Zaloguj się do konta

Mięsiarze - opinie

utworzono: 2012/05/11 10:24

Uwaga! Ten wątek został zablokowany - nie możesz odpowiadać na posty

z@mela

mięsiarz  to ten co wali  w łeb WSZYSTKO co ma łeb i ogon ale zgodnie z regulaminem poprostu zywemu nie przepusci  a ten co wali wszystko  do wiadra  nie zważając  na  RAPR to kłusownik
[2014-02-06 00:26]

JKarp

Jak co to definicję podrzucam :
"  Definicja "mięsiarza" jest bardzo prosta.
1. Mięsiarzowi zawsze muszą się zwrócić wszelkie opłaty, jakie wnosi łącznie z kosztami dojazdu do łowiska.

2. Mięsiarz nigdy nie odpuszcza, dopóki ryba bierze to będzie siedział na łowisku cały dzień i nie daj Bóg jak ktoś zająłby wcześniej jego miejsce ( i co za durnie wymyślili te limity i wymiary ochronne ! ).

3. Mięsiarzowi wszystko przeszkadza, krzewy, drzewa, trzcina i inna roślinność nadwodna, ptaki, które wyławiają "jego opłacone" ryby, a najbardziej koledzy wędkarze, którym ryba bierze, a jemu przez pół dnia nawet nie "pykło".

4. Mięsiarz nigdy nie może doczekać się otwarcia łowiska po zarybieniu. Przybywa na łowisko od kilku do nawet kilkunastu godzin wcześniej i czeka przy wcześniej upatrzonym stanowisku, aby czasami nikt mu go wcześniej nie zajął. 

5. Mięsiarz niezadowolony z pobytu na łowisku, (bo nic nie złowił, a przecież mu się należy) , przeszkadzają cudze śmieci , a zastawia po sobie wszystkie śmieci, jakie przywiózł na całodzienną wyprawę. 

6. Dla mięsiarza najgłupszym wędkarzem jest taki, co na ryby jeździ dla relaksu, dla którego nie jest ważne czy dzisiaj coś złowi czy nie, ale to, że przyjemnie spędzi czas na wodą korzystając z uroków przyrody. Ale tacy wędkarze są wręcz przez niego uwielbiani, bo przecież dzięki nim dla mięsiarza zostaje więcej ryb."

JK [2014-02-06 06:40]

tonyrebeliant1

Wciaz pojawiaja sie opinie jakie to rybki zdrowe... Mam kolege ,biologa ,ichtiologa,ktory z ramienia najwiekszej w Europie instytucji,przeprowadzal badania ryb pochodzacych z Baltyku i najwiekszych dorzeczy w Polsce. Ryby z Bałtyku spozywane wiecej niz jeden raz w tygodniu sa grozne dla organizmu czlowieka. Zwlaszcza przez zawartosc rteci. A jedzenie np watroby z dorsza jest szczytem glupoty,bo tam sie rtec akumuluje. Dotyczy to takze ryb slodkowodnych. Bałtyk jest sciekiem,sciekami sa tez wieksze rzeki wpadajace do Baltyku. Akumulatorami trucizn sa zbiorniki zaporowe. To ze wyeliminowano czesc zanieczyszczen stalych ze sciekow to nie znaczy,ze przestaly byc one sciekami. Najlepszym przykladem jest oczyszczalnia sciekow w Stykowie nad zalewem w Brodach. Wpuszczenie "oczyszczonych" sciekow przyczynilo sie do zarastania zbiornika,zmniejszenia ilosci ryb,o walorach smakowych nie wspomne. Ktos powie,ze przeciez ryby sa badane. To prawda sa. Ale badaniami da sie sterowac i uzyskac wyniki jakich na ten czas potrzeba. Zawsze tak bylo i dalej tak jest. Wystarczy pozyskac probki dorsza po jesiennych sztormach,kiedy dorsze ciagna z Morza Polnocnego na Baltyk i juz mamy czysciutkie zdrowiutkie rybki. Ten sam problem dotyczy srodladzia. Definicje zawsze da sie nagiac. Kto mial stycznosc z wynikami takich badan,ten wie. Spozywanie ryb slodkowodnych, wiecej niz dwa razy w tygodniu szkodzi. Ale zagorzalego konsumenta i tak sie nie przekona.Najgorzej,ze pcha ten syf spalony na oleju na patelni w paszcze swojego potomka i mysli jaki to genialny jest. Smacznego [2014-02-06 06:54]

