Mrożone kule zanętowe

/ 11 odpowiedzi
Ostatnio będąc na rybach na zbiorniku zaporowym z wielkim zdumieniem obserwowałem jak jeden z wędkarzy zaledwie kilkanaście metrów ode mnie ciągnął leszcza za leszczem. Inni wraz ze mną złowili po jednej, góra dwie sztuki, a on z piętnaście. Co się okazało... codziennie wieczorem wrzucał zamarznięte kule zanętowe w swoje łowisko. Przychodził po południu następnego dnia i miał idealnie zanęcone łowisko. Kule bowiem rozmarzały w zimnej wodzie bardzo długo i ciągle pracowały. Niezły patent. Pozdrawiam

lizak


ciekawy pomysł (2010/04/26 19:24)

Fragles


Nie jestem pewny, ale zamrożona zanęta bez żadnego obciążenia po wrzuceniu do wody nie utonie. Tylko będzie pływała po wierzchu,trzeba by to wypróbować w domu. (2010/04/26 20:55)

u?ytkownik34525


metoda stara jak świat tylko tak jak kolega mówi zamrożone wypłyną ...sprawę załatwia żwir,tak dociążone kule po zamrożeniu nie będą wypływać (2010/04/26 22:12)

DZIUBEKUE


Jak będziesz nęcił codziennie o tej samej porze w jednym miejscu to i Ty na łapiesz .

Pozdrawiam.

(2010/04/27 20:08)

linek69


kiedyś próbowałem tej metody z zamrożonymi kulami zanętowymi do środka kuli wkładałem niewielki kamień i trochę żwiru do zanęty--fajny sposób może wrócę do tej metody,ale trzeba mieć sporo czasu aby często nęcić w ten sposób.Mam kumpla który mieszka dad jeziorem on ma jeszcze inną metodę zanętę pakuje do specjalnej siateczki z malutkimi oczkami zanim ryby się do niej zabiorą muszą się trochę natrudzić ,siatka jest wrzucana na długiej lince i co dzień wymienia w niej zanętę.Ma swój pomostek i dosłownie roi się tam od pięknych leszczy płoci czasami linów i karpi,to dobry sposób jeśli się mieszka nad wodą i co dzień można podnęcić łowisko (2010/04/29 23:27)

u?ytkownik28954


ja tak czasami robie tylko że nie mieszam zanęty z żadnym żwirem tylko daje w srodek jeden kamyk i kula idzie na dno bez problemu. Tzn ogólnie to jesli tak robie to tylko z ziemniakami. pozdrawiam. (2010/04/29 23:36)

DARO2165


koledzy owszem kule mrożone są dobre , do tego żwir i pocięte rosówy. (2010/04/30 22:53)

