Metoda na grzybek

/ 122 odpowiedzi
użytkownik1805


To że mam zdjęcie z 10 kg szczupakiem wcale nie znaczy, że został zjedzony! Wręcz przeciwnie. Mam nadzieję że do dziś cieszy się dobrym zdrowiem. Halibut. Z głębokości ponad 100 metrów przy dość intensywnym holu ,nie może być wypuszczony,jak wiesz szybko zmieniające się ciśnienie właściwie go zabija. Wędkarze robiący sobie zdjecie z rybami i tak są w konfortowej sytuacji w porownaniu do mysliwych, nad pokotem zwierząt ustrzelonych podczas polowania. Tu nie ma żadnej alternatywy. Jak się wybierzesz na dużą rzekę to pewnie bolenia przechytrzysz. Na mojej pierwszej powaznej wyprawie z wujem nad Nidę był złowiony boleń na przepływankę, której dopiero uczyłem się. I to na pęczek białych robakow. Wujo nie mógł wyjść z podziwu nad moim szczęściem, aja nie wiedzialem jak nazwac tą dziwną rybę wyglądajacą na przerośniętą ukleję. (2009/09/03 01:22)

użytkownik695


Przecież ja nie pisałem o Panu - Mój Boże ! (2009/09/03 01:47)

użytkownik1805


Spojżyj prawdzie w oczy. Pisałeś! A mięsiarstwo nic nie zrobisz dopóki ludzie nie pojmą, że ryby to nie tylko mięso! Ale uwagę trzeba zwracać, tu masz rację. (2009/09/03 07:08)

jurek096


Witaj Longin,masz rację,łowilo się na grzybka kilkanaście lat temu i nie należała ta metoda do kłusownictwa.Zanikła po pojawieniu się sprężyn i koszyczków. Pozdrawiam. (2009/09/03 18:04)

użytkownik695


Jeśli chodzi o koszyczki zanętowe to niegdyś wędkarze borykający się z niedostatkiem sprzętu na sklepowych półkach i zdani na własną inwencję - robili koszyczki zanętowe ze ... sprytnie podkradzionych żonie lokówek ....... Myślę że w tym przypadku Pan Andrzej przyzna mi rację . Sam również , z różnym skutkiem łowiłem na takie patenty i zapewniam że przy odrobinie pomysłowości - zanętnik taki jest wcale skuteczny . (2009/09/03 23:01)

użytkownik1805


Tylko że ja wtedy podkradałem mamie. Działały tak samo jak współczesne koszyczki zanętowe.. Tylko trochę żal było taką lokówkę zerwać. (2009/09/04 08:57)

pisaq


Nie chce się "wciskać" między wódkę a zakąskę, ale czy nie chodzi o wałki do włosów? Słyszałem - widziałem, działało!
Używanie lokówki jako podajnika zanęty może być kłopotliwe, albowiem kabel zasilający może się plątać z przyponem :D (2009/09/04 10:51)

użytkownik1805


Aleś dociekliwy! Oczywiście wałki do włosów, tak to się chyba nazywa prawidłowo! (2009/09/04 12:22)

użytkownik695


Wałki do włosów często potocznie ( choć niezbyt prawidłowo ) nazywane są "lokówkami ".Wiedzą o tym nawet małe dzieci - toteż rozważania nasze są jak najbardziej zrozumiałe dla osób dorosłych biorących udział w dyskusji . Uwaga kolegi była trafna i słuszna choć w tym wypadku zupełnie niepotrzebna Pozdrawiam ! (2009/09/04 12:37)

użytkownik695


Najogólniej mówiąc - zestaw z jednym hakiem i łowienie przy użyciu wędki - jest całkowicie zgodne z regulaminem natomiast stosowanie 3 przyponów zakończonych hakiem ( lub co gorsza rybimi kośćmi tak jak w przypadku metody "na grzybka " o której wspomniałem ) - to wg mnie kłusownictwo . (2009/09/04 12:51)

użytkownik7463


Skoro zostały poruszone stare metody również nęcenia mam zatem pytanie. Czy ktoś z Was słyszał a może pamięta o takim sposobie: Wieszanie kawałków mięsa np martwe kury czy coś podobnego nad wodą aby mogły się w nich zalęgnąć białe robaki, które stopniowo powoli będą spadać do wody w jednym miejscu nęcąc ryby. (2009/09/04 21:28)

