Zaloguj się do konta

Pechowa wyprawa na ryby .

utworzono: 2011/11/01 16:23
tomaszek2496

Witam ! Chciałem opisać moją pechową wyprawę na ryby . Jest to mój pierwszy wpis więc proszę o wyrozumiałość :D Więc zaczynam. Około godz.11.30 wyjechałem na łowsiko gdzie mielśmy z kolegą złapać wieeelkie ryby .Po drodze wstąpiłem do sklepu po zanętę i robaki. Kiedy wybrałem zanętę(nie było takiej którą sobie cenię) poprosiłem sprzedawce o robaki. Odpowiedział mi że od miesiąca nie dostają już żywej przynęty.Zwątpiłem czy moja wyprawa ma sens bo przecież bez robaków to raczej nic nie złapie, ale pomyślałem że zadzwonię i zapytam się kolegi ,który czekał na mnie na miejscu czy ma jakieś robaki.Okazało się że ma paczkę białych.Lekko zrezygnowany pojechałem na rybki. Dojście do kładki było zalane i w kaloszach ledwo co można było dojść. Kiedy już praktycznie całą drogę pokonałem i dałem ostatni krok trafiłem na dół i woda zalała mi całego buta. Mimo to sie nie poddałem się i wszedłem jakoś na kładkę. Kiedy przywitałem się z kolegą i chciałem zdjąć pokrowiec z pleców pękło mi takie łączenie plastikowe w pasku pokrowca. Zdenerwowałem się niemiłosiernie. :D Na szczęście kolega miał kawałek plecionki do 30 kg to udało mi się potem to jakoś związać. Po jakiejś godzinie siedzenia na kładce bez żadnych brań postanowiliśmy się przenieść się na jezioro obok .W drodze powrotnej znowu trafiłem w ten dół ,w który wszedłem wcześniej tylko że drugą nogą. Z wodą w gumowcu doszedłem strasznie zdenerwowany do brzegu,ale mimo to pojechaliśmy na to jezioro.Niestety nasze miejsca były zajęte. Pojechaliśmy na plażę w inne miejsce. Kiedy doszliśmy na miejsce przypomniało mi się , że zapomniałem wziąć mój plecak w którym miałem koszyki zanętowe ,musiałem iść przez jakieś pole 400 m żeby wziąć te koszyki . Po około 30 min pierwsze branie i to u mnie. Strasznie się zdziwiłem. Myślałem, że jak zły dzień to do końca. a tu jednak branie. Zacięcia i malutki karaś srebrzysty. No ale zawsze lepsze to niż nic. Po jakiejś godzinie zero brań. Do mojego kolegi zadzwonił jego wujek ,że są z jego dziadkiem na tym samym jeziorze i u nich ładnie ryby biorą. Postanowiliśmy pojechać do nich i spróbować szczęścia :D Kiedy doszliśmy na kładkę chciałem zahaczyć moją siatkę o gwoździa żeby ryba jeszcze sobie pożyła,ale niestety  siatka wyślizgnęła mi się z ręki i wpadła do wody, a było to porządna siatka wygrana na zawodach.Machałem batem w wodzie i niestety żadnych efektów. Pomyślałem że wezmę wędkę, na której mam założony spławik i ustawię jak największy grunt. I tak zrobiłem . Udało się ! Po chwili siatka była na kładce.( Nawet tamta ryba nie uciekła :D) Zrezygnowany postanowiłem jechać do domu bo już miałem dosyć tych złych przygód tego dnia, poza tym byłem w połowie zmoczony. Ale kolega mnie namówił żebym jeszcze posiedział.Od kiedy przyjechaliśmy na kładkę ani jego wujek ani jego dziadek nie mieli żadnych brań,prawdziwy pech ! Zarzuciłem i pierwsze branie-malunteńka płoteczka , która wróciła do wody.Kolejne branie i kolejny(troszeczkę większy od poprzedniego) karaś srebrzysty. Byłem bardzo zdziwiony że ryby biorą tylko mi . :D Kolejny rzut i przez jakieś 30 min zero brań. Kiedy postanowiłem że ściągnę i zobaczę czy są robaki coś zaatakowało mój haczyk. Powiem że ryba walczyła dosyć dzielnie. Okazało się że był to 0,5 kg karaś srebrzysty.Byłem zadowolony z tej rybki :D Mimo całego pechowego dnia ta rybka mi się udala. Do końca dnia żadnego brań z mojej i kolegi  strony. Tylko dziadek złapał 2 japońce.Chiałem sie z Wami podzielić tą nieprzyjemną przygodą ponieważ uważam , że była ona wyjątkowo PECHOWA. :)
[2011-11-01 16:23]

CZzesio

Witam :) Fajne opowiadanko ,gdybyś zamieścił je na swoim blogu (co na pewno zasugeruje moder) było by wszystko OK ,a tak to ciąg dalszy pecha :) 
p.s.  limit pecha na ten rok już chyba wyczerpałeś ;)

Pozdrawiam. Czesio:)
[2011-11-01 16:45]

jakubnob

hmmm... miales pecha ale tragedii nie bylo podsumowując zlapales 4 ryby jedna miala nawet 0,5 kg pozwiedzales sprzętu nie straciles jedynie sie troche zamoczyłes :D
[2011-11-01 17:14]

Pawelski13

Nie ma co się przejmować, kumpel kiedyś w zimę ześlizgnął się z brzegu i  wylądował w wodzie:) nastepnym razem będzie lepiej, to tylko wędkarstwo:) [2011-11-01 17:20]

poldek1952

parafrazując kawałek tekstu z piosenki kabaretu Pod Wyrwigroszem - jak sie nie zamoczysz to se nie nałowisz.Moim zdaniem to zamoczenie pomogło w łapaniu " japońców "i pech wcale nie był taki duży.Mam nadzieję że autorowi tego opowiadanka "moczenie " nie wejdzie w nawyk ( trzeba nie zapominać o moczeniu nocnym).Pozdrowionka i piąteczka za tekst. [2011-11-02 18:03]