Zaloguj się do konta

O czym zapominacie jadąc na ryby?

utworzono: 2010/10/02 09:42

No właśnie ........niejednokrotnie zapominałem podbieraka i siatki na ryby .....na szczęście. [2010-10-02 09:42]

PRZYNĘTY , ehhhhh ile razy się już wracałem heheh , starość nie radość . [2010-10-02 09:46]

82marco

PRZYNĘTY , ehhhhh ile razy się już wracałem heheh , starość nie radość .


Heh, też mi sie kiedyś to przytrafiło. Tylko zorientowałem sie dopiero na łódce na środku jeziora :(


[2010-10-02 09:53]

To jest nic chłopaki :). Ja kiedyś z kolegą umówiłem się na ryby. Został więc u mnie spać, abyśmy wcześnie rano zdążyli na pociąg. Ale jak to bywa, zaspaliśmy trochę, więc zerwaliśmy sie o świcie, ciuchy i reszta pod pachę i galopem na dworzec. Zdążyliśmy. Siedzimy sobie w pociągu, jedziemy z rogalami na gębach, że się udało dobiec, wtryniamy przygotowane wcześniej bułki wyjęte z plecaków, patrzymy sobie na innych wędkarzy rozmawiających o rybach, łowiskach, przynętach itp, przeglądających swoje wędki..... WĘDKIIIIIIIIIIIIIIII !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Na siebie, na plecaki, na wędkarzy, na ich wędki.....!!!!!!!!! Dupaaaaaaaaaa! Zapomnieliśmy zabrać wędki z domu! Podróż poza tym przebiegła spokojnie, od walenia głowami w ściane nic nam nie było, kłóciliśmy się i oskarżaliśmy nawzajem tylko dwie godziny, wędkarze inni wcale nie posikali się ze śmiechu z nas, no.... może trochę, tak pół godziny płaczu i turlania się ze śmiechu po podłodze wagonu. A tak poza tym wyjazd na ryby był ok. Nic nie złowiliśmy.  [2010-10-02 10:02]

robertxxx62

To jest nic chłopaki :). Ja kiedyś z kolegą umówiłem się na ryby. Został więc u mnie spać, abyśmy wcześnie rano zdążyli na pociąg. Ale jak to bywa, zaspaliśmy trochę, więc zerwaliśmy sie o świcie, ciuchy i reszta pod pachę i galopem na dworzec. Zdążyliśmy. Siedzimy sobie w pociągu, jedziemy z rogalami na gębach, że się udało dobiec, wtryniamy przygotowane wcześniej bułki wyjęte z plecaków, patrzymy sobie na innych wędkarzy rozmawiających o rybach, łowiskach, przynętach itp, przeglądających swoje wędki..... WĘDKIIIIIIIIIIIIIIII !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Na siebie, na plecaki, na wędkarzy, na ich wędki.....!!!!!!!!! Dupaaaaaaaaaa! Zapomnieliśmy zabrać wędki z domu! Podróż poza tym przebiegła spokojnie, od walenia głowami w ściane nic nam nie było, kłóciliśmy się i oskarżaliśmy nawzajem tylko dwie godziny, wędkarze inni wcale nie posikali się ze śmiechu z nas, no.... może trochę, tak pół godziny płaczu i turlania się ze śmiechu po podłodze wagonu. A tak poza tym wyjazd na ryby był ok. Nic nie złowiliśmy. 