Poznałem raz mięsiarza, który chwalił się, że ze stawiku wyciągnął na jedenj zasiadce ok. 300 karasi. Wszystkie przemielił i przerobił na kotlety, ponoć cała rodzina jadła to bez przerwy przez kilka tygodni. Ciekawe, ile oni nakumulowali  ;) (ok, stawik nie musiał być zanieczyszczony). W Szwecji ogromnym problemem są metale ciężkie w rybach, z kolei we Francji "szaleje" PCB i ryby z wielu cieków są mocno niewskazane np. dla dzieci czy kobiet w ciąży. Najmniej zdrowe są oczywiście węgorze i tłuste karpiowate. Ogólnie - smacznego!  ;)
[2014-02-06 07:44]

pawelz

Wciaz pojawiaja sie opinie jakie to rybki zdrowe... Mam kolege ,biologa ,ichtiologa,ktory z ramienia najwiekszej w Europie instytucji,przeprowadzal badania ryb pochodzacych z Baltyku i najwiekszych dorzeczy w Polsce. Ryby z Bałtyku spozywane wiecej niz jeden raz w tygodniu sa grozne dla organizmu czlowieka. Zwlaszcza przez zawartosc rteci. A jedzenie np watroby z dorsza jest szczytem glupoty,bo tam sie rtec akumuluje. Dotyczy to takze ryb slodkowodnych. Bałtyk jest sciekiem,sciekami sa tez wieksze rzeki wpadajace do Baltyku. Akumulatorami trucizn sa zbiorniki zaporowe. To ze wyeliminowano czesc zanieczyszczen stalych ze sciekow to nie znaczy,ze przestaly byc one sciekami. Najlepszym przykladem jest oczyszczalnia sciekow w Stykowie nad zalewem w Brodach. Wpuszczenie "oczyszczonych" sciekow przyczynilo sie do zarastania zbiornika,zmniejszenia ilosci ryb,o walorach smakowych nie wspomne. Ktos powie,ze przeciez ryby sa badane. To prawda sa. Ale badaniami da sie sterowac i uzyskac wyniki jakich na ten czas potrzeba. Zawsze tak bylo i dalej tak jest. Wystarczy pozyskac probki dorsza po jesiennych sztormach,kiedy dorsze ciagna z Morza Polnocnego na Baltyk i juz mamy czysciutkie zdrowiutkie rybki. Ten sam problem dotyczy srodladzia. Definicje zawsze da sie nagiac. Kto mial stycznosc z wynikami takich badan,ten wie. Spozywanie ryb slodkowodnych, wiecej niz dwa razy w tygodniu szkodzi. Ale zagorzalego konsumenta i tak sie nie przekona.Najgorzej,ze pcha ten syf spalony na oleju na patelni w paszcze swojego potomka i mysli jaki to genialny jest. Smacznego

Bardzo dobry tekst. Kiedyś zwróciłem uwagę na to samo na tym forum. Kilka lat temu pojawiło się opracowanie jakiegoś polskiego profesora na temat zawartości wszelkiego syfu w rybach żyjących w wodach śródlądowych. Masakra. Tablica mendelejewa. Ale oczywiście przez wyznawców rybiej diety zostałem wyśmiany. Zastanawiam się jakie argumenty mogłyby przekonać tych ludzi skoro badania naukowe są wg nich nic niewarte. I dalej co druga osoba łowiąca ryby twierdzi jakie to zdrowe pożywienie. I najśmieszniejsze było to, że wielu podawało jako powód zabierania ryb nie walory smakowe i kulinarne ale chęć uzupełnienia jakichś potasów i tym podobnych pierwiastków w organizmie.

