem to powinno również być zakazane zarybianie zbiorników ,no chyba że się mylę





Zarybiać i to jak najwięcej, ale weterynarze powinni szczegółowo zawsze badać materiał zarybieniowy.  (2011/10/28 19:49)

roman76


no tak ale jak sami piszecie jeden czy dwa karasie mogą wywołać jakąś chorobę to co może zrobić tona chorego narybku???tego chyba nikt nie wziął pod uwagę (2011/10/28 19:58)

użytkownik57785


no tak ale jak sami piszecie jeden czy dwa karasie mogą wywołać jakąś chorobę to co może zrobić tona chorego narybku???tego chyba nikt nie wziął pod uwagę 
No i tak się już zdarzało. Na małych łowiskach to pół bidy, bo albo prądem wytłukli wszystko i utylizowali, albo sypali tony leków za grubą kasę do wody i blokowali łowisko na długą kwarantannę jak było na tyle atrakcyjne, że opłacało się je ratować.
(2011/10/28 20:15)

FLO92


łowiąc np na karasia srebrzystego ktory wystepuje praktycznie w kazdej wodzie a my przyniesiemy go ze swojego stawu zawsze mozemy powiedziec strazniko przeciez ze te zywce sa z tej wody i nikt nam nie udowodni ze akurat tutaj ich nie zlowilismy (2011/10/28 20:22)

wojtek75


tu nie chodzi o sposoby i wymówki a sens:) (2011/10/28 20:40)

KYLON


A może koledzy problem rozwiazało by świadectwo zdrowia karasek które przywozimy na inne łowisko.Łowimy japońce dajemy do zbadania otrzymujemy świadectwo,że sa zdrowe płacimy np.250 zł weterynarzowi i z tym świstkiem jedziemy sobie bezpiecznie jakies 100 km na szczupaki.Jesli bedzie kontrol mamy papier i jest gitara.Fajne co!!!popieprzony przepis i ciekawe jak daleko pójdziemy w takie absurdy.Niedługo  na haczyk nie założymy białego robaka bo go bedzie bolało!!! (2011/10/28 20:40)

użytkownik87604


łowiąc np na karasia srebrzystego ktory wystepuje praktycznie w kazdej wodzie a my przyniesiemy go ze swojego stawu zawsze mozemy powiedziec strazniko przeciez ze te zywce sa z tej wody i nikt nam nie udowodni ze akurat tutaj ich nie zlowilismy


Ciepło, ciepło, coraz bliżej :)
Powoli, wspólnymi siłami, zbliżamy się do sedna "martwoty" tego przepisu.

Teraz pytanie z 100 pkt. :

Kto i w jaki sposób ma / może / powinien wykazać/udowodnić wędkarzowi, że rybki w jego sadzyku, popularnie nazywane żywcami (dla ułatwienia można przyjąć, że są to popularne karasie ze sklepu), z którymi przybył nad wodę, nie pochodzą z łowiska, w którym zamierza wędkować? ;)

Należy przyjąć, że ten zakaz jest niejako dobrą i słuszną radą, czy raczej prośbą skierowaną do użytkowników wód (nie tylko do wędkarzy, do akwarystów również, jeśli nie zwłaszcza - piranie :D) ... jeśli chodzi o ewentualną sankcyjność tego przepisu, to w grę wchodzą moim zdaniem jedynie zarybienia.

A zarybiać trzeba i należy, rodzimymi gatunkami ... oczywiście zdrowym narybkiem
(2011/10/28 20:43)

FLO92


nikt ;) jeśli te ryby wystepują w tym łowisku ale w przypadku karasie srebrzystego marna szansa żeby ich w łowisku nie było (2011/10/28 20:52)

użytkownik57785


Teraz pytanie z 100 pkt. :