libertyn83


   Na mrożenie zanety wpadłem przypadkiem, gdy nagła burza zgoniła mnie z łowiska (czekałem jeszcze w aucie, licząc, że przejdzie bokiem, ale gdy pierwszy dach we wsi zaczął się palić, stwierdziłem że to warunki -nawet dla wędkarza-mało komfortowe i zostałem z 15l wiadrem świeżej zanęty). Zrobiłem z niej kule wielkości pomarańczy i "opanierowałem" w atraktorze, a potem wrzuciłem do zamrażarki. Nawet sie nie spodziewałem, że mrożenie okaże się najlepszym patentem na moją najwiekszą bolączkę - przyłowy drobnicy. Do zanęty dodaję dużo grubych ziaren - kukurydza, pszenica itp. Mrożenie sprawia, ze mogę rzucić kulą bardzo daleko (ze względu na lepsze efekty przy połowach dalej od brzegu łowię ciężko, na feeder), a nie rozpadnie mi się ona w locie (co często się zdarza przy dużej ilości grubych ziaren). Ale najważniejsza sprawa to selektywnośc zanęty - przy tradycyjnych kulach, słup zanetowy wabi mnóstwo płotek, krąpi i innego drobiazgu, powodującego obgryzanie przynęty i fałszywe brania oraz niechciane przyłowy (jazgarz). W mrożonych kulach zanęta jest uwalniana stopniowo, działa a zasadzie przerośniętego "bułgara", czy sprężyny. Kule są ochoczo objadane przez leszcze. Odkąd zacząłem tak nęcić, brania drobiazgu się skończyły, a sierpniowo-wrześniowe nocki zacząłem kończyć z 5-10 leszczami powyżej 1,5kg. bez szarpania się po nocy z łapczywymi jazgarami i okoniami 8cm. Oczywiście na początku łowienia wrzucam kilka (3-5) kul zwykłych, "sygnałowych",ok. 18.00, i ładuję koszyki, ale tuż przed zmrokiem w wodzie ląduje 10-15 mrożonek. Brania mam zazwyczaj od 23.30 do 1.00. Potem ustają, wrzucam kolejne 10 mrożonek i od 3.30 do 8.00 twa właściwe łowienie (jak nie zaśpię;)). Wtedy dwa feederki to często za dużo jak na jednego wędkarza - wchodzi stado i trzeba się naskakać od kija do kija, wszystko się plącze, jeden pies wywraca skrzynkę ze sprzętem, drugi włazi cały w błocie do nagrzanego śpiworu, haczyk wbija się w siatrę podbieraka, komar siada na czole i do tego chce się sikać... Łowię w jeziorze gł.śr. 2,5m, max 9m, 60 ha. Oprócz spinningu, koncentruję się od 16 lat prawie wyłącznie na leszczu (feeder). Ryba w 90% wraca do wody. Łowię dosyć grubo jak na jezioro-dwa wędziska ok. 30-80 gr. i 40-120 gr. koszyki 25-40 gr., otwarte na rurce, hak mustad cienki 4-6 na krótkim trzonku, żyłka 0,24, przypon 0,18, 6 ziaren kukurydzy lub kombinacja z kawałkiem rosówki, czerwonymi lub 12 białymi na patencie przypominającum włos (agrafka do białych na cienkim druciku do mocowania na oczku haka). Sygnalizacja małpka ze świetlikiem, elektronika albo drgająca ze świetlikiem- w zal. od warunków. Zachęcam do mrożonek i innych eksperymentów - czasem efekty potrafią zaskoczyć!

 

(2013/01/28 16:30)

arturoML


Od wielu lat mroze krew aby wabic sumy czyli;kupuje w rzezni krew z wieprzka 2-3 litry dodaje soli, roznych smrodkow na suma i to mrozena jeziora i porty w mniejszych porcjach i dodaje do kazdej porcji naturalny kamien bo inaczej lubi wyplynac a na rzeki mroze w calosci i taka duza bryle matuje w starym podbieraku wiaze sznurem 3-5m (plus kamol) i w wode ciagna do twgo z kilku kilometrowdobrze jest to powtorzyc pzez 2-3 dni a pozniej nie wiem jak to opisac ale rece przy samym tylku odpadaja (2013/01/28 18:48)

przemo1980


   Na mrożenie zanety wpadłem przypadkiem, gdy nagła burza zgoniła mnie z łowiska (czekałem jeszcze w aucie, licząc, że przejdzie bokiem, ale gdy pierwszy dach we wsi zaczął się palić, stwierdziłem że to warunki -nawet dla wędkarza-mało komfortowe i zostałem z 15l wiadrem świeżej zanęty). Zrobiłem z niej kule wielkości pomarańczy i "opanierowałem" w atraktorze, a potem wrzuciłem do zamrażarki. Nawet sie nie spodziewałem, że mrożenie okaże się najlepszym patentem na moją najwiekszą bolączkę - przyłowy drobnicy. Do zanęty dodaję dużo grubych ziaren - kukurydza, pszenica itp. Mrożenie sprawia, ze mogę rzucić kulą bardzo daleko (ze względu na lepsze efekty przy połowach dalej od brzegu łowię ciężko, na feeder), a nie rozpadnie mi się ona w locie (co często się zdarza przy dużej ilości grubych ziaren). Ale najważniejsza sprawa to selektywnośc zanęty - przy tradycyjnych kulach, słup zanetowy wabi mnóstwo płotek, krąpi i innego drobiazgu, powodującego obgryzanie przynęty i fałszywe brania oraz niechciane przyłowy (jazgarz). W mrożonych kulach zanęta jest uwalniana stopniowo, działa a zasadzie przerośniętego "bułgara", czy sprężyny. Kule są ochoczo objadane przez leszcze. Odkąd zacząłem tak nęcić, brania drobiazgu się skończyły, a sierpniowo-wrześniowe nocki zacząłem kończyć z 5-10 leszczami powyżej 1,5kg. bez szarpania się po nocy z łapczywymi jazgarami i okoniami 8cm. Oczywiście na początku łowienia wrzucam kilka (3-5) kul zwykłych, "sygnałowych",ok. 18.00, i ładuję koszyki, ale tuż przed zmrokiem w wodzie ląduje 10-15 mrożonek. Brania mam zazwyczaj od 23.30 do 1.00. Potem ustają, wrzucam kolejne 10 mrożonek i od 3.30 do 8.00 twa właściwe łowienie (jak nie zaśpię;)). Wtedy dwa feederki to często za dużo jak na jednego wędkarza - wchodzi stado i trzeba się naskakać od kija do kija, wszystko się plącze, jeden pies wywraca skrzynkę ze sprzętem, drugi włazi cały w błocie do nagrzanego śpiworu, haczyk wbija się w siatrę podbieraka, komar siada na czole i do tego chce się sikać... Łowię w jeziorze gł.śr. 2,5m, max 9m, 60 ha. Oprócz spinningu, koncentruję się od 16 lat prawie wyłącznie na leszczu (feeder). Ryba w 90% wraca do wody. Łowię dosyć grubo jak na jezioro-dwa wędziska ok. 30-80 gr. i 40-120 gr. koszyki 25-40 gr., otwarte na rurce, hak mustad cienki 4-6 na krótkim trzonku, żyłka 0,24, przypon 0,18, 6 ziaren kukurydzy lub kombinacja z kawałkiem rosówki, czerwonymi lub 12 białymi na patencie przypominającum włos (agrafka do białych na cienkim druciku do mocowania na oczku haka). Sygnalizacja małpka ze świetlikiem, elektronika albo drgająca ze świetlikiem- w zal. od warunków. Zachęcam do mrożonek i innych eksperymentów - czasem efekty potrafią zaskoczyć!