A wracając do definicji mięsiarza. Bardzo dobrze napisał kol. z@mela. Mięsiarz to wędkarz łowiący zgodnie z regulaminem i walący w łeb bez względu na okoliczności. A ten co wali wszystko i zawsze to po prostu kłusownik. I nie o nich tu powinniśmy dyskutować.
Dla mnie niestety mięsiarzem będzie też ten, który z małej rzeczki zabierze 1-2 lipienie czy pstrągi. Zabranie tych ryb to śmierć dla rzeki, jeśli postąpi tak każdy. I nie widzę racjonalnego uzasadnienia dla takiego postępowania. Natomiast jak ktoś zabierze i 2 szczupaki tygodniowo z jeziora czy rzeki w której populacja jest tak duża, że nie wyrządzimy takim zachowaniem większych szkód, nie powiem złego słowa na taką osobę. Ale nad wodę trzeba też jeździć z głową a nie tylko wędkami i czasami warto zastanowić się nad konsekwencjami naszego zachowania. Czy np warto zabić być może jednego z ostatnich szczupaków w danym łowisku.
Jeśli ktoś sobie powie że to olewa i walnie go w łeb, to będzie dla mnie mięsiarzem choćby to był jedyny jego szczupak w roku.
[2014-02-06 08:28]

szymek84

każda historia ma swoje dno napisałem kiedyś już ze ludzie biorą takie maluchy i powie ze zajebisty patelniak każdy bierze ryby jedni więcej drudzy mniej , jedni wypuszczą po sweet foci ,inni gadają jacy są zajebiści a i tak robią swoje faktem jest to ze ludzie biorą ryby i będą brali a do tego niewymiarowe i tu jest ból w Polskim społeczeństwie brac ile jest a potem płacz i lament ze niema

pozdrawiam

[2014-02-06 09:34]

Woa-VooDoo

Najpierw trzeba określić kto jest tym powszechnie opluwanym "mięsiarzem".Może Koledzy określą?

Słuszne stwierdzenie. Bo według obecnych tu gimbusów i spaczonych "srowców", nie mylić z normalnymi zwolennikami NK, każdy kto zabije choć jedną rybę. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie czytając różne tematy dot. NK i "mięsiarzy".

Moim zdaniem mięsiarzem jest ktoś kto wali KAŻDĄ rybę w łeb, niezależnie od wielkości czy okresu. Generalnie zabiera wszystko co ma łeb i ogon nie respektując prawa. Odpowiada tak definicja?


To już jest kłusownik. [2014-02-06 10:55]

Bernard51

Ale zagorzalego konsumenta i tak sie nie przekona.Najgorzej,ze pcha ten syf spalony na oleju na patelni w paszcze swojego potomka i mysli jaki to genialny jest. Smacznego

Tak masz rację, ale to nie dotyczy tylko ryb bo na co dzień spożywamy warzywa, rzodkiew, seler, kalarepę, brokuły, kalafior, i wiele innych które posiadają też nie mniej ciężkich związków metali i niektóre gatunki grzybów, truskawki, czereśnie, wiśnie,lista jest dość długa, nawet jedząc kurczaki spożywamy antybiotyki które uodporniają nasz organizm na działanie lekarstw którę nam serwują lekarze nie mowiąc o innych skutkach ubocznych.
Kiedy się mniej wie to człowiek jest zdrowszy'"Psychika'"to taż odporność na choroby.
[2014-02-06 11:18]

zbyszek73

ja nieraz zabieram ale jakoś nie czuję się mięsiarzem
mięsiarz i śmieciarz to jedna nać 
[2014-02-06 11:24]

Glovvacz

Najpierw trzeba określić kto jest tym powszechnie opluwanym "mięsiarzem".Może Koledzy określą?