spines21


słyszałem-nigdy nie widziałem.
znajomi też slyszeli i też nie widzieli.
i nie czuli:)
myślę,że ptactwo by nie odpuściły,i inne zwierzątka by zeżarły:) (2009/09/04 21:34)

użytkownik695


Również słyszałem o tej starej i niezbyt finezyjnej metodzie nęcenia . W celu nęcenia ryb - zawiesza się na nawisie drzewa perforowany pojemnik bądź skrzynkę z martwą rybą lub innym rodzajem padliny . Larwy much żywiące się ową padliną ,wpadają do wody nęcąc ryby ... (2009/09/04 22:34)

użytkownik695


Jak słusznie zauważył Kol spines21 - całe szczęście że niezbyt często mamy okazję czuć zapach takiej zanęty .... (2009/09/04 22:37)

grzegorzk75


Dawno temu, będąc na Mazurach widziałem taką "zabawkę" nad niewielką rzeczką, której nazwy nie pamiętam. Na konarze zwisającym nad ową rzeczką wisiało coś na podobieństwo koszyka Wielkanocnego z pokaźnymi dziurami. Smród był nie do zniesienia, ale facet który wędkował pod tym czymś miał całkiem niezłe efekty. Próbowaliśmy z kolegą tej metody nad Wisłą w okolicy Tyńca, jednak nie przyniosła oczekiwanego efektu. Być może trzeba tego używać przez dłuższy czas.... (2009/09/04 23:01)

użytkownik7463


Zdaje mi się , że ta metoda będzie bardziej skuteczna na wodzie stojącej. No i w tym przypadku najważniejszy chyba będzie wiatr w plecy:) (2009/09/06 20:40)

spines21


dobrze by było,żeby to był raczej silniejszy wiatr:)
no tak-ale co z gośćmi na drugim brzegu?
dodać maskę gazową do wyposażenia ? (2009/09/06 20:47)

użytkownik7463


No maska by była najlepsza:) ale może jakieś kadzidełka czy wiatraki też pomogą:) (2009/09/06 20:49)

spines21


maska,kadzidełka,a wiatrak na lekkim stelażu z węgla z napędem na [ pi ]y,z przerzutką.jak się wiatr zmieni trzeba będzie szybciej kręcić:)
reszta to już spoko-rybek się nałowi raz ,dwa.
pozdro
ps.
warto pamiętać,żeby nie wchodzić do domu w ciuchach z rybaczenia!
najlepiej spalić (2009/09/06 21:02)

użytkownik7463


Ciuchy można też na tej samej gałęzi zostawić aby móc się w nie przebrać następnym razem, żeby nowych nie zniszczyć:) (2009/09/06 21:24)

spines21


fajnie będzie się przebierać:)
maska na twarz,kadzidełko odpalić,wiatrak fru-i można zakładać odzież roboczą.
będzie trochę subiekcji-ale wyniki!
może stare Op-1 było by dobre?
gorsza sprawa,że padlina by prawdopodobnie podrożała znacznie. (2009/09/06 23:42)

Remigiusz1940


Metoda połowu "na grzybka" tak jak ją opisujesz (w takiej wersji też ją znałem) jest pierwowzorem "method feeder". Rolę podajnika spełnia ów metalowy grzybek oblepiony zanętą, który zawsze ustawia się kapeluszem do dna. Z trzonka wystaje (najczęściej na rurce) jeden haczyk z przynętą. Grzybek spełnia też rolę specvyficznego ciężarka opadającego kapeluszem do dna. Kupić go nie można , można zrobić samemu z kapsla, ołowiu, korka i metalowej rurki długopisowej. W latach 80-tych ub. w. tą metodą łowiłem ale bez specjalnych sukcesów. Tylko duże ryby brały (dorodne liny i leszcze) i to rzadko. W tej wersji nie jest to metoda zabroniona przez RAPR. Wtedy o method feeder nikt nie słyszał. Łowiło się z gruntu na sprężynę albo na telewizorek (robiony z lokówki, o co miała żona do mnie zawsze pretensje), sklepów wędkarskich było b. mało a w Warszawie w białe robaki można było się zaopatrzyć jedynie na obecnej Twardej (dawniej chyba PKWN) przed siedzibą Związku, gdzie sprzedawcy z miednicy sprzedawali "białe" na łyżki. Chwytano się więc rozmaitych sztuczek, aby sobie połowić i złowić coś grubego. Zmienił się też RAPR. Leszcz i płoć miały wymiary ochronne, a okoń był rybim chwastem. (2019/03/16 17:40)