Najśmieszniejsza przygoda na rybach

/ 68 odpowiedzi
Zapraszam, was do opisywania swoich najśmieszniejszych historyjek wędkarskich.
Oraz różnego typu przygód wędkarskich, to tak dla umilenia czasu!!!!

Moja najśmieszniejszą historia była taka;|
Pewnego dnia postanowiłem pomachać spinem na blachę za szczupakiem
kilka rzutów i blacha wjechała w kamienie próbowałem ją odszczelić i rzeczywiście udało się
a finał był taki ze dostałe 40g blachą po oczy a kotwica wpiła mi się koło skroni kumpel zobaczył co się stało i próbował ja od czepić rękami ale na nic.
Powiedział tak to daj obetnę plecionkę i jedź na szpital a ja mu na to że nie bo ze śmiechu tam popadają. Nagle go olśniło i wyjął szczypce i jakoś udało się ją wyjąć historia dość zabawna
ale nie życzę tego nikomu

Pozdrawiam!!!!
sebas93


ja raz łowiłem z kumplem na grunt na takiej plaży na Wiśle no i wędki były zarzucone jedna obok drugiej i nurt je chyba splątał w wodzie
nic nie brało to kumpel mnie namówił żebyśmy poszli pogadać z wędkarzami którzy stali 30m niżej
kiedy z nimi rozmawialiśmy usłyszeliśmy dzwonki patrzymy na nasze wędki a tu 2 gruntówki na raz są mocno szarpane (1 moja i jedna jego) rzuciliśmy się do wędek ale zanim dobiegliśmy branie ustało
poczekaliśmy kilka minut a tu znowu to samo obie dzwonią więc obie zostały zacięte ja poczatkowo poczułem coś na wędce ale tylko przez chwile bo potem mi sie żyłka poluzowała i się okazało że jest zmotana z zestawem kolegi który był już na brzegu
wziąłem się za odmotywanie (mój zestaw jeszcze leżał w wodzie) wtedy czuje że coś ciągnie mi żyłkę
rękami zacząłem ją ciągnąć a i wyciągnąłem rękami  wyskoczyła piękna prawie medalowa świnkę 1,15kg (jest w mojej galerii):) (2010/11/21 17:00)

pangaz4


było tego sporo kiedyś na listopadowej zasiadce 3 dniowej spłonął nam namiot przez kuchenkę turystyczną która też wybuchła inego razu bylismy świadkami jak koleś chciał utopic psa w worku z cegłą było ciemno (zasiadka węgorzowa ) my po kilku czaso umilaczach w puszce i ja do gościa co ty chu.u robisz ? a on że gówno mnie to obchodzi po chyba niespełna  3 sekundach leżał na ziemni i błagał o litość proponowałem koledze by go utopić ale kumpel stwierdził że - zabijemy świnie a będziemy odsiadywać za człowieka    pies dostał nowe imie rambo i żyje do dziś znalazł dom u innego kolegi jest rozpieszczany przez jego córki (2010/11/21 21:35)

wedkarz90


To nie źle kol.pangaz4 fajnie ze piesek żyje i ma dobrego właściciela. ;) (2010/11/21 21:41)

pangaz4


aaaaaaaa jeszcze jeden epizod na jednej z zasiadek robiąc śniadanie wpadłem na pomysł żeby podgrzać  puszkę rybną i zobaczyć jak szprot smakuje na ciepło no i sru na żar z ogniska poszliśmy przerzucić zestawy a tu nagle jebssssssssssss huk jak by z moździerza ktoś pipnoł  patrzymy a tam szprot jest wszędzie na namiocie na plecakach na wszystkim masakraaaaaaa   (2010/11/21 21:46)

kulaszusza


Witam, będąc latem na nocce na Narwi poszedłem się kimnąć do namiotu , i gdy się ocknąłem siedziała mi na twarzy wielka żaba ,to było straszne ,wystrzeliłem z namiotu jak strzała .pozdro MIKOŁAJ (2010/11/21 21:56)

Jędrula


Ja wkleję post który niedawno napisałem w innym temacie .