Słuszne stwierdzenie. Bo według obecnych tu gimbusów i spaczonych "srowców", nie mylić z normalnymi zwolennikami NK, każdy kto zabije choć jedną rybę. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie czytając różne tematy dot. NK i "mięsiarzy".

Moim zdaniem mięsiarzem jest ktoś kto wali KAŻDĄ rybę w łeb, niezależnie od wielkości czy okresu. Generalnie zabiera wszystko co ma łeb i ogon nie respektując prawa. Odpowiada tak definicja?




Skoro taka osoba to dla ciebie jest mięsiarz to boje się spytać kim jest kłusownik....

Mięsiarz moim zdaniem to osoba ,która zabiera każdą wymiarową rybę z łowiska i nie liczy się to ,że już mu się zamrażarka nie zamyka to rozda rodzinie, i nawet jak przestrzega limity dzienne i przestrzega RAPR to spędza większość swojego wolnego czasu nad wodą to nawet limity dzienne nie pomogą w pustoszeniu łowiska.

Najbardziej smutne jest to jak się widzi zdjęcia jak ja to mówię "pomników przyrody" czyli ryb bardzo starych które lądują na patelniach. Aż się wierzyć nie chce ,że ktoś potrafi zabić 40 letnią rybę beż żadnych skrupułów.
(brak górnego ochronnego wymiaru)
co mnie bardzo dziwi i nie potrafię zrozumieć dlaczego.

[2014-02-06 11:50]

Najpierw trzeba określić kto jest tym powszechnie opluwanym "mięsiarzem".Może Koledzy określą?

Słuszne stwierdzenie. Bo według obecnych tu gimbusów i spaczonych "srowców", nie mylić z normalnymi zwolennikami NK, każdy kto zabije choć jedną rybę. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie czytając różne tematy dot. NK i "mięsiarzy".

Moim zdaniem mięsiarzem jest ktoś kto wali KAŻDĄ rybę w łeb, niezależnie od wielkości czy okresu. Generalnie zabiera wszystko co ma łeb i ogon nie respektując prawa. Odpowiada tak definicja?




Skoro taka osoba to dla ciebie jest mięsiarz to boje się spytać kim jest kłusownik....

Mięsiarz moim zdaniem to osoba ,która zabiera każdą wymiarową rybę z łowiska i nie liczy się to ,że już mu się zamrażarka nie zamyka to rozda rodzinie, i nawet jak przestrzega limity dzienne i przestrzega RAPR to spędza większość swojego wolnego czasu nad wodą to nawet limity dzienne nie pomogą w pustoszeniu łowiska.

Najbardziej smutne jest to jak się widzi zdjęcia jak ja to mówię "pomników przyrody" czyli ryb bardzo starych które lądują na patelniach. Aż się wierzyć nie chce ,że ktoś potrafi zabić 40 letnią rybę beż żadnych skrupułów.
(brak górnego ochronnego wymiaru)
co mnie bardzo dziwi i nie potrafię zrozumieć dlaczego.

W pełni popieram zdanie Kolegi ale jeszcze wiele wody musi upłynąć zanim wszyscy to zrozumieją.

[2014-02-06 12:30]

notaki

Jak co to definicję podrzucam :
"  Definicja "mięsiarza" jest bardzo prosta.
1. Mięsiarzowi zawsze muszą się zwrócić wszelkie opłaty, jakie wnosi łącznie z kosztami dojazdu do łowiska.

2. Mięsiarz nigdy nie odpuszcza, dopóki ryba bierze to będzie siedział na łowisku cały dzień i nie daj Bóg jak ktoś zająłby wcześniej jego miejsce ( i co za durnie wymyślili te limity i wymiary ochronne ! ).

3. Mięsiarzowi wszystko przeszkadza, krzewy, drzewa, trzcina i inna roślinność nadwodna, ptaki, które wyławiają "jego opłacone" ryby, a najbardziej koledzy wędkarze, którym ryba bierze, a jemu przez pół dnia nawet nie "pykło".

