Najśmieszniejsza przygoda na rybach

/ 68 odpowiedzi
ala


Mam fajnego znajomego, z nim zawsze coś się dzieje nad wodą. Oto historia którą opowiedzieli mi po powrocie z moim wujkiem.

Wieczorkiem wpadli na pomysł by jechać na ryby - taki spoko koko luz i sponton.Wędki zawsze w bagażniku, no więc chop i pojechali na tamę na Wisłę powyżej Krakowa. Już po ciemku zarzucili sprzęt i wyjęli butlę gazową...Długie nic i nic, wkońcu w środku nocy branie... Znajomy zacina i jest jakiś potwór, hamulec nie przestaję wyć. Znajomy krzyczy do wujka by szykował podbierak, ten leci z podbierakiem, wadzi o butlę i ląduje w Wśle na główkę w wodzie po pas. Znajomy nie ma pola menewru, więc też wchodzi po pas do wody. I nagle ryba zmienia kierunek i płynie wprost na nich. Pewnie sum albo amur, Ledwie nadąża zwijać żyłkę. 12-15 metrów przed nimi pojawiają się bąble na powierzchni a ryba dalej jedzie na nich. Stoją w wodzie i niedowierzają. Jest 10 metrów a oni już wystraszeni że chyba ich pożre za wędkarskie przewinienia...Ryba nie zwalnia a ze strachu ich sparaliżowało. 5 metrów od nich wymuża się grzbiet a oni już posr.. ze strachu ...

Przyglądają się a tu z wody wstaje PŁETWONUREK i do nich : "Panowie odłączyłem się od kolegów, zgubiłem kompas i straciłem orientację...Gdzie jestem?"  Ponoć nawciskali mu jak nikomu dotąd....a nurek musiał pieszo zasuwać na tamę...

Współczuję nurkowi bo znam wujka i znajomego, więc wiem na co ich stać...no ale cóż jak to mówią w wojsku "przyroda"... Prześmieszna historia haha-świetnie opisane,uśmiałam się do łez.....

(2011/03/27 08:11)

ala


Nie będę wymieniał z nazwiska,ale znam gościa,który złapał się przy zarzucaniu haczykiem za nos i tak z wędką przy nosie wracał PEKAESEM znad Wisły z okolic Płock do Łodzi,moja mama ALA może to potwierdzić;)))

i potwierdzam! gość mógł przecież uciąć żyłkę i jechać z kolczykiem w nosie jak skin ale brakło wyobrażni i tak wędka przy czole,haczyk w nosie-widowisko od Płocka po Łódż!!!!!! (2011/03/27 08:29)

porenut


Jak sobie to przypomnę, to czasem mi tylko wstyd, a czasem śmieję się sam z siebie. Przyjechałem pociągiem do Solca Wielkopolskiego, aby rozpocząć sezon i przy okazji swobodnie wyżłopać kilka piw i chyba coś więcej... Był może koniec marca, albo początek kwietnia. W cichej zatoczce zaczepiłem haczykiem o jakieś drzewo chylące się ku wodzie. Wlazłem na nie, nie chcąc zrywać zestawu. Ale z trzaskiem znalazłem się w wodzie. Wylazłem z wędką, zestawem i gałęzią, tylko cały mokry. Nic to. Zapalniczka była w suchym plecaku na brzegu, toteż zaraz rozpaliłem ognisko. Miałem na sobie lekką kurtkę, sweter, spodnie, koszulę... Porozwieszałem to wokół ognia, zostając w samych gaciach. Humor polepszyłem sobie zawartością butelki. I przysnęło się... Zostały jakieś zwęglone resztki odzieży. Buty najmniej ucierpiały, ale też były jakieś niekształtne, jak z obrazu Picassa. Założyłem je, plecak na grzbiet, wędkę w pokrowcu w rękę i w samych gaciach na peron. A potem wsiadłem do pociągu. Jak wspomniałem mógł być co najwyżej początek kwietnia. I tak całe szczęście, że dokumenty i pieniądze miałem w plecaku. Gdybym zabrał telefon, pewnie bym kogoś błagał o przybycie autem na ratunek. Ale dawniej celowo nie brałem aparatu, aby mi nikt głowy nie zawracał...   (2011/04/10 15:09)