Ps. Fajny temat :)

Ja kiedyś miałem podobnie . Pojechałem na Odrę za Buków niedaleko Krzyżanowic . Zabrałem z auta

spina i poszedłem pokillować . Udałem się na moje sandaczowe złote miejsce . Było to świeżo po większej wodzie która dość mocno podmyła brzegi  , stanąłem i śmigam . Miałem jedno branie , wkurzony , że nie zaciąłem ryby podszedłem jeszcze bliżej brzegu i w amoku śmigam jeszcze dokładniej . W pewnym momencie ziemia pode mną się osunęła i walnąłem z około 1,5 m do rzeki . Płynąłem tak około 30 m , rzeka ściągnęła mi gumiaki , zabrała telefon i drobne na piwko .


Wracając do domu rozebrałem się do majtek i tak prowadziłem samochód . Oczywiście , że nieszczęścia chodzą parami i w myśl tego przysłowia do kontroli zatrzymał mnie patrol drogówki , a ja w tych majtkach jak jakiś trzepokoński , ale się wstydziłem tym bardziej , że znałem tych policmajstrów .

Na szczęście nie paradowałem nago po osiedlu bo miałem w garażu ubranie robocze

(2010/11/22 16:30)

boogeboy


Witam...

Oj było kilka takich :)))Pojechaliśmy na noc do Koszelówki (na węgorza) jak dobrze pamiętam,noc piękna spokojna nie to co teraz ktoś tam komaruje jakieś pomruki nagle branie !!!! dzwonek(dawne czasy) szaleje panika wszyscy się zrywają.Kolega po fachu podbiega do wędki profesjonalne zacięcie jakieś dziwne wygibasy i krzyczy chłopaki nie mam kołowrotka !!!Już ktoś jest z latarką :)I jeden wielki śmiech Ernest w przypływie sił wędkarskich wyrwał z wody palik do mierzenia stanu wody.hahahah zebyście widzieli nasze miny.. Pozdrawiam brać wędkarską

(2010/11/22 23:58)

perwer


Miałem taki jeden wyjazd że płakałem ze śmiechu pół nocy.Pewnego letniego wekendu wyjechaliśmy na nocke na ryby.Byłismy w pięciosobowej ekipie w sumie zazwyczaj razem jeżdzimy.Jeżdzi z nami taki gostek ,kawał chłopa 150 kilo wagi i nazywamy go misiek,bardzo fajny zabawny gośc,ma tylko pecha troche ,bo nigdy zazwyczaj jak jedzie z nami nic mu nie bierze.No i siedzimy.Wedki zarzucone,gril sie pali,ognisko,wódka sie leje i jest wesoło.Godzina około 24 zero brań,ale kto by sie przejmował jak jest atmosfera.Nagle jeden sygnalizator zaczyna wyc jak wsciekły ,patrzymy i ku naszemu zdziwieniu to sygnalizator miska.Ten sparaliżowany ze zdziwienia że to jego i siedzi i nie może uwieżyc że to jego.To krzyczymy MIsiek dawaj ,masz branie..misiek ma już w czubie sporo i sie zrywa z siedzenia.Zanim sie podniósł to juz mineło z 3 minuty,ale start jak wstał miał taki jak BEN JOnson ...najpierw wpadł na grila ,po tem wpadł do ogniska ,płonący przewrócił wszystkie stoliki i jak pochodnia wystartował do wędek.Przewrócił 4 wędki ale trafił na swoja i zaciął.Na kiju wisiało cos sporego to z przerażenian weszedł do wody i wleciał w szlify razem z wędką.Coś tam krzyczał,ale wszyscy popłakani ze smiechu nie byli w stanie podjąc współpracy.Ze szlifów musielismy go wyciągac a na kiju miał suma 80 cm.O 1 w nocy misiek i sum byli na brzegu a zabawa trwała jeszcze całą noc i dzien.Trzeba by to widziec..masakra (2010/11/23 17:50)