No to czad :):):) najważniejsza rzecz zapomniana :):)
[2010-10-02 10:10]

withanight88

To jest nic chłopaki :). Ja kiedyś z kolegą umówiłem się na ryby. Został więc u mnie spać, abyśmy wcześnie rano zdążyli na pociąg. Ale jak to bywa, zaspaliśmy trochę, więc zerwaliśmy sie o świcie, ciuchy i reszta pod pachę i galopem na dworzec. Zdążyliśmy. Siedzimy sobie w pociągu, jedziemy z rogalami na gębach, że się udało dobiec, wtryniamy przygotowane wcześniej bułki wyjęte z plecaków, patrzymy sobie na innych wędkarzy rozmawiających o rybach, łowiskach, przynętach itp, przeglądających swoje wędki..... WĘDKIIIIIIIIIIIIIIII !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Na siebie, na plecaki, na wędkarzy, na ich wędki.....!!!!!!!!! Dupaaaaaaaaaa! Zapomnieliśmy zabrać wędki z domu! Podróż poza tym przebiegła spokojnie, od walenia głowami w ściane nic nam nie było, kłóciliśmy się i oskarżaliśmy nawzajem tylko dwie godziny, wędkarze inni wcale nie posikali się ze śmiechu z nas, no.... może trochę, tak pół godziny płaczu i turlania się ze śmiechu po podłodze wagonu. A tak poza tym wyjazd na ryby był ok. Nic nie złowiliśmy. 







hahahahah dobre dobre:D

[2010-10-02 11:59]

JaroDaw

Ja najczęściej zapominam podbieraka, zdarzyło się że nie zabrałem podpórek ( pod feedera).

Kolego Macieju ;) najważniejsze że nie zapomnieliście pozytywnego myślenia i nie zraziliście się pomimo drobnych niedogodności.

PS: czasami jak czytam posty na tym forum , zastanawiam się nad koniecznością wizyty u urologa;))
[2010-10-02 12:20]

Bromar

 

Ja najczęściej zapominam podbieraka, zdarzyło się że nie zabrałem podpórek ( pod feedera).

Kolego Macieju ;) najważniejsze że nie zapomnieliście pozytywnego myślenia i nie zraziliście się pomimo drobnych niedogodności.

PS: czasami jak czytam posty na tym forum , zastanawiam się nad koniecznością wizyty u urologa;))



 Z tą wizytą u urologa to niech Kolega da sobie na wstrzymanie, zapisy dopiero na Grudzień. Do tej pory to już wszyscy domownicy się wyniosą ( zapach bardzo przykry ), tak na szybko to Pampers tylko jakiś Max bo jest tu trochę wesoło :))

  Ja osobiście wybrałem się pewnego razu na ryby około 2 w nocy, przejechałem ponad 60 km i po rozstawieniu podpórek, zmontowaniu zestawów, podczas mieszania zanęty szukam Pinki i widzę że jej nie widzę. Mało tego, okazało się że nie zabrałem żadnej przynęty, wszystko zostało w kuchni na stole. Pomyślałem więc że wysmę spining i poćwiczę sobie gdyż dwa miesiące wcześniej zakupiłem kij i całą resztę drobiazgu. Wyciągnąłem z pokrowca wędkę i okazało się że wszystkie przynęty spiningowe zostały zostawiłem również w domu, bo mi przeszkadzały w plecaku. Przekopałem nożem wędkarskim  chyba hektar łąki w poszukiwania jakiegoś czerwońca i pupa blada. Dopiero około 5 rano pojawił się jakiś wędkarz, więc poszedłem po prośbie i dostałem kilka białych, wystarczyło mi ich na parę godzin ale i tak poza trzema płotkami takimi jak połowa dłoni nic nie złowiłem. Od tamtej pory szykując sprzęt wieczorem na poranny wyjazd przyczepiam sobie kartkę z napisem " PRZYNĘTY " do kluczyków od auta.
[2010-10-02 13:05]

adamoski

Ja też zazwyczaj zapominam przynęt ,lub zabieram walizkę z pierdołami przed sprawdzeniem czy czegoś nie brakuje, raz zabrałem wszystko oprócz przyponów:)  [2010-10-02 13:35]