krzkwi5


Postanowiłem  na wakacjach  wybrać się  na nocną zasiadkę sam  , nabrałem  bambetli jak  wielbłąd  pół godziny  się rozkładałem  na miejscówce  wędki zarzucone  zanęcone no trza otworzyc puszkę z czasoumilaczem , usiadłem  wygodnie  wychyliłem pywo  a tu na horyzoncie  jak  się błysło , burza się zbliżała szybko  pobiłem wtedy rekord w pakowaniu sprzętu .  pywo  rozlane  dotarłem  do domu wnerwiony i przemoczony  zasiadka trwała około 45 min  ,na drugi dzień sam się z tego  śmiałem (2011/06/15 11:26)

dario35


Miałem taki jeden wyjazd że płakałem ze śmiechu pół nocy.Pewnego letniego wekendu wyjechaliśmy na nocke na ryby.Byłismy w pięciosobowej ekipie w sumie zazwyczaj razem jeżdzimy.Jeżdzi z nami taki gostek ,kawał chłopa 150 kilo wagi i nazywamy go misiek,bardzo fajny zabawny gośc,ma tylko pecha troche ,bo nigdy zazwyczaj jak jedzie z nami nic mu nie bierze.No i siedzimy.Wedki zarzucone,gril sie pali,ognisko,wódka sie leje i jest wesoło.Godzina około 24 zero brań,ale kto by sie przejmował jak jest atmosfera.Nagle jeden sygnalizator zaczyna wyc jak wsciekły ,patrzymy i ku naszemu zdziwieniu to sygnalizator miska.Ten sparaliżowany ze zdziwienia że to jego i siedzi i nie może uwieżyc że to jego.To krzyczymy MIsiek dawaj ,masz branie..misiek ma już w czubie sporo i sie zrywa z siedzenia.Zanim sie podniósł to juz mineło z 3 minuty,ale start jak wstał miał taki jak BEN JOnson ...najpierw wpadł na grila ,po tem wpadł do ogniska ,płonący przewrócił wszystkie stoliki i jak pochodnia wystartował do wędek.Przewrócił 4 wędki ale trafił na swoja i zaciął.Na kiju wisiało cos sporego to z przerażenian weszedł do wody i wleciał w szlify razem z wędką.Coś tam krzyczał,ale wszyscy popłakani ze smiechu nie byli w stanie podjąc współpracy.Ze szlifów musielismy go wyciągac a na kiju miał suma 80 cm.O 1 w nocy misiek i sum byli na brzegu a zabawa trwała jeszcze całą noc i dzien.Trzeba by to widziec..masakra


bujda na kolkach jakich malo (2011/08/17 13:11)

LABEO


Jak każdy miałem ich kilka, oto jedna prawdopodobnie pierwsza[moja] godna konkretnego uśmiechu.Lat kilkanaście temu kolega opowiedział nam o jakimś stawie ,ryby jak marzenie a my małolaci uwierzyliśmy,rowery i pojechali 17 km w nogach a tam staw duży, zarośnięty, pełno kołków i rzęsa na połowie a obok strumyk a za nim około 15ha staw , karpie jak noga-no gdzie łowić?Rowery przez strumyk wędki w wodę i czekamy na karpia giganta.Po godzinie widzimy jakieś auto ,zbliżające się w naszym kierunku więc jeden kumpel rower i chodu przez strumyk, a my we 2 dalej wędkujemy.Auto podjerzdza do nas i bez gadadania rowery na kipę a nas pan zaprasza na rozmowę z której dowiadujemy się że mimo posiadania karty wędkarskiej jesteśmy kłusolami i wędkujemy na stawie hodowlanym SGGW za co grozi nam kolegium.Po krutkiej rozmowie dowiadujemy się że rowery zostaną nam oddane a sprzęt skonfiskowany,jeśli chcemy go odzyskać to musimy odpracować 20h w gospodarstwie terenowym SGGW.Nasz wędkarski wynik na łowisku to 2 okonki 20cm warte 20h pracy dwóch małolatów.Kórva ,20 godzin pieliliśmy marchewkę z ruskimi,to dopiero doświadczenie w pracy z zespołem międzynarodowym.Teraz jak to sobie przypomnę to uśmiech mam od uch do uch, pewnie jak bym nie miał uszu to śmiał bym się na okrągło!Pozdrawiam i życzę więcej wesołych przygód :-) (2011/08/17 21:25)

elo36


Raz pewnego dnia poszedłem pospinigowac i kopytko zachaczyło mi sie o line na której w lato skakłem i se noge złamałme i urwałem. Próbowałem wedka przyblizyc sobie ta line ale nie pomyslałem ze mam wedke 2 składowa i sru 1 czesc we wodzie !! :d szukałem ja przez pewna chwile ale dalem solbie spokoj.Drugiego dnia poszedlem z grabiami i ja wyciągnołem i cały zestaw gruntowy przy okazji :d (2011/11/04 20:53)

cienki002


Noge se złamałmeś i urwałeś ; ? ;o (2011/11/04 22:21)