bosman9090


pewnego dnia pojechaliśmy na nockę (ja, mój tato i kolega- Marek)próbowaliśmy wjechać na fajne miejsce oczywiście ford escord się zakopał ale jakoś wspólnymi siłami udało nam się go odkopać pojechaliśmy na inny staw i fajne miejsce próbowaliśmy dojechać jak najbliżej miejscówki w pewnym momencie ford znów siadł w błocietym razem mnie daliśmy rady dróżką szli dwaj około 17-nasto letni "chłopcy"poprosiliśmy ich o pomoc oczywiście nam pomoglitato wbił wsteczny ja i marek byliśmy po środku maski a oni po bokachpierwsza próba sił nie udanaza drugim razem było troszkę lepiejza trzecim razem fura wyszła i sporo odjechaliśmy od miejsca przychodzimy na nasze miejsce widzimy tych kolesi a oni jak murzyni po polowaniucali z błota jeden to błoto z uszu i nosa wyciągał drugi mył się w stawie gdzie woda brudniejsza niż onale było się z czego pośmiaćpozdrawiam  (2010/11/23 20:57)

wedkarz90


Zapraszam do przeczytania moich wisów na blogu!!!! (2010/11/23 22:11)

poldek1952


Tak tak, haczyk wbity w miejsce które służy do siedzenia,kąpiel w rzece po " soczystym zacięciu " i temu podobne przypadki udało mi się zaliczyć chadzając z wędką.Ale najśmieszniejsza rzecz przytrafiła mi się na Wiśle.Byłem na wypadzie nad Wisełką,żona zapowiedziała mi że muszę coś przywieżć na dowód,że byłem na rybach.Jak na złość trafiłem na kompletne bezrybie.W pewnym momencie jest długo oczekiwane branie na federa,zacinam i czuję że coś na haku wisi.Z trudem udaje mi się podciągnąć zdobycz do brzegu i w tym momencie widzę że na haku wisi całkiem w dobrym stanie sporych rozmiarów biustonosz.Chyba domyślacie się że do domu wróciłem bez trofeum.Pozdro. (2010/11/24 15:20)

bosman9090


żona chyba by Cię zabiła ;D haha (2010/11/24 17:32)

trebor123


Witam. Przeczytałem kilka opowiadań są super. Pewnie nie będę oryginalny ale miałem taką wpadkę że głowa boli...Wybraliśmy się z moim synem i ojcem ta spining. Po kilku dłuższych chwilach złapałem zaczep. Oczywiście każdy z nas próbuje uratować blachę...No więc i ja ratowałem ale bez rezultatu. Szarpałem i nic. Więc zapadła decyzja że czas urwać. Napiołem żyłkę i.... wirówka wyskoczyła z wody trafiając mnie w usta. Centralnie wbiła się. Do śmiechu mi nie było. Odciołem żyłkę od wolframu. Miałem dwa wyjścia albo jechać do szpitala ( pewnie by po padali ze śmiechu bo byłem raz z kuzynem który miał w nosie wbity hak z proteiną to wiem co się działo) albo wyjąć sobie sam. Ojciec i syn padali ze śmiechu na mój widok:-)Postanowiłem wyjąć kotwice. Uwierzcie ból był straszny. Wyrwałem sobie jakieś tkanki ( mięso?). Aż mam ciarki jak to pisze...Ale wiem teraz co czuje ryba. pozdrawiam. (2010/11/24 20:19)

