Najśmieszniejsza przygoda na rybach

/ 68 odpowiedzi
Jack14


Było to naście lat temu. Wspólnie z kolegą po kiju postanowiliśmy wybrać się po raz kolejny na nasze ulubione nocne łowisko. Rosówki zbieraliśmy na przy domowych trawnikach chyba ze dwa dni (susza). Owe łowisko to rzeczka szeroka na jakieś 6m głęboka na 2,5m ale z odnogą 2m na 0,5m dostępna suchą nogą tylko z jednej strony oczywiście dla w tajemniczonych, która zresztą była naszym celem wyprawy.

Odpowiednio wcześniej zadbaliśmy o nasz komfort łowienia, czyli ławeczka do siedzenia przygotowana z kilku palików znalezionych na miejscu i oczywiście ukryta w przybrzeżnej roślinności (wcześniej postawione w różnych miejscach były dewastowane).

Na co łowić? Już mieliśmy dorodne robaczki ale czym zanęcić? Kolega jako, że pracował w zakładzie mięsnym wpadł na zdawać by się mogło rewelacyjny pomysł białe robaczki, które tam są w każdym koszu na śmieci.

Jak on to zebrał nie wiem nie pytałem ale był strasznie "wq..." jak szliśmy na ryby i lekko zalatywał padliną.

Pogoda odpowiednia, schowana ławeczka cała już ustawiona w trzcinach, po robaczku na haku, słońce zachodzi, czas użyć asa i ?

Kolega wyciąga słoik (źle zakręcony) i cała zawartość ląduje prawie na naszą ławeczkę.

Wytrzymaliśmy (wytrzymałem) nieco ponad godzinę.

Kolega był twardy i mówił, że jak je "zmuszał" do opuszczania pojemnia na śmieci to gorzej "jechało", a to teraz to nic.

Nie przekonał mojego nosa ani mnie dlatego dołączył do mnie po 30 min na nowym stanowisku.

Wtedy byliśmy na siebie prawie obrażeni, a teraz jak to wspominam to ze śmiechu pękamy.

Pozdrawiam.

 

 

 

(2010/12/10 18:56)

użytkownik59679


Było to kilka lat temu i dopiero zaczynałem wędkować. Wybrałem się z kumplem na jeziorko, ulokowaliśmy się koło trzcin z fajnym pomostem. No i tak siedzieliśmy z 4h, jedyne co złowiliśmy to jakieś ukleje, okonka, aż tu nagle mój spławik leci w dół. Ciesze się jak durny widząc jak wędka się ugięła kumpel tylko mnie przeklina, zwijam zestaw już mam przy pomoście a tu wyskakuje coś wielkiego czarnego, aż się wystraszyliśmy, emocje, pojęcie zerowe. Jak się okazało był to kawał porządnego drewna. 
Inna przygoda to teraz we wrześniu na warcie, podczas łowienia na grunt. Porządne ugięcie, zacinam rybę, ciesze się jak durny bo czuje leszcze z 1,5kg. Zwijam z oporem żyłkę, szczytówka aż się ugina. Krzyczę do kumpla żeby dawał podbierak bo "potężną rybe ciągnę". Kumpel przeklina, bo więcej ryb od niego wyciągnąłem. Rybka już przy brzegu, wypatruje tego olbrzyma, aż tu nagle wszystko się rozmyło, krąp 20cm zaczepił się na środku jego ciała i poruszał się takim ruchem kolistym stawiając opór. Kumpel był zadowolony ja nie  (2010/12/11 09:28)

michal0210


W lipcu tego roku wybraliśmy się na ryby całą rodziną na cały dzień. Siedzieliśmy nic nie mogliśmy złowić większego oprócz kilku 20 cm krąpi. Po obiadku (zupka Amino) postanowiłem że będę łowił na feederka, rozłożyłem zestaw rozrobiłem zanętę no i zacząłem łowienie. Nic nie brało. Około godziny 17 wyciągam swój zestaw aby napełnić koszyk i zmienić przynętę. Zwijam zestaw zwijam ale widzę mi się coś naplątało na szczytówce (trochę wkurzony bo dosyć że nic nie bierze to jeszcze mi się poplątało) dosłownie 1.5 metra od brzegu. Zestaw był w wodzie a ja odplątywałem na szczytówce żyłkę nagle poczułem szarpnięcie jedno a zaraz drugie dosyć mocne to nie zastanawiając się pociągnęłem żyłkę i czuję że mam coś na haczyku (cała rodzinka się śmieje że ryby łowie ręką) wyciągam to żyłkę a na powierzchni wody ok 50cm kleń. Próbuje się schylić po niego a ten chlapnął ogonem i popłynął. Najwidoczniej za lekko był zacięty. Mam nadzieje że jeszcze kiedyś go spotkam! (2010/12/23 21:40)