JaroDaw

Co do przynęty, w ubiegłem tygodniu kupiłem sobie pudełko białych i pudełko pinki na niedzielną wyprawę. Jak zawsze mam w zwyczaju to robić włożyłem do jednej z półeczek zamykanych na drzwiach lodówki. Niedziela 5 rano wyjazd, więc plecak wędki podbierak i wychodzę przed dom, gdzie lada moment ma podjechać kumpel, z którym jadę. Po dwóch minutach już widzę z daleka światła jego samochodu, już gaszę fajkę .... myśl ROBAKI ZOSTAŁY W LODÓWCE !!! Sprzęt na glebę i biegiem do domu. Cichutko otwieram drzwi, aby nikogo nie obudzić, skradam się po ciemku do lodówki i ...... zdębiałem. Moja lodówka ożyła. W pudełku zachowało się kilka sztuk. Telefon mi dzwoni w kieszeni, a ja jak sparaliżowany stoję przed lodówką. Myślę co robić zabrać ze sobą lodówkę?? za duża , Więc może zakleić, albo przynajmniej wkrętami przykręcić drzwiczki. Robaki pewnie ma mój kolega, więc damy radę, ale jak moja lepsza połowa wstanie, otworzy lodówkę by sięgnąć po mleko #%&&$#%@#&$. Mogę wtedy nie wracać. Wybranie pinek z całej lodówki zajeło ok 15 min, reszta co mogło mieć bezpośredni kontakt ( poza masłem w pojemniczku, mlekiem w butelce itp) do reklamówki i do piwnicy. Upiekło mi się , ale było gorąco.
PS: cieszę się że moja żonka nie wstaje w nocy i nie prucia po lodówce.
[2010-10-02 13:48]

grzesiek1999

Kilka krotnie zapomniałem przynęty.Wszystko gotowe wyniesione do samochodu,chwila zastanowienia czy wszystko wzięte i zapakowane no i w drogę.Dojeżdżając do łowiska "o ku..a zapomniałem robaków" ale zawszę mogę liczyć na moich kolegów,którzy podzielą się przynętą albo podjedziemy do sklepu i kupimy.
A od żony pózniej słyszę "czy te robaki muszą być w tej lodówce".
[2010-10-02 15:57]

roman76

kurde panowie czytam i czytam nie chciałbym mieć takich przygód hehe szczególnie brak wędek i robaków w lodówce hehe oczywiście bez urazy mnie jak narazie ominęły takie przygody pakuje sie wieczorem i rano jeszcze raz sprawdzam
[2010-10-02 18:26]

Bromar

A od żony pózniej słyszę "czy te robaki muszą być w tej lodówce".

 Ach te nasze lepsze :)) połowy, zero zrozumienia dla naszego hobby :))
Ile ja się natłumaczę że robaki muszą być w lodówce, opakowanie zawijam w torebkę papierową ze sklepu, w reklamówkę foliową i cichcem wkładam do dolnej szufladki a z pokoju słyszę
" tylko mi niemów co tam chowasz "

Chłop już zemnie niemłody, a przed własną kobitą się dygam z robaczkami.
[2010-10-02 20:11]

kurde panowie czytam i czytam nie chciałbym mieć takich przygód hehe szczególnie brak wędek i robaków w lodówce hehe oczywiście bez urazy mnie jak narazie ominęły takie przygody pakuje sie wieczorem i rano jeszcze raz sprawdzam


Roman, nie bój żaby, wszystko przed Tobą.... :))))))))


[2010-10-03 10:06]

Sniper64

Cześć chłopaki to widać podobnie wszyscy przeżywamy ....:)) ale żyjemy to się liczy:))
tak patrzę na te słoneczko i ciągnie mnie nad wodę...ale w domku tak ciepło:) moje dziewczyny obiadek pichcą:)) rosołek jak jem to wiem że to niedziela:))
[2010-10-03 10:15]

Ja jak jadę na ryby to zapominam o całym świecie.
[2010-10-03 10:19]