ala


Miałem taki jeden wyjazd że płakałem ze śmiechu pół nocy.Pewnego letniego wekendu wyjechaliśmy na nocke na ryby.Byłismy w pięciosobowej ekipie w sumie zazwyczaj razem jeżdzimy.Jeżdzi z nami taki gostek ,kawał chłopa 150 kilo wagi i nazywamy go misiek,bardzo fajny zabawny gośc,ma tylko pecha troche ,bo nigdy zazwyczaj jak jedzie z nami nic mu nie bierze.No i siedzimy.Wedki zarzucone,gril sie pali,ognisko,wódka sie leje i jest wesoło.Godzina około 24 zero brań,ale kto by sie przejmował jak jest atmosfera.Nagle jeden sygnalizator zaczyna wyc jak wsciekły ,patrzymy i ku naszemu zdziwieniu to sygnalizator miska.Ten sparaliżowany ze zdziwienia że to jego i siedzi i nie może uwieżyc że to jego.To krzyczymy MIsiek dawaj ,masz branie..misiek ma już w czubie sporo i sie zrywa z siedzenia.Zanim sie podniósł to juz mineło z 3 minuty,ale start jak wstał miał taki jak BEN JOnson ...najpierw wpadł na grila ,po tem wpadł do ogniska ,płonący przewrócił wszystkie stoliki i jak pochodnia wystartował do wędek.Przewrócił 4 wędki ale trafił na swoja i zaciął.Na kiju wisiało cos sporego to z przerażenian weszedł do wody i wleciał w szlify razem z wędką.Coś tam krzyczał,ale wszyscy popłakani ze smiechu nie byli w stanie podjąc współpracy.Ze szlifów musielismy go wyciągac a na kiju miał suma 80 cm.O 1 w nocy misiek i sum byli na brzegu a zabawa trwała jeszcze całą noc i dzien.Trzeba by to widziec..masakra

usmialam sie do lez-przesmieszna przygoda! (2010/11/24 20:41)

jacenty75


Tak tak, haczyk wbity w miejsce które służy do siedzenia,kąpiel w rzece po " soczystym zacięciu " i temu podobne przypadki udało mi się zaliczyć chadzając z wędką.Ale najśmieszniejsza rzecz przytrafiła mi się na Wiśle.Byłem na wypadzie nad Wisełką,żona zapowiedziała mi że muszę coś przywieżć na dowód,że byłem na rybach.Jak na złość trafiłem na kompletne bezrybie.W pewnym momencie jest długo oczekiwane branie na federa,zacinam i czuję że coś na haku wisi.Z trudem udaje mi się podciągnąć zdobycz do brzegu i w tym momencie widzę że na haku wisi całkiem w dobrym stanie sporych rozmiarów biustonosz.Chyba domyślacie się że do domu wróciłem bez trofeum.Pozdro.


Dobrze, że nie była to prezerwatywa bo w naszej kochanej Wiśle takich gadżetów nie brakuje.

Pozdrowienia dla Ciebie i małżonki.

(2010/11/25 10:00)

GBH


To były zawody spinningowe z łódek kilka lat temu. Dolosowany do mnie wędkarz pod koniec tury założył dość grubą wahadłówkę (chyba Alga 3) i ją spinningować. Wiatr wiał coraz silniejszy i blacha latała gdzie chciała z wyjątkiem zamierzonego miejsca. W pewnym momencie:

wędkarz krzyczy: -siedzi!!!

ja: dać podbierak?

wędkarz: nie... zmęczę ją trochę... ale chodzi!!!

po chwili wędkarz drze się: ku...a gości oddawaj mi moją blachę!!!!

Ja patrzę w kierunku, w którym wskazuje ręka wściekającego się współtowarzysza, a tam w odległości kilkunastu metrów widzę taki obrazek: utrzymujący się na wodzie miłośnik windsurfingu usiłuje wdrapać się na deskę, ale nie pozwala mu na to.. blacha zaczepiona kotwicami za piankowe ubranko (na plecach) biedaka. Hamulec gra, towarzysz równo opier... surfera, że "na ch... tak blisko podpływa i płoszy ryby" :-),  ja już nie moge ze śmiechu..., a widzący całą akcję wędkarz na brzegu leży w trawie i rży :-).

Finał był taki, że surfer wypiął blachę i zawinął się razem z deską i ze zwiędniętymi od bluzg mego współtowarzysza uszami :-)

(2010/11/25 10:35)

splawik 112233


Witam ja wybrałem się kiedyś z ojcem na rybki. W pewnym momęcie haczyk się o coś zaczepił nie chciał puścić więc postanowiłem zerwać żyłke lecz po zerwaniu w wodzie był jeszcze spławik i stoper. Po zerwaniu zaczep wypuścił haczyk i pływał wraz ze spławikem po wodzie a że to było latem postanowiłem wskoczyć do wody gdy dopłynąłem wyciągam rękę i nagle spławik robi odjazd no to ja za nim po jakichś 20m łapie go i holuje do brzegu czuje że coś jest zaczepione wszedłem na pomost i wyciągam żyłkę a ojciec kręci filmik okazuje się że na haczyku wisi piękny pół kilogramowy karaś. Troche się pośmialiśmy zrobiliśmy sesje i rybka wróciła do wody. Pozdro!!!