Draq


Też miałem taką fajną przygodę na nocce. Znalazłem sobie fajną miejscówkę, dzika plażyczka zarośnięta. Rozkładam się. Przy zarzucaniu wędek już zupełnie ciemno. Zarzucone 2 gruntówki i czekam na branie. 1godzina nic... 2 godzina nic... 3 godzina nic.. to co, pora sprawdzić zestawy. Zwijam, po chwili opór i ciagnę. Walcząc z potworem którego nie mogłem wyciągnąć nie słyszałem szelestu gałęzi... przez które przeleciały zestawy i się pozaczepiały:) (2011/11/04 22:39)

korektor98


Historia pierwsza (może nie śmieszna, ale jest):Wiązałem haczyk, zaciskałem węzeł trzymając jeden koniec żyłki w zębach, aż tu nagle linka pękła i haczyk wbił mi się w warge razem z zadziorem. Niestety haczyk mały to pół godziny go wyjmowałem.Historia druga:W tegoroczne wakacje pojechałem z kolegą na ryby do Kuźnicy Zbąskiej na stawy. W pewnej chwili obaj mamy brania prawie w tym samym momencie. Zacinamy i holujemy. Zaraz brania na następnych dwóch wędkach, a my nie wyciągnęliśmy jeszcze pierwszych ryb! A że wędek mieliśmy pięć to nie trudno zgadnąć co na tej ostatniej było... W taki oto sposób w 2 minuty z przeróżnymi akrobacjami wyciągnęliśmy pięć karasi 28-35 cm. Ale najlepsze jest to, że mieliśmy takich sytuacji jeszcze kilka tego samego dnia w czasie naszego czterogodzinnego łowienia.Historia trzecia:działo się to na tym samym łowisku co powyżej. Zarzuciłem wędkę z haczykiem nr. 2 i największym robakiem jaki mieliśmy w słoiku na karpia. Po piętnastu min. mam dosyć mocne branie, zacinam z radością o myśli dużego karpia, a tu... japoniec może 20cm. Połknął cały haczyk tak, że tylko żyłka przyponowa wystawała! (2011/12/14 10:36)

egzekutor


w tym roku wybrałem się na nocna zasiadke nad jezioro oddalone od miejsca zamieszkania jakies 60 km. jadac po drodze patrze a tu w srodku lasu kobieta mnie zatrzymuje . kilka metrow dalej stal jej zepsuty samochod rocznik jakiś 2010. kobiet pyta czy mogłbym ją podwiezć kawałek bo auto padło a nocuje kilka km dalej w jakims zameczku bo jest na szkoleniu. oczywiście tyn bardziej , ze to młoda jakies 39 lat ladna blondynka("spore zderzaki w aucie").zajechaliśmy na miejsce a pani pyta czy wejde na kawe- sekunda namyslu kawa czy ryby i oczywiście kawa. wchodzimy do pokoju patrze a tam pełno whiski i kabanosów. pytam pani po co to -ona mówi, ze prowadzi szkolenie a to zostało bo nikt nie byl w stanie wszystkiego wypic. padło pytanie czy wypiję szklanke-oczywiście , ze tak. wypilem jedna wiec samochodem nie pojade no to druga na noge. kobieta na chwile zostawiła mnie i poszła się kompac. wraca naga jak bóg ja stworzyl -patrzę i nie wierzę-biust  chyba 5 ona do mnie, ze nie lubi sama spac i czy poloze sie z nią. zastanawiam się jakies pól sekundy i do wyrka. chwyta mnie za przyrodzenie i w tym momencie dobrze ,ze sie obudzilem z wedka w reku bo bym se ..uja urwał. (2011/12/14 13:08)