Ja kiedyś mając naście lat,umówiłem się z moim kolegą Maćkiem na ryby,pech chciał że nie miałem budzika.Więc jak mam wstać nie budząc wszystkich w domu?Uzgodniliśmy z Maciem że wywalę przez okno sznurek a na taborecie obok łóżka postawię jakieś garnki ,coś co po pociągnięciu przez niego z dołu zachałasuje i obudzi mnie,garnki oczywiście przywiązane do drugiego końca tegoż sznurka.Start rowerami zaplanowaliśmy na godz 02.30,na j.Płaczewo oddalone o ok 4km od nas.Poszedłem spać.Mać rano pod okno i dawaj za sznurek-Jezuuuuuuuuuuuu,jak to wszystko pierdolneło!!!przegiąłem z mocą budzika!!! kilka garów,jakaś patelnia wygenerowało chyba z 100000decybeli pół metra od mojej zaspanej głowy.Efekt jednak był murowany,po 2 min byłem już na siodełku i pedałowaliśmy w kierunku wody,Mać cały czas płakał wręcz ze śmiechu.Dojechaliśmy,stanowisko rozstawione,robale w wodzie ,a ten cały czas leje ze mnie,jak Joker z Batmana wyglądał.Nie wytrzymałem i warknałem-co się cieszysz debilu??!  a on mi na to-bo zapomniałeś się ubrać! Patrzę i oczom nie wierzę-miałem na sobie cały czas PIŻAMĘ,tak niebieska,w jakies cholerne miski,a na nogach gumiaki.co to byl za obciach wracac,latem,na oczach tlumow plazowiczow.
[2010-10-03 13:41]

robcio2535

Ja kiedyś mając naście lat,umówiłem się z moim kolegą Maćkiem na ryby,pech chciał że nie miałem budzika.Więc jak mam wstać nie budząc wszystkich w domu?Uzgodniliśmy z Maciem że wywalę przez okno sznurek a na taborecie obok łóżka postawię jakieś garnki ,coś co po pociągnięciu przez niego z dołu zachałasuje i obudzi mnie,garnki oczywiście przywiązane do drugiego końca tegoż sznurka.Start rowerami zaplanowaliśmy na godz 02.30,na j.Płaczewo oddalone o ok 4km od nas.Poszedłem spać.Mać rano pod okno i dawaj za sznurek-Jezuuuuuuuuuuuu,jak to wszystko pierdolneło!!!przegiąłem z mocą budzika!!! kilka garów,jakaś patelnia wygenerowało chyba z 100000decybeli pół metra od mojej zaspanej głowy.Efekt jednak był murowany,po 2 min byłem już na siodełku i pedałowaliśmy w kierunku wody,Mać cały czas płakał wręcz ze śmiechu.Dojechaliśmy,stanowisko rozstawione,robale w wodzie ,a ten cały czas leje ze mnie,jak Joker z Batmana wyglądał.Nie wytrzymałem i warknałem-co się cieszysz debilu??!  a on mi na to-bo zapomniałeś się ubrać! Patrzę i oczom nie wierzę-miałem na sobie cały czas PIŻAMĘ,tak niebieska,w jakies cholerne miski,a na nogach gumiaki.co to byl za obciach wracac,latem,na oczach tlumow plazowiczow.

A to bym chciał zobaczyć na własne oczy :-) to też bym boki zrywał ha ha
[2010-10-03 13:49]