(2010/11/26 20:02)

ijek


Witam. Przeczytałem kilka opowiadań są super. Pewnie nie będę oryginalny ale miałem taką wpadkę że głowa boli...Wybraliśmy się z moim synem i ojcem ta spining. Po kilku dłuższych chwilach złapałem zaczep. Oczywiście każdy z nas próbuje uratować blachę...No więc i ja ratowałem ale bez rezultatu. Szarpałem i nic. Więc zapadła decyzja że czas urwać. Napiołem żyłkę i.... wirówka wyskoczyła z wody trafiając mnie w usta. Centralnie wbiła się. Do śmiechu mi nie było. Odciołem żyłkę od wolframu. Miałem dwa wyjścia albo jechać do szpitala ( pewnie by po padali ze śmiechu bo byłem raz z kuzynem który miał w nosie wbity hak z proteiną to wiem co się działo) albo wyjąć sobie sam. Ojciec i syn padali ze śmiechu na mój widok:-)Postanowiłem wyjąć kotwice. Uwierzcie ból był straszny. Wyrwałem sobie jakieś tkanki ( mięso?). Aż mam ciarki jak to pisze...Ale wiem teraz co czuje ryba. pozdrawiam.


miałem to samo tylko że byłem z kolegą i wbił mi sie hak od gumki przeszedł na wylot wbił sie od zewnątrz a wyszedł wewnątrz ust napoczatku sie śmialem z kolegą ale póżniej gdy nie mogłem wyjac zaczeło bolec i zdałem sobie sprawe jak to boli mnie i ryby :D jakoś udało się wyjać kleszczykami (2010/11/26 22:57)

mizerny


Czytając te wszystkie śmieszne i mniej śmieszne opowieści ( przygody wędkarskie) przypomniała i mi się jedna. Z tego co pamiętam wybrałem się latem z kolegami ,, karpiarzami;na typową zasiadkę na karpia. Wczesna pora ranna, zestawy zarzucone, my zadowoleni i jak to bywa że najlepszym tematem na rybach jest oczywiście temat o ,,rybach'' więc rozmawiamy i żartujemy, nagle słychać u kolegi sygnalizator, o jest branie !!!!  Zadowolony kolega zacina śmiejąc się przy tym że jest ,,wspaniały okaz'', już po wędce widać że nie mała sztuka, wedka się ugina jak banan  po jakimś czasie holu, są niesamowite odjazdy a ryby nie widać???? Co jest? Patrzymy jeden na drugiego jak dwa baranki ze zdumieniem, dopiero gdzieś koło 15, 10 metrów od pomostu wyłania się nasz ,,wspaniały okaz'' jest to ...... Perkoz samiec (uwzględniając po upierzeniu), biedny zaczepił się o ,pojdę'' wyjadając nam zanętę - (a jakim cudem'' to do dzisiejszego dnia nie wiemy ???)ale to była najśmieszniejsza przygoda wędkarska jaką pamiętam, śmiechu i humoru nie brakowało z podebraniem tego ,,wspaniałego okaza'' ale jakoś udało się i nasz ,,wspaniały okaz Perkoz'' został wypuszczony na wolność.......Pozdrowienia dla wszystkich miłośników wędkarstwa:):)  (2010/11/29 11:42)

wedkarz2309


Osobiście kilka przygód pamiętam i coś tam opiszę...:)
Śmiechu było sporo, ale mogło się to skończyć zdecydowanie gorzej, niż śmierć karasia...
Na szczęście skończyło się, jak się skończyło...:)

 