 
czy na łowisku masz ze sobą zamrażarkę ? Jak przetrzymujesz zamrożone kule do godziny 18.00 . Ba a nawet z tego co napisałeś to nęcisz zamrożonymi kulami w środku nocy... (2013/01/28 21:24)

libertyn83


Nocki zaczynam najwcześniej ok.18.00, a najczęściej ok. 21.30, po pracy, więc wyciągam głęboko zamrożone kule z zamrażarki, jadę nad wodę jakieś 15 min. i necę (trzeba im dać chwilę na odtajanie z wierzchu, bo trzymane w jednym worku zmrażają się w jedną bryłę i trzeba je na siłe odrywać) a potem zabieram się za organizowanie stanowiska. Co do przechowywania - są rózne patenty turystyczne, a kule trzymane razem, w opakowaniu termicznym trochę się mogą "rozłazić" na wierzchu, ale -nawet po kilku godzinach-w środku są dalej zwarte. Niektórych może odstraszać gliniasta, ciężka konsystencja rozmarzających kul, ale faktem jest że leszcze się nie przejmują i w nich ryją w najlepsze. Jeszcze kilka lat temu nikt by mnie nie przekonał do takiego nęcenia, zwłaszcza w wodzie stojącej - zawsze byłem zwolennikiem mocno napowietrzonej zanęty z dużą ilością platków owsianych i innych składników smużących, Taka zanętę rozrabiam trochę ją niedowilżając, wiertarką z końcówką do miksera kuchennego (robaki wrzucać PO rozrobieniu zanety!) - super napowietrza, widać po objętości. Po odstaniu godzinkę i "napiciu" się składników, sprawdzam lepkość i ew. powtarzam proces. Zanęta taka jest idealna do szuwarowego sławikowania, podobnie przygotowanej używałem z nie najgorszymi efektami na zawodach spławikowych. Przy gruntowych zasiadkach pakuję ją do koszyka, ale główne nęcenie zawsze jest grube i ciężkie - niestety moje leszcze wolą mrożonki, widać to po tym co im wycieka rano spod ogona po złowieniu. W przyszłym roku planuję wypróbować mrożenie ziaren kukurydzy w kostkach lodu, zeby nie tachać pontonu do wywózek a móc nęcić na większe odległości, niż zasięg procy samym ziarnem i bardziej punktowo. Co do mrożonek-nie przygotowuję ich specjalnie -czasem zwinę się ze stanowiska wcześniej i po prostu lepię kule z tego, co zostało, zanim się zepsuje. Nie zanęcam stanowiska "na później", bo nie chcę za kilka dni widzieć na miejscówce sterty śmieci po letnikach i smutnych resztek z moich "prosiaczków" porozrzucanych dookoła. Wyjątkiem jest, jak umawiam się z kumplem, że się zmieniamy na stanowisku w środku tygodnia - wtedy jeden nęci drugiemu. (2013/02/06 15:02)