4. Mięsiarz nigdy nie może doczekać się otwarcia łowiska po zarybieniu. Przybywa na łowisko od kilku do nawet kilkunastu godzin wcześniej i czeka przy wcześniej upatrzonym stanowisku, aby czasami nikt mu go wcześniej nie zajął. 

5. Mięsiarz niezadowolony z pobytu na łowisku, (bo nic nie złowił, a przecież mu się należy) , przeszkadzają cudze śmieci , a zastawia po sobie wszystkie śmieci, jakie przywiózł na całodzienną wyprawę. 

6. Dla mięsiarza najgłupszym wędkarzem jest taki, co na ryby jeździ dla relaksu, dla którego nie jest ważne czy dzisiaj coś złowi czy nie, ale to, że przyjemnie spędzi czas na wodą korzystając z uroków przyrody. Ale tacy wędkarze są wręcz przez niego uwielbiani, bo przecież dzięki nim dla mięsiarza zostaje więcej ryb."

JK


Powiem krótko: Brawo Janusz !! [2014-02-06 13:09]

JKarp

To nie ja - kiedyś gdzieś to znalazłem i od czasu do czasu jak zachodzi potrzeba wklejam na forum.Nawet nie pamiętam gdzie to znalazłem ale np na stronie : http://www.pzw.org.pl/walbrzych/wiadomosci/47476/60/definicja_quotmiesiarzaquot_jest_bardzo_prosta powołują się na chyba mój jakiś starszy wpis ;-)
JK [2014-02-06 13:32]

Mięsiarz to mięsiarz :) wędkarz który łowi dla mięsa, proste a że ma do tego prawo to inna sprawa.

Piotrek ale co to znaczy: dla mięsa? Chyba nie chcesz mi powiedzieć że mięsiarzem jest ktoś kto zabierze kilka-kilkanaście ryb w roku na setki uwolnionych? Ciesząc się przy tym samymi holami ryb a nie tylko perspektywą ciepłego obiadu...

PS. Siebie nie opisuję ani w tą ani w drugą stronę:)

Tomek dla mnie mięsiarz to wędkarz który łowi głównie dla mięsa, tak jak napisał Janusz karta musi sie zwrócić :), bierze zawsze albo bardzo często ryby i to w ilosciach których nie jest w stanie zjesc ... Ja bym chciał żeby wszyscy wszystkie ryby wypuszczali ale nie mam nic do ludzi którzy czasem coś tam sobie wezmą( ryba nie jest okazem, nie łamna regulaminu )  bo mają ochotę na świeżą rybkę, robią to po prostu w granicach rozsądku i jesli to jest na prawdę nie jakoś często:) ale jednoczesnie potrafią dla swojego zbiornika, w pewnych sytuacjach tez zrezygnowac  ze smacznej rybki mimo ze maja na nia cheć :)
[2014-02-06 17:27]

stahu89

Temat rzeka. A prawda jest taka, że jak PZW zarybiało by tak jak powinno to nie było by problemu z rybą, a raczej jej brakiem. A tak niestety jak często się słyszy o zarybieniach ale akwenów prywatnych ryb które miały iść na wody PZW.
Moim zdaniem czepianie sie "mięsiarzy" jest głupotą trzeba się wziąć za odnawianie populacji z naszych składek(które nie są małe), a nie zapychanie kieszenie działaczy i sponsorowanie ich wyjazdów, prywatnych akwenów.
[2014-02-06 18:13]

roman76

i tutaj się zgodzę ,z kolegą wyżej ,ponadto częstsze i rzetelne kontrole wyeliminowały by tych co mają coś na sumieniu ,a nie zaraz wieszać psy na tych co sobie wezmą parę kilo ryb w ciągu roku
[2014-02-06 18:25]

notaki

Spodobało mi się  w kilku ostatnich postach jedno stwierdzenie którę wyróżnię , bowiem w moim odczuciu oddaje ideę mięsiarstwa.
Mięsiarz to człowiek, który bierze więcej niż potrzebuje .