Ja kiedyś mając naście lat,umówiłem się z moim kolegą Maćkiem na ryby,pech chciał że nie miałem budzika.Więc jak mam wstać nie budząc wszystkich w domu?Uzgodniliśmy z Maciem że wywalę przez okno sznurek a na taborecie obok łóżka postawię jakieś garnki ,coś co po pociągnięciu przez niego z dołu zachałasuje i obudzi mnie,garnki oczywiście przywiązane do drugiego końca tegoż sznurka.Start rowerami zaplanowaliśmy na godz 02.30,na j.Płaczewo oddalone o ok 4km od nas.Poszedłem spać.Mać rano pod okno i dawaj za sznurek-Jezuuuuuuuuuuuu,jak to wszystko pierdolneło!!!przegiąłem z mocą budzika!!! kilka garów,jakaś patelnia wygenerowało chyba z 100000decybeli pół metra od mojej zaspanej głowy.Efekt jednak był murowany,po 2 min byłem już na siodełku i pedałowaliśmy w kierunku wody,Mać cały czas płakał wręcz ze śmiechu.Dojechaliśmy,stanowisko rozstawione,robale w wodzie ,a ten cały czas leje ze mnie,jak Joker z Batmana wyglądał.Nie wytrzymałem i warknałem-co się cieszysz debilu??!  a on mi na to-bo zapomniałeś się ubrać! Patrzę i oczom nie wierzę-miałem na sobie cały czas PIŻAMĘ,tak niebieska,w jakies cholerne miski,a na nogach gumiaki.co to byl za obciach wracac,latem,na oczach tlumow plazowiczow.


Nie dość, że głuchy od rana, to jeszcze w piżamie, hahahahahahaha....



[2010-10-03 13:52]

No cóż młodość ma swoje prawa,z rzeczy przyziemnych bardziej,to 4 lata temu zostawiłem nad wodą futerał z 3 kijami,3 kręciołami,i plecak z małym arsenałem spinningisty.Montowałem akurat zestawy gdy zauważyłem brak mojego psa,cieczkę wyczuł i prysnął w kierunku jakiegoś gospodarstwa.Wołam,szukam i nic,nagle skowyt słyszę.Biegiem w tym kierunku i...widzę mego pupila Arnolda jak schodzi z góry krwawiąc,z rozszarpanym łbem,b rzuchem,otwartym złamaniem przedniej łapy,zalane krwią niewidzące oczy.Zostawiłem wszystko,Erniego na ręce,na ulicy wychodząc na środek zatrzymałem niebieskiego malucha i ile fabryka dała,przez czerwone światła,do lecznicy,przyjaciela ratować.Kierowcą był małolat,wcięty,bez prawka,kaszel bez kwitów,ale to nic,na moją odpowiedzialność.Za to że pojechał zapłaciłem mu od razu kilkanaście razy więcej niż wartość tego złoma,kasy nie miałem z soba coprawda ale od czego ma się kolegów.Kaczor był minutę po mnie w lecznicy,na slipach,z garścią złotówek,łamiąc po drodze cały kodeks drogowy .Psa uratowałem,ponad roczne leczenie,50-60 szwów,2 platynowe blaszki na kościach,5msc w gipsie,6 tysi kosztów + sprzęt który został i go wcieło.Ale nie żal mi,dałbym wielokrotnie więcej żeby kolegę,przyjaciela wszystkich wędkarskich eskapad uratować,dziś ma 14 lat i nadal wypad bez niego ,to tak jak wypad bez wędek.Co mu się stało? dopadł go duży,w sumie dziki pies,taki skundlony wilczur,sporo ich było w okolicy,nawet kozy i owce rozszarpywały gospodarzom.Ktoś to widział,agresor miał znaki szczególne,koszt kuszy pneumatycznej 80 zł,żył 6 dni dłużej...
[2010-10-03 14:20]

withanight88

Ja mam taka przypadłość, że czesto zapominam portfela, zajeżdżam pod spożywczaka szukam w dziesięciu kieszeniach i niema, no to powrót, jednak najczęściej to szukam kluczyków od auta - gdzieś położe i znaleźć nie mogę. Co do robaków, zanęt i innych przynęt nauczyłem się,że co się da schować wcześniej do samochodu to chowam i mam spokój , latem zostaja tylko robaki do spakowania jedzenie i termos wrzucam i jestem pewny, że niczego nie zapomniałem...



Ostatnią żeczą jaką "zapomniałem" zabrać był mój fotel


jakie było moje zdziwienie gdy bagażnik nad wodą otworzyłem i zdziwiłem się, że coś dużo miejsca. Brakowało fotela, no cóż. Nie tyle, że o nim zapomniałem tylko zapomniałem, że go w ogóle wyjąłem.

