Zaloguj się do konta

Pierwsza 6-dziesiątka

utworzono: 2012/08/10 16:12
marcin4321

Witam kolegów. Zakładam nowy wątek, by pochwalić się .. oczywiście złowioną rybką. Wpis jest moim pierwszym, więc przymknijcie oko na błędy i niedociągnięcia. A więc :

    Wczorajsza wyprawa była planowana, nie był to jakiś spontaniczny wyjazd, bez przygotowania. Moim łowiskiem nie było ani jezioro, ani rzeka lecz prywatny staw u wujka. Jako, że nie mam skuterka, a wujek mieszka 10 km ode mnie, poprosiłem tatę o odwiezienie. Godzina 6:30 jestem nad wodą i powoli się rozkładam. Jedna wędka posłuży jako gruntówka, zaś drugą będę łowił na spławik. Zanętę przygotowałem dzień wcześniej, ponieważ nigdy nie tracę czasu nad wodą, wiec wszystko szukuję dzień wcześniej, by na rybach od razu przejść do rzeczy i cieszyć się klimatem :D . Okej, wędki rozstawione, na gruntówce założone 3 ziarna kukurydzy o smaku tutti-frutti, koszyk wypełniony zanętą, i teraz .. gdzie tu rzucić? Ahaa, jako że nie ma tu trzcin ani innych krzaków, rzucam na przeciwny brzeg ( nie było to trudne, gdyż staw jest mały, ok. 7 m szerokości, 20 długości i niecałe 2,5 metra głębokości ) i ustawiam wędkę na podpórkach. Zaś na spławik zakładam rosówkę i również rzucam na przeciwny brzeg, lecz na pół metrowym gruncie. Wszystko już gotowe, czeka na ryby. A więc ja siadam na krzesełku i patrze co chwile na spławik i na grunt. Po 15 min pierwsze branie na spławik, zacinam, jest japoniec, 20 cm na oko. Nie no, jakiś początek jest, nie będę wybrzydzał. Gruntówka cały czas bez ruchu.. hmm, no szkoda, ale to dopiero początek. Po godzince zaczyna padać deszcz. Myślę sobie, niby dobrze, ale ja nie mam deszczówki oraz jestem dosyć 'cienko' ubrany. Czekam 15 minut, lecz deszcz nie ustaje, a więc zwijam spławik i grunt, kłade na pomoście i idę do wujka do domu. Tam wypiłem gorącą herbatę i po godzinie deszcz przestaje padać, herbata już wypita, więc ruszam nad staw. Znów napełniam koszyk, zakładam kuku i rzucam w to miejsce gdzie poprzednio. Następnie biorę wędkę spławikową i również zakładam przynętę i rzucam. Jest dość chłodno, ręce mam włożone do kieszeni, jestem lekko skulony i czekam. Po 20 minutach, brania nie ma, ale za to wychodzi słońce. Jeeest! Będzie chociaż ciepło. Po krótkiej chwili, ciepło czuję już na spodniach, jest bardzo przyjemnie, ale było by jeszcze lepiej gdyby coś wzięło. Aaa tam, będzie dobrze, a jak nie dziś to następnym razem się spróbuje. Ale nagle patrzę, na gruntówce napręża się zyłka. Uważnie obserwuję wędkę, lecz narazie ucichło. Spławik też ani drgnie. Wchodzę dalej na pomost by przerzucić spławik, a żyłka na gruncie znów się rusza. Coś mnie tknęło i narazie odłożyłem spławik, i okazało się, że dobrze zrobiłem. Nastąpiło mocne uderzenie i żyłka zaczęła uciekać. Ja szybko podbiegam zacinam, jeest, siedzi. Uff, dobrze, że nie zwiał, ale co to może być ? Karp, amur, lin ? Wszystkie te ryby są w tym łowisku i nie są tam małe. Po 3 minutach przy pomoście wyłania się jednak amur. O jeju! Jaki wielki, mój pierwszy amur i od razu taki. Super! Moja dusza i ciało od razu się ucieszyły i wstąpiło we mnie jakieś dziwne uczucie, nie do opisania, ale każdy wędkarz wie o co chodzi. Hmm, ładnie pływa, chodzi po stawie, ucieka pod pomost, ale niee, nie mogę na to pozwolić. Okej, odbił od pomostu ale teraz idzie w drugą stronę, kurczę no, fajnie, pierwszy taki hol, ale nie chce go stracić, oby się nie odpiął. Po 10 minutach od zacięcią jednak wystawił łeb na powierzchnię i już wiem, że ma dość, a więc prawą ręką trzymam wędkę i wyginam ciało do tyłu, zaś lewą wkładam podbierak do wody iii .. jest. Mam go! Co za radość, no coś wspaniałego po prostu. Idę z nim na trawę, biorę w ręce i o matkoo. Wielki! Patrzę jak jest zachaczony i widzę, że bardzo dobrze, bo jakiś centymetr w głąb górnej wargi. Wyjmuję hak, ale bardzo sztywno siedzi, ale przecież amury własnie słyną z twardych warg. Dobra, jest wyjęty. Idę po miarę i wagę. Rozwijam miarkę i widzę 60 cm. Zaś gdy wziąłem go na wagę, ta pokazała 3,7 kg. Jestem dumny, co za uczucie, mój nowy rekord wagi i długości. Super! Tego nie zapomnę do końca życia. I oby na nim się nie skończyło. Dziękuję za przeczytanie, pozdrawiam.



ps. Wiem, że to nadawałoby się na wpis na bloga, ale coś nie mogłem dodac tam, a że radość była taka ogromna, to co powinno byc tam, jest tutaj. : D
[2012-08-10 16:12]

marcin4321

[2012-08-10 16:16]

z@mela

Gratuluje zyciówki   ale  wiesz  co  ten amur ale ma  PYSK  masakra  jedna z najbrzydszych  ryb jakie w zyciu widziałem  zaraz   po  tołpydze i karpiu.
[2012-08-10 17:54]

karolpolawiacz

piękne
[2012-08-10 19:46]

damiano89

gratulacje;) Piękna ryba
[2012-08-30 22:53]

Artur18181

Gratuluje i gdzie go złowiłeś?
[2012-08-31 07:09]

krychu26

gratuluję [2012-08-31 07:26]

89krzysztof

No to teraz do setki dobij i będzie elegancko :)  [2012-08-31 08:47]