Chyba juz o tym pisałem... jako  młody człowiek miałem zaszczyt ( to słowo jest całkowicie świadome ) poznać nad moim Popradem człowieka, który nauczył mnie wszystkiego .
Staruszka mieszkającego obok rzeki , którego  niebywała znajomość wody, doświadczenie, a przede wszystkim filozofia wedkarstwa jest do dziś dla mnie wzorem niedoścignionym.
Otóż dziadek przychodził nad Poprad kilka razy w tygodniu , wyposazony w bambusowa wedkę  z ruską katuchą i łowił tam dokłądnie dwie ( !!!! ) ryby. Na kolację dla siebie i żony. I jesli trafiła mu sie duża brzana , drugiej ryby już nie brał.. albo ją wypuszczał jesli miał już jedną i łowił dalej czekając na coś mniejszego . .Jesli trafily się dwie male płotki mówił "trudno.. dziś  będzie dużo chleba a mało ryby". To byłu jego żelazne zasady.


Tak ku chwili refleksji napisałem,.
[2014-02-06 19:18]

TO jest temat ,, NIEKOŃCZĄCA SIE OPOWIEŚĆ" panowie w dobrym kierunku zmierzacie ale coś mi się zdaje że nie tedy droga , propagujecie wypuszczanie ryb no i dobrze ale większości wędkarzom w pewien sposób ubliżacie , powiedzcie ilu z was tak wrzeszczało jak rybacy zastawiali sieci , żaki , mieroże i tym podobne ile wtedy ukradli i sprzedali przed odstawieniem do powiedzmy PZW , czy który z was widział jak rybacy etatowi robią notatki co złowili , jaki gatunek i ilość? to jest żrudełko z którego czerpią zyski rybacy i panowie w garniturach , my płacimy składki ,  oni z tego zarybiają , później sprzedają i tak w koło  Macieju i kto tu jest mięsiarzem ? [2014-02-06 20:54]

jezior181179

to mam tez rozumiec ze mysliwi to tez miesiarze bo zabijaja?
[2014-02-07 22:13]

Zibi60

Jak to nazwać ?

„Według mnie najlepsza metoda na łowienie  okoni płoci leszczy  wzdręgi .Moja metoda to mormyszka łezka delikatny kiwok żyłka 0,10 zimowa i zwykła prosta wędka za ok.10zł i już można łowić.Mój dzisiejszy wynik to 42 sztuki 18 okoni i reszta płocie oprócz tego jeszcze wiele małych które wypuściłem.Łowię tą metodą wiele lat i sprawdza się co roku.Polecam zamiast ochotki czy pinki normalne białe robaki tylko jeden wystarczy z doświadczenia się przekonałem”

Mormyszki-mój sposób na łowienie

[2014-02-08 05:30]

Jak to nazwać ?


ludzką głupotą , mam dwóch sąsiadów starsi już goście , jak opowiadali jakie to ryby łowili kiedyś i jakie ilości to się w głowie nie mieści , teraz ciężko im złowić cokolwiek  . ZIBI ja osobiście nie narzekam na ryby , biało rybu nie zabieram a drapieżnikiem nie pogardzę , nigdy nie nazwałem nikogo mięsiarzem . Powiedz dlaczego przed monitorem jest krzyk a nad wodą spokój (to znaczy ja się z tym nie spotkałem ) tylko Dzień dobry , jak tam rybki , połamania kija i idzie koleś dalej
[2014-02-08 06:07]

Iras1975

Jak to nazwać ?


ludzką głupotą , mam dwóch sąsiadów starsi już goście , jak opowiadali jakie to ryby łowili kiedyś i jakie ilości to się w głowie nie mieści , teraz ciężko im złowić cokolwiek  . ZIBI ja osobiście nie narzekam na ryby , biało rybu nie zabieram a drapieżnikiem nie pogardzę , nigdy nie nazwałem nikogo mięsiarzem . Powiedz dlaczego przed monitorem jest krzyk a nad wodą spokój (to znaczy ja się z tym nie spotkałem ) tylko Dzień dobry , jak tam rybki , połamania kija i idzie koleś dalej


To zwykli tchórze tak pokrzykują :) w realu to by w ryja dostał od razu i po temacie.