użytkownik58787


Kiedyś spinningując na pewnym jęziorku, w sierpniowe popołudnie, po deszczu, zaliczyłem kąpiel spadając prawie z każdego pomostu jakie tam były. Pocieszeniem był fakt, że woda była cieplutka, więc jakoś to przeżyłem. (2010/12/23 21:48)

lizak


Było i u mnie kilka takich histori. Gdy mój tata kilka lat temu zaczynał wędkowanie zarzucał któryś raz z kolei wędkę z betonowego brzegu wykonał rzut i wędka wypadła mu z impetem z rąk uderzając o kant betonu.I stalo się. Wędka złamała się w pół. Oczywiście wcześniej złowiliśmy malutką płotkę.

Bodaj w zeszłym roku  byłem nad jez. wieleńskim. Po nie udanych połowach poszliśmy zobaczyć co u innych wędkarzy. Na brzegu jeden wędkarz ciągnął ''rybę''na spining. Nie miał podbieraka, dlatego mój tata wysłał mnie do samochodu po nasz podbierak. Gdy wróciłem z podbierakiem okazało się ,że ryba była workiem po nawozie.

(2011/01/23 12:23)

rozap37


ktoregoś dnia siedzialem sobie nad zalewem , zarzuciłem zestaw , ale brania nie było, ale i tak zawsze przy sciaganiu lekko zacinam , i nagle opór :) czuje cos siedzi juz podjarany ciągne do brzegu ale opór pożądny , i lekko idzie w bok , ale jakos docholowałem ,,,,,, cholerną butlę  5 litrową  :(   (2011/01/23 13:54)

rozap37


w pazdzierniku wybrałem się na spinning na miejski zalew , żadko tam spinniguję ale co tam , po godzinie chodzenia wyniki połowów - 4 małże , 2 gałęzie i wielka szmata , plakać czy sie smiać :( , :)  (2011/01/23 14:11)

użytkownik61065


Będąc w wakacje nad domaniowem na nocną zasiadke jak zawsze pali sie ognisko.Wędki zarzucone sygnałki włączone wokół cisza przysnołem i poczułem że moja noga była gorąca otwieram oczy i widze że jeden z kaloszy mi sie pali szybko lece do wody i gasze ogień wszyscy wokół sie śmiali lecz ja byłem wkurzony na tate bo też sie śmiał ale po tem też sie śmiałem.To chyba najbardziej ekstremalna moja wpadka na rybach (2011/01/23 14:14)

Mlody1305


To ja wam opowiem moją Siedzę na stawie 2 wędki wystawione (Grunt i Spławik ) Cisza jak makiem zasiał a tu nagle Ktoś kichnoł wydobywając przy tym słowa A Psi H** Oczywiście wszyscy głośno i wyraznie słyszeli wszyscy w śmiech  jeden chłopak ze śmiechu do wody z pomostu wpadł to wszyscy się zaczęli z niego śmiać  Na szczęście nic mu się nie stało  (2011/01/28 22:44)

adamoski


Cudowna pogoda wieczór, chcąc zarazić narzeczoną wędkarstwem ściągnąłem ją na ryby , oczywiście zapomniałem poinformować ją wcześniej , ale na szczęście moja mama pożyczyła jej adidasów co by w szpilkach nie musiała nad wodą siedzieć. 

Tak czy siak łowiąc na daleko zarzucony grunt i na spławik przy brzegu gdzie brała drobnica ( chciałem by ukochana coś złapała) gaworząc radośnie i doskonaląc lubej technikę zarzutu, nasz spokój przerwały... 

Galopujące krowy, biegnące wprost na nas, wyprowadzane przez nie roztropnego tubylca , na szczęście gdy nas zauważył krzyknął głośne: "NIECH CIE..SKUR.&^%^  WEŹMIE" i krowy zwolniły:) 

Moje życie mignęło mi przed oczami a krowy... namiętnie nawoziły zanęcone przeze mnie miejsce. Z połowów zostały tylko.. papierki po zapiekankach kupionych w pobliskim barze i miłe wspomnienia:) 

(2011/01/28 23:09)