[2010-10-03 14:21]

No cóż młodość ma swoje prawa,z rzeczy przyziemnych bardziej,to 4 lata temu zostawiłem nad wodą futerał z 3 kijami,3 kręciołami,i plecak z małym arsenałem spinningisty.Montowałem akurat zestawy gdy zauważyłem brak mojego psa,cieczkę wyczuł i prysnął w kierunku jakiegoś gospodarstwa.Wołam,szukam i nic,nagle skowyt słyszę.Biegiem w tym kierunku i...widzę mego pupila Arnolda jak schodzi z góry krwawiąc,z rozszarpanym łbem,b rzuchem,otwartym złamaniem przedniej łapy,zalane krwią niewidzące oczy.Zostawiłem wszystko,Erniego na ręce,na ulicy wychodząc na środek zatrzymałem niebieskiego malucha i ile fabryka dała,przez czerwone światła,do lecznicy,przyjaciela ratować.Kierowcą był małolat,wcięty,bez prawka,kaszel bez kwitów,ale to nic,na moją odpowiedzialność.Za to że pojechał zapłaciłem mu od razu kilkanaście razy więcej niż wartość tego złoma,kasy nie miałem z soba coprawda ale od czego ma się kolegów.Kaczor był minutę po mnie w lecznicy,na slipach,z garścią złotówek,łamiąc po drodze cały kodeks drogowy .Psa uratowałem,ponad roczne leczenie,50-60 szwów,2 platynowe blaszki na kościach,5msc w gipsie,6 tysi kosztów + sprzęt który został i go wcieło.Ale nie żal mi,dałbym wielokrotnie więcej żeby kolegę,przyjaciela wszystkich wędkarskich eskapad uratować,dziś ma 14 lat i nadal wypad bez niego ,to tak jak wypad bez wędek.Co mu się stało? dopadł go duży,w sumie dziki pies,taki skundlony wilczur,sporo ich było w okolicy,nawet kozy i owce rozszarpywały gospodarzom.Ktoś to widział,agresor miał znaki szczególne,koszt kuszy pneumatycznej 80 zł,żył 6 dni dłużej...


Za taką cenę, można było sprzęt pożegnać. Rzecz nabyta, przyjaciel nie.



[2010-10-03 14:33]

Przemas83

kilka razy zapomniałem śruby napędowej do silnika elektrycznego ale wiosła zawsze były ......;]
[2010-10-03 16:49]

No, a szczytem sklerozy byłoby wypłynąć na ryby na środek jeziora, a zapomnieć łódki :) "Mam talent" wygrany. [2010-10-03 17:03]

wedkarz2309

Moje "sklerozy", które pamiętam na chwilę obecną, to:

 

-wyjazd nad Odrę z feederkiem bez podpórki,

(na szczęście PKSem jechał też inny wędkarz, którego znam z widzenia, bo dosyć często jeździmy tym samym i dał mi podpórkę)

 

-zapomniane robaki, po które kolega biegł po nie do mojego domu 2-3 min. przed PKSem,

(chwilę przytrzymałem autobana i zdążył)

 

-kilkakrotne zapomnienie szmatki do wycierania rąk,

 

I jeszcze jedna sytuacja, która miała miejsce całkiem niedawno:

Wieczorem spakowałem wszystko do plecaka, tylko jeszcze rano dołożyłem kanapki i w drogę.

Ubrałem się, plecak na plecy, reklamówka z kaloszami w rękę, kierunek: drzwi, ale myślę sobie "czegoś mi chyba brakuje, coś mało tego mam", wracam się do pokoju, a w kącie stoi... spinning.

[2010-10-03 17:44]

kamils125

ja raz wstałem rano, śniadanko w plecak i na rybki dopiero nad zalewem zauważyłem że w bagażniku nie ma mojego sprzętu, okazało się że kije i wszystko zostalo w domu w pokoju i tzreba było się wracać:))

pozdro

[2010-10-03 20:03]