Nawet nie ma sensu szerzej się rozpisywać tutaj, bo temat jest idiotyczny.

[2014-02-08 08:43]

szymek84

wszysko jest dla ludzi tylko z głową i szacunkiem [2014-02-08 09:18]

barrakuda81

Jak co to definicję podrzucam :
"  Definicja "mięsiarza" jest bardzo prosta.
1. Mięsiarzowi zawsze muszą się zwrócić wszelkie opłaty, jakie wnosi łącznie z kosztami dojazdu do łowiska.

2. Mięsiarz nigdy nie odpuszcza, dopóki ryba bierze to będzie siedział na łowisku cały dzień i nie daj Bóg jak ktoś zająłby wcześniej jego miejsce ( i co za durnie wymyślili te limity i wymiary ochronne ! ).

3. Mięsiarzowi wszystko przeszkadza, krzewy, drzewa, trzcina i inna roślinność nadwodna, ptaki, które wyławiają "jego opłacone" ryby, a najbardziej koledzy wędkarze, którym ryba bierze, a jemu przez pół dnia nawet nie "pykło".

4. Mięsiarz nigdy nie może doczekać się otwarcia łowiska po zarybieniu. Przybywa na łowisko od kilku do nawet kilkunastu godzin wcześniej i czeka przy wcześniej upatrzonym stanowisku, aby czasami nikt mu go wcześniej nie zajął. 

5. Mięsiarz niezadowolony z pobytu na łowisku, (bo nic nie złowił, a przecież mu się należy) , przeszkadzają cudze śmieci , a zastawia po sobie wszystkie śmieci, jakie przywiózł na całodzienną wyprawę. 


6. Dla mięsiarza najgłupszym wędkarzem jest taki, co na ryby jeździ dla relaksu, dla którego nie jest ważne czy dzisiaj coś złowi czy nie, ale to, że przyjemnie spędzi czas na wodą korzystając z uroków przyrody. Ale tacy wędkarze są wręcz przez niego uwielbiani, bo przecież dzięki nim dla mięsiarza zostaje więcej ryb."

JK

Dobre!Nic dodac,nic ując...Takie "karykatury" niestety wciąż się zdarzają.Może się mylę ale dla mnie to takie żywcem z głebokiego PRL-u wycięte wzorce zachowania choć nie wolno uogólniać bo na szczęście homo sapiens zawsze sie trafiali:-)Duzo zalezy od tego jaka postawa nad woda była danemu wędkarzowi zaszczepiona oraz kwestie odpowiedniego wychowania.C&R jest "modne" i wg mnie zasadne ale nazywanie mięsiarzem kazdego kto chocby czasem rybe zabierze w zgodzie z litera prawa byłoby dalece krzywdzace i nie na miejscu.Myślę ze definicja powyższa idealnie obrazuje "miesiarza":-)Mnie taka postawa trochę smieszy a trochę wrecz brzydzi...



[2014-02-08 10:31]

mulak1

Temat faktycznie, idiotyczny, kretyński  i chory. .Panowie,  mięsiarza wymyślili tacy wędkarze i działacze  , którzy nie mają czasu jechać na ryby a zazdroszczą innym,   że mają czas  i nieraz coś złapią i zabiorom  do domu ,{a co nie wolno, zabrać ryby z łowiska}----Ale pisać o pierdołach to Panowie macie czas..Współczuję i Pozdrawiam wszystkich, którzy nie mają czasu na wyjazd na ryby ..............Mulak1. [2014-02-08 10:47]