Kto i w jaki sposób ma / może / powinien udowodnić wędkarzowi, że rybki w jego sadzyku, popularnie nazywane żywcami (dla ułatwienia można przyjąć, że są to popularne karasie ze sklepu), z którymi przybył nad wodę, nie pochodzą z łowiska, w którym zamierza wędkować? ;)
Nie znam takiego strażnika, który by mając świadomość, że w danym łowisku występuje np. karaś, pytał o pochodzenie takowego w sadzyku. Chyba, że strażnik potrafi zadać odpowiednie pytanie mając wątpliwości i wędkarz sam się "wysypie".
(2011/10/28 21:07)

użytkownik57785


nikt ;) jeśli te ryby wystepują w tym łowisku ale w przypadku karasie srebrzystego marna szansa żeby ich w łowisku nie było
U mnie łowiska z karasiem można policzyć na palcach jednej ręki. Identycznie z karpiem, a z byczkiem nie ma wcale.
(2011/10/28 21:08)

użytkownik87604


a co mają powiedzieć ci z kolegów, którzy złowili piranie, które jak wiadomo nie występują w polskich łowiskach? ... że ich nie złowili, tylko przynieśli z domowego akwarium i nabili na haczyk? (2011/10/28 21:15)

bugsbunny


Ten przepis jest jasny i zrozumiały. Tylko my wedkarze decydujemy o tym czy przepis jest stosowany czy nie. A ma byc stosowany, bo to przepis z naszego regulaminu. I po co ta dyskusja? (2011/10/28 21:58)

użytkownik87604


Po co jest dyskusja na forum? Może tak musi być ;) (2011/10/28 22:08)

bugsbunny


Ale po co dyskutowac o czymś co jest jasne.  (2011/10/28 22:18)

mateuszwos


Dyskusja zawsze jest potrzebna bo często prowadzi do usprawnień. Inaczej siedzieli byśmy jeszcze w jaskiniach. Przepis jest i należy go szanować. Lepiej dmuchać na zimne. Ja jednak bym zezwolił na łowienie na żywce pozyskane z pewnego źródła z certyfikatem potwierdzającym jego zdrowie. To ułatwiło by życie wielu wędkarzom którzy nie mają czasu na siedzenie ze spławikówką tygodnia czasu aby pozyskać kilka żywców na weekendowe łowienie. Ktoś kto ma kilka godzin na sobotni wypad po tygodniu pracy ma prawdziwy problem bo jesienią złowienie żywca na wędkę jest bardzo trudne. Można i kilka dni nic nie złowić. (2011/10/28 23:01)

89krzysztof


A jeśli złowię żywca na małym rozlewisku, które jest bezpośrednio połączone (rów z tego rozlewiska wpada do rzeki) z rzeką Wisłą, to czy mogę na tej rzecze łowić na tego żywca ?
Jeśli ja nie wpuszczę tej ryby do rzeki, to sama ona tam wpłynie, tylko nieco później.

A tak trochę z innej beczki. Ciekawe ilu z wypowiadających się tutaj przeciwko przynoszeniu ryb nad wodę robi tak tylko pod publiczkę, a jak przyjdzie co do czego to lecą do sklepu po karasie i rzucają je na żywca.... (2011/10/29 07:26)

użytkownik20727


Przede wszystkim, jeśli wody dzierżawi PZW, to zasadą jest, że wszystkie "nasze" wody są czyste od chorób tym bardziej groźnych (a bynajmniej każde koło do tego dąży i nie ma chorych ryb w zbiornikach - tak bynajmniej było w moim kole, moim okręgu, w którym działałem). Przykład: co się robi ze stawem przed i po rekultywacji...

Sprawa druga. Jeśli przeniosę jedną chorą rybę, lub kilka na dany zbiornik, to kto udowodni, że mogą one być powodem zakażenia? Aby człowiek się zakaził daną chorobą, to musi otrzymać nie tak małą dawkę wirusów (czy innego dziadostwa), by zachorować. Tak można zarazić chorobą ryby, kiedy chorych wpuszczamy setki (np. przy zarybianiu rybami z pokątnych źródeł). To samo dzieje się ze zwierzętami. Ptaki, zwierzęta przechodzące ze zbiornika na zbiornik powinny być tępione, bo roznoszą choroby, tak? To czemu tych chorób nie ma?

Kiedy kupujemy (ja tego nie robię, bo rzadko łowię na żywca, a jeśli już, to łowię żywca w danym zbiorniku, bo dla mnie jest łatwiej a nie dlatego, że "tak mówi prawo") karasie ze sklepu, to sklep też kupuje żywca u producenta, który ma zdrowe ryby z zasady, bo chore by mu padły.

Jeszcze jedno. Pokażcie mi patogeny, które przeżywają (są żywe po rozerwaniu tkanek przez lód) następnie po rozmrożeniu trupka, którego bierzemy na przynetę... czyli choroby są odporne na minusowe temperatury?...

(2011/11/01 07:50)