egzekutor


w tym roku wybrałem się na nocna zasiadke nad jezioro oddalone od miejsca zamieszkania jakies 60 km. jadac po drodze patrze a tu w srodku lasu kobieta mnie zatrzymuje . kilka metrow dalej stal jej zepsuty samochod rocznik jakiś 2010. kobiet pyta czy mogłbym ją podwiezć kawałek bo auto padło a nocuje kilka km dalej w jakims zameczku bo jest na szkoleniu. oczywiście tyn bardziej , ze to młoda jakies 39 lat ladna blondynka("spore zderzaki w aucie").zajechaliśmy na miejsce a pani pyta czy wejde na kawe- sekunda namyslu kawa czy ryby i oczywiście kawa. wchodzimy do pokoju patrze a tam pełno whiski i kabanosów. pytam pani po co to -ona mówi, ze prowadzi szkolenie a to zostało bo nikt nie byl w stanie wszystkiego wypic. padło pytanie czy wypiję szklanke-oczywiście , ze tak. wypilem jedna wiec samochodem nie pojade no to druga na noge. kobieta na chwile zostawiła mnie i poszła się kompac. wraca naga jak bóg ja stworzyl -patrzę i nie wierzę-biust  chyba 5 ona do mnie, ze nie lubi sama spac i czy poloze sie z nią. zastanawiam się jakies pól sekundy i do wyrka. chwyta mnie za przyrodzenie i w tym momencie dobrze ,ze sie obudzilem z wedka w reku bo bym se ..uja urwał.


przepraszam zle przycisnąlem klawisz chodziło mi o 19 lat. (2011/12/14 13:13)

użytkownik74578


Historia pierwsza (może nie śmieszna, ale jest):Wiązałem haczyk, zaciskałem węzeł trzymając jeden koniec żyłki w zębach, aż tu nagle linka pękła i haczyk wbił mi się w warge razem z zadziorem. Niestety haczyk mały to pół godziny go wyjmowałem.Historia druga:W tegoroczne wakacje pojechałem z kolegą na ryby do Kuźnicy Zbąskiej na stawy. W pewnej chwili obaj mamy brania prawie w tym samym momencie. Zacinamy i holujemy. Zaraz brania na następnych dwóch wędkach, a my nie wyciągnęliśmy jeszcze pierwszych ryb! A że wędek mieliśmy pięć to nie trudno zgadnąć co na tej ostatniej było... W taki oto sposób w 2 minuty z przeróżnymi akrobacjami wyciągnęliśmy pięć karasi 28-35 cm. Ale najlepsze jest to, że mieliśmy takich sytuacji jeszcze kilka tego samego dnia w czasie naszego czterogodzinnego łowienia.Historia trzecia:działo się to na tym samym łowisku co powyżej. Zarzuciłem wędkę z haczykiem nr. 2 i największym robakiem jaki mieliśmy w słoiku na karpia. Po piętnastu min. mam dosyć mocne branie, zacinam z radością o myśli dużego karpia, a tu... japoniec może 20cm. Połknął cały haczyk tak, że tylko żyłka przyponowa wystawała!


Piec wedek na dwie osoby? chyba nie na wodach PZW? 

(2011/12/14 13:14)

użytkownik74578


w tym roku wybrałem się na nocna zasiadke nad jezioro oddalone od miejsca zamieszkania jakies 60 km. jadac po drodze patrze a tu w srodku lasu kobieta mnie zatrzymuje . kilka metrow dalej stal jej zepsuty samochod rocznik jakiś 2010. kobiet pyta czy mogłbym ją podwiezć kawałek bo auto padło a nocuje kilka km dalej w jakims zameczku bo jest na szkoleniu. oczywiście tyn bardziej , ze to młoda jakies 39 lat ladna blondynka("spore zderzaki w aucie").zajechaliśmy na miejsce a pani pyta czy wejde na kawe- sekunda namyslu kawa czy ryby i oczywiście kawa. wchodzimy do pokoju patrze a tam pełno whiski i kabanosów. pytam pani po co to -ona mówi, ze prowadzi szkolenie a to zostało bo nikt nie byl w stanie wszystkiego wypic. padło pytanie czy wypiję szklanke-oczywiście , ze tak. wypilem jedna wiec samochodem nie pojade no to druga na noge. kobieta na chwile zostawiła mnie i poszła się kompac. wraca naga jak bóg ja stworzyl -patrzę i nie wierzę-biust  chyba 5 ona do mnie, ze nie lubi sama spac i czy poloze sie z nią. zastanawiam się jakies pól sekundy i do wyrka. chwyta mnie za przyrodzenie i w tym momencie dobrze ,ze sie obudzilem z wedka w reku bo bym se ..uja urwał.


przepraszam zle przycisnąlem klawisz chodziło mi o 19 lat.