Przygoda miała miejsce 5-6 lat temu.
Jestem z dwoma kolegami na Odrze w porcie i łowimy na spławiki...:)
Był to nasz pierwszy wspólny wypad nad Odrę...:)
Siedzimy pod mostem, biorą małe krąpie, złowiliśy ich sporo, mi się udało złowić wówczas życiówkę bolenia, który miał całe 31 cm...:)
Rybka przestała brać, więc jeden z kolegów przerobił kijek na żywcówkę, założył karasia, zrobił zamach i... AAA...!!!
Okazało się, że zestaw z impetem napotkał po drodze na moją głowę, a dokładniej, to na okolice skroni...
Przy tym zderzeniu cały zestaw się rozsypał, oliwka z bojką poszybowały daleko do wody, a karaś z kotwicą wylądował w strefie przybrzeżnej...
Szkoda tylko, że biedak nie przeżył "czołówki"...:)

Szczęściem było to, że nie dostałem kotwicą lub oliwką...:)

(2010/12/02 10:12)

wedkarz90


Znam tą historie Mariusz ja miałem nieco gorzej bo mi się wbiła kotwica.
Jednak wędkarstwo to ekstremalny sport ;)



Pozdrawiam!!!!! (2010/12/02 11:57)

użytkownik27896


Świetny temat panowie naprawdę a wpis kolegi perwera to masakra, prawie się herbatą udławiłem. Ja też podzielę się z wami moimi przejściami na rybach: Wybrałem się kiedyś z kumplami na stawy prywatne, oni jeździli tam często ale ja byłem z nimi pierwszy raz. Wrześniowy poranek zimno jak cholera więc wzięliśmy ze sobą flaszkę, wędki zarzucone a my siedzimy sobie przy tej flaszeczce. Dodam jeszcze że do przepicia mieliśmy tylko termos gorącej herbaty, nigdy więcej nie będę przepijał gorącą herbatą to było coś strasznego! Ale wróćmy do tematu, w pewnym momencie zauważyłem na spławiku bramie i w bieg, energiczne zacięcie a tu niespodzianka podczas zacięcia połamałem sobie fajke a ta przykleiła mi się obok nosa. Wędki przecież nie puszcze wiec więc dmucham może się odlepi ale gdzie tam a szczypie strasznie, w końcu szybki rich ręką i ulga, kumple to myślałem że do wody powpadają ze śmiechu! Przez pół roku miałem ślad na twarzy, co do rybki to wyciągnąłem wtedy całkiem fajnego karpia i jeszcze jedno teraz już nie palę!!! (2010/12/02 14:36)

tomiczek22


Moja historia z żywcem była podobna jak u Mariusza,  tyle tylko że nikogo nie zaczepiłem nikogo. 

Grunt trochę większy... za placami skrzynka... wyrzut... i bach!! Skrzynia stoczyła się ze stromego brzegu do wody :D Dziwne że kij się nie połamał albo żyłka nie pękła. Dobrze chociaż że było przy brzegu ze 50 cm wody to udało mi się wszystko pozbierać .



 Bywały inne sytuacje ... nie moje a ludzi łowiących nieopodal :D

Nic nie brało i dwóch kolegów przysypiało po nocce. Gdy jeden zasnął, drugi przyczepił do haczyka kolegi jednorazowkę. Gdy się zwijali do domu kolega z workiem na kiju drze się że ma rybę życia... Prawie do wody ze śmiechu nie wpadłem :D Kiedy przy brzegu zobaczył jednorazówkę prawie się popłakał ze złości a my ze śmiechu :D



 Słyszałem też historie nad wodą...


Dwóch wędkarzy siedzi nad wodą... wspólny wypad. Obaj łowią na żywca. Jeden z nich idzie załatwić swoje potrzeby w krzaki. Jego kompan zwinął zestaw  założył na kotwiczkę drugiego okonika. I siup... do wody . Spławik odjeżdża... Z krzaków przybiega kolega i zacina... Jakaż była jego mina... bezcenna :D (2010/12/02 20:14)

tomiczek22


ehhh sory za drobne błędy (2010/12/02 20:15)