Xawery


kilka lat do tyłu,byłem z Alą i znajomymi na noc na rybach i był z nami prześmieszny facet-ksywa-Malina.I jak to w nocy,ryba nie bierze,to kielonek-dla zabicia czasu.Rano o 4ej,Pan Malina patrzy,a u jego wedek brakuje kołowrotków,zapomniał po pijaku,że je zdjął,a wędki odłożył,wkurzył się na wszystkich i postanowił dać upust swojej złości.Pech chciał,że obok nas stał jego polonez,więc p.Malina dosiadł go i na nim się wyżył.Jezdził nim po polu i statarował chłopu pole z sianem,przez otwarte drzwi w polonezie pogubił resztę przyrzadów wędkarskich,a na koniec wjechał do zalewu.Morał jest taki,że zamiast łowienia ryb,to mielismy tam kabaret,a nasz znajomy musiał iść do wsi po traktor,żeby uratować swojego mustanga-czyt.poloneza... (2011/03/25 22:34)

ala


kilka lat do tyłu,byłem z Alą i znajomymi na noc na rybach i był z nami prześmieszny facet-ksywa-Malina.I jak to w nocy,ryba nie bierze,to kielonek-dla zabicia czasu.Rano o 4ej,Pan Malina patrzy,a u jego wedek brakuje kołowrotków,zapomniał po pijaku,że je zdjął,a wędki odłożył,wkurzył się na wszystkich i postanowił dać upust swojej złości.Pech chciał,że obok nas stał jego polonez,więc p.Malina dosiadł go i na nim się wyżył.Jezdził nim po polu i statarował chłopu pole z sianem,przez otwarte drzwi w polonezie pogubił resztę przyrzadów wędkarskich,a na koniec wjechał do zalewu.Morał jest taki,że zamiast łowienia ryb,to mielismy tam kabaret,a nasz znajomy musiał iść do wsi po traktor,żeby uratować swojego mustanga-czyt.poloneza...

Pamiętam to zdarzenie......nad Wisłą też się popisywał. (2011/03/25 22:43)

Xawery


takich rzeczy się nie zapomina,szkoda,że Malina nie żyje (2011/03/25 22:46)

qendo


Za dzieciaka pojechałem skuterem na ryby bez wędek ; ) po przejechaniu 20km ze skrzynką, podbierakiem i zanętą uzmysłowiłem sobie 500m od łowiska, że plecak został w garażu. (2011/03/25 23:38)

Reamedes


Ja w ubiegłoroczne wakacje pojechałem na nowe łowisko (staw zwany Gibirga) około 7km od domu. Podobno biorą tam ładne karasie namawiał mnie kolega i stało sie wyjechalismy rowerami o 2 w nocy aby przed świtem być na łowisku. Zajechalismy troche po 3 i rozpoczynamy rytułał. Widac że ryba jest w zanęconym przez nas dzień wcześniej łowisku bo bąble pokazywały sie bardzo często. Ja przygotowałem stanowisko, robaki, rozłożyłem podbierak itd. Robaki w dłoń i chce założyć je na haczyk ale zaraz gdzie jest wędka?? Okazało się, że zapomniałem jej zabrać (coś sie za wygodnie mi jechało:)). Szybki telefon do taty z prośbą o podrzucenie wędki. Tata zły jak diabli ale przywiózł zgube, a i sam chwile dał sie namówić posiedzieć ;) (2011/03/26 00:23)

Xawery


Ja parę lat temu umówiłem się z braciakiem na ryby.On miał dojechać 50 km,ja 20 km.Piękna,pogodna niedziela-idealnie na ryby.Zjechaliśmy się na konkretną godzinę,rozłożyliśmy,a tu na haczyk nie ma co założyć,bo tak sie każdemu śpieszyło,że robaszków nie wziął.Musieliśmy improwizować i kupiliśmy chlebek... (2011/03/26 10:13)

greyhunter


Mam fajnego znajomego, z nim zawsze coś się dzieje nad wodą. Oto historia którą opowiedzieli mi po powrocie z moim wujkiem.

Wieczorkiem wpadli na pomysł by jechać na ryby - taki spoko koko luz i sponton.Wędki zawsze w bagażniku, no więc chop i pojechali na tamę na Wisłę powyżej Krakowa. Już po ciemku zarzucili sprzęt i wyjęli butlę gazową...Długie nic i nic, wkońcu w środku nocy branie... Znajomy zacina i jest jakiś potwór, hamulec nie przestaję wyć. Znajomy krzyczy do wujka by szykował podbierak, ten leci z podbierakiem, wadzi o butlę i ląduje w Wśle na główkę w wodzie po pas. Znajomy nie ma pola menewru, więc też wchodzi po pas do wody. I nagle ryba zmienia kierunek i płynie wprost na nich. Pewnie sum albo amur, Ledwie nadąża zwijać żyłkę. 12-15 metrów przed nimi pojawiają się bąble na powierzchni a ryba dalej jedzie na nich. Stoją w wodzie i niedowierzają. Jest 10 metrów a oni już wystraszeni że chyba ich pożre za wędkarskie przewinienia...Ryba nie zwalnia a ze strachu ich sparaliżowało. 5 metrów od nich wymuża się grzbiet a oni już posr.. ze strachu ...