Hehehe co za koszmar senny ;)

(2011/12/14 13:17)

lukaszszwagier


ojciec opowiadał mi o kumplu,który podczas nocnej zasiadki był tak nawalony,że zestaw gruntowy z myślą o węgorzu,zarzucił na łąkę zamiast do jeziora, pomylił kierunki;] minę miał ciekawą gdy się obudził:P (2011/12/14 15:11)

mlodystm


Haczyk wbity w warge, oczywiscie smiech kolegów. Bo pierwszy jest aparat i zrobienie zdjecia a nie pomoc :(

Poplatane zestawy i branie na dwoch wedkach jednoczesnie to setki razy :)

Wchodze na pomost i sru , zapalniczka ląduje w wodzie :( a , ze pale juz troche czasu to bez fajek nad woda ciezko wytrzymac. Ale dalem rade 5 godzin bez papierosów, ale z nerwów ile straconych bran uff...

Ryby zycia na Wisle to mialem pare. a jak sie okazalo wedke z podporki "wciagał" niosacy przez nurt kawal galezi :) (2011/12/16 23:25)

darek3181


dobre....Pojechałem kiedyś na ryby  , ustawiłem łódkę przy wyspie i zacząłem łowić.Na brzegu stał namiot,a gość przerzucał wędki,potem gdzieś znikł na parę minut a z namiotu wyłoniły się dwie niewiasty i zaczęły nawoływać wędkarza,ale bez skutku więc doszły do wniosku że przerzucą wędki.Zwinęły gruntówki,a młodsza zwijała żywcówkę,nagle mówi patrząc na żywca:
-ja to mam rybę-tak? mówi druga no faktycznie,ty to masz szczęście.
Potem zdjęła rybkę i zaczęła pchać na hak robaki,po chwili pada pytanie 2 czy 3 mam założyć?
I fru spławik powędrował do wody, potem gruntówki babki chciały mnie chyba zatopić,bo po jednym z rzutów ciężarek spadł 2metry od łódki,krzycząc uwaga!Nie mogłem powstrzymać się ze śmiechu,a one robiły to wszystko z takim zaangażowaniem.Zaraz po tym wrócił mąż tej młodszej a ona powiedziała z dumą"Michał przerzuciłyśmy ci wędki ",a on na to-o ku_wa!pobiegł i zaczął zwijać zestawy , które były poplątane facet jak zobaczył żywcówkę to usiadł na brzegu i nie wiedział czy się śmiać czy płakać. A ja zakończyłem tą komedię łowiąc niezłego szczupaka.
POZDRAWIAM i życzę aby takich historii było jak najwięcej,bo one łagodzą tę gorycz braku ryb. (2013/01/15 09:01)

arcybiskup


W zeszłym roku, w sierpniu pojechaliśmy na spining z ojcem na żwirownie do Nowogrodu Bobrzańskiego. Poszliśmy od głębszej strony, od razu przy brzegu jest skarpa i jakieś 2-3 m głębokości. Chcąc wykonać jak najlepszy rzut tuż pod same trzciny musiałem rzucić taką 'podkręconą przynętę' oczywiście było to nie możliwe i gumeczka zawisła na gałązce tak z metr od brzegu. Przy drzewku był pniak dość duży i lekko pod powierzchnią wody. Oczywiście nie mogłem sobie darować przynęty, a zwłaszcza że była na wyciągniecie reki prawie że. Oczywiście nie pomyślałem ze pniak będzie śliski i wskoczyłem na niego. Chwile utrzymałem równowagę złapałem za przynętę i chciałem się oprzeć o te pechowe drzewko o które zaczepiłem gumką. Pech chciał że drzewko było zbutwiałe i jak tylko złapałem ręką to rozsypało się... Efekt był taki że do wody poleciałem na szczupaka w woderach kamizelce, która ważyła też swoje :D. Wystraszyłem się nie na żarty bo wodery jak zaczęły nabierać wody to szybko szedłem na dno. Tata zamiast mi pomóc, to stał i się śmiał z mojej głupoty ;D. Mówi że nigdy nie widział żeby ktoś tak szybko płynął do brzegu i wyleciał na brzeg ;D. Koniec końców był taki że, zalałem nowiutki telefon, kartę wędkarską i nabawiłem się strachu nie na żarty :). Ale jest i pożyteczna lekcja bo już nie wchodzę po przynęty na drzewa. Szkoda życia za 3 czy 10 zł ;p. (2013/01/15 14:23)