Przyglądają się a tu z wody wstaje PŁETWONUREK i do nich : "Panowie odłączyłem się od kolegów, zgubiłem kompas i straciłem orientację...Gdzie jestem?"  Ponoć nawciskali mu jak nikomu dotąd....a nurek musiał pieszo zasuwać na tamę...

Współczuję nurkowi bo znam wujka i znajomego, więc wiem na co ich stać...no ale cóż jak to mówią w wojsku "przyroda"...

 

(2011/03/26 10:20)

gruby12345


kiedys siedzialem na nocce nad jeziorem ze starym znajonym o kiju nie daleko z nas staly 2 namioty i spala w nich jakas rodzinka na wakacjach badz urlopie po chwili z jednego namiotu wyszedl facec i poszedl do drugiego wyciagnol mloda dziewczyne wpieprzyl jej i pochwili wyciagnol chlopaka a jemu to wpral i to tak zdrowo zrobil sie straszny chalas itp po chwili ten facet podszedl do nas izaczol nas przepraszac za halas itp i opowiedzial nam historie dziewczyny miala 16 lat i miala juz 2 dzieci i niewiadomo z kim i gdzie a chlopak z ktorym byla poznala zaledwie 4 godz szybciej podobno sypala sie jak stare budownictwo pozdrawiam i pilnujcie corki (2011/03/26 18:27)

Stypa63


kiedys siedzialem na nocce nad jeziorem ze starym znajonym o kiju nie daleko z nas staly 2 namioty i spala w nich jakas rodzinka na wakacjach badz urlopie po chwili z jednego namiotu wyszedl facec i poszedl do drugiego wyciagnol mloda dziewczyne wpieprzyl jej i pochwili wyciagnol chlopaka a jemu to wpral i to tak zdrowo zrobil sie straszny chalas itp po chwili ten facet podszedl do nas izaczol nas przepraszac za halas itp i opowiedzial nam historie dziewczyny miala 16 lat i miala juz 2 dzieci i niewiadomo z kim i gdzie a chlopak z ktorym byla poznala zaledwie 4 godz szybciej podobno sypala sie jak stare budownictwo pozdrawiam i pilnujcie corki


 

Jak ma się syna to trzeba pilnować tylko jednego "ptaszka" żeby nie nabroił, a jak ma się córkę to trzeba mieć na oku wszystkich w okolicy :)

(2011/03/26 18:43)

Xawery


hehehe-dobra sentencja Kuba. (2011/03/26 18:56)

gruby12345


tez sie zgadzam z kolega trzeba pilnowac wszystkich w poblizu (2011/03/26 19:14)

zibik33


Jakieś 20 lat temu wybrałem się z ojcem na ryby do Nieszawki kolo Torunia . Rozłożyliśmy się po jednej stronie główki gdy przyjechał inny wędkarz i grzecznie spytał się czy może łowić po drugiej . Słyszeliśmy jak zarzuca wędki , jedna , druga, no i trzecia trzecia - spinning . Po chwili usłyszeliśmy krzyk , facet podbiega do nas z wielką kotwicą wbitą w polik i dyndającą przy niej blachą z 15 cm . Powiedział że kabłąk mu się  zamknął przy rzucie i odbiło blachę w jego stronę . nie mogliśmy ze śmiechu ale ojciec odcioł mu żyłkę a facet wędki pod pachę i na rower . Jak odjechał to stwierdziliśmy że mogliśmy mu odciąc blachę od kotwicy bo narzędzia leżały w naszej Syrenie 102 ;-). Myśleliśmy że to koniec przygody ale jak wracaliśmy z ryb to spotkaliśmy tego faceta jak wracał rowerem z przychodni , mieszkał niedaleko . twarz miał całą żółta od odkażania. opowiedział nam jak to pojechał do lekarza i w jednej przychodni nie wiedzieli jak wyjąć kotwicę . pojechał rowerem do drugiej , kolejowej przez całe miasto z ta blachą dyndającą z polika . tam dopiero obcieli  grot i przebili na drugą stronę polika bo inaczej nie było można tak się wbiła kotwica . pokarało chłopa za zachłanność a my mieliśmy ubaw co nie miara ;-))) (2011/03/26 21:43)

gruby12345


ja cie krece ale sie usmialem czytajac to opowiadanie masakra jechac przez miasto z blacha na poliku ciekawe co sobie ludzie pomysleli jak go zobaczyli pewnie z kad ten debil sie wziol (2011/03/26 21:53)

Xawery


Nie będę wymieniał z nazwiska,ale znam gościa,który złapał się przy zarzucaniu haczykiem za nos i tak z wędką przy nosie wracał PEKAESEM znad Wisły z okolic Płock do Łodzi,moja mama ALA może to potwierdzić;))) (2011/03/26 22:18)