Ku przestrodze....jak zniszczyć sobie majówkę

/ 6 odpowiedzi
30 kwietnia znalazłem się na spadzistym kawałku kamiennej opaski wielkiego kanału żeglugowego. Zrobiłem niestety jeden krok za daleko. W ułamku sekundy fiknąłem na pokryte glonami i ptasimi odchodami brukowe kostki. W drobny mak rozleciał się smartfon, a ja wylądowałem w wodzie 6 st.C. Nie pomogło rozpaczliwe chwytanie się kamieni. Jedna oślizgła powierzchnia. Cudem udało mi się uchwycić paluchami jakąś kamienną bruzdę, ale i tak już po szyję siedziałem w wodzie. Do dna 4 m. Kolega położył się na tych kamieniach i z narażeniem własnego bezpieczeństwa wyciągnął mnie na brzeg. Niestety wiszące strzępy skóry na łokciu i kolanie nie wróżyły nic dobrego. Do szpitala 50 km. Zdjąłem ociekające wodą ciuchy, kolega pożyczył sweter. Na szczęście miałem jeszcze jedne zapasowe portki.
Na chirurgii spędziłem 3 godziny. Najgorzej oberwało kolano. Rana 5 cm głęboka, w środku glony i ptasie gówno. Znieczulenie bolało, oj bolało...Rentgen, szukanie ciał obcych, wycięli w ranie mięso, wypłukali, wzięli wymaz, założyli drenaż,  Dostałem na 8 dni antybiotyk. Codzienna zmiana opatrunku. Od 3 dni leżę płasko i...oglądam na Whats appie foty kolegów z pięknymi szczupakami i innymi rybami. Z jutrzejszych spinningowych zawodów nici. I tak jeszcze 2 tygodnie!
UWAŻAJCIE NAD WODĄ! TO TYLKO CHWILKA I NIESZCZĘŚCIE GOTOWE. Moja głupota dużo mnie kosztowała....
Sith


Andrzeju, serdecznie współczuję. Wczoraj o mały włos nie doznałbym podobnej niemiłej przygody, wkraczając na przybrzeżny spłachetek gliniastego błota. Nogi rozjechały się, a ja o mało co nie wylądowałbym w wodzie. Na szczęście towarzysząca mi spinning-lady pochwyciła mnie za kaptur kurtki, co uchroniło mnie przed kąpielą w bagnistym odcinku dna.
Poza koniecznością zachowania ostrożności i przewidywaniem konsekwencji naszych działań, zarówno z Twojej, jak i mojej przygody, można wysnuć jeszcze jeden wniosek - nie wybierajcie się na takie eskapady samotnie, pomocna dłoń może uratować nie tylko zdrowie, ale i życie. (2016/05/04 12:25)

JKarp


Na Zegrzu jest jedno miejsce podobne. Kiedyś zjechałem też na doł. No ale było lato, ciepło I też była pomocna dłoń bo inaczej nie wiem jak bym wylazł. Na szczęście nic sobie nie robiłem.
Zdrowiej Andrzeju :-)
JK (2016/05/04 13:00)

aldente


Wielkie dzięki za miłe słowa. Człowiek myśli czasem, że jest niezniszczalny, a pechowe przypadki rezerwowane są dla innych. Ale tak nie jest! To cieniutka nić...Oczywiście cieszę się, bo moglo być gorzej. To co wlazło w kolano, mogło wwiercić się w głowe. To działo się dosłownie w ułamku sekundy! Jak rzut w judo. I niby takie małe gówno, ale ile cierpienia, wydatków , niezdolności do pracy i do normalnego funkcjonowania. Dlatego pomyślałem sobie, podzielę się moimi przemyśleniami z Kolegami. Połamania kija na taaaakich rybach :-) (2016/05/04 14:24)

Haryyy5


Szybkiego powrotu do zdrowia. Niestety większość z nas przy okazji szukania tej najlepszej miejscówki gdzieś spadła, wpadła, ześlizgnęła się. Dalej to już tylko i wyłącznie kwestia szczęścia lub pecha czy obejdzie się na śmiechu ze zmoczonych butów czy jak w tym wypadku czymś poważniejszym. Niestety tak jak piszesz trzeba uważać za wczasu co robimy bo jak już człowiek leci to na ogół wyłącznie wola nieba co ten jego upadek zatrzyma (2016/05/04 15:15)

krisbeer


Witam,

Szczęście w nieszczęściu że skończyło się tak jak się skończyło.
,,No i cały misterny plan w pi....'' jak mawiał klasyk :) nastepnym razem się odkujesz :)
Szybkiego powrotu do zdrowia i połamania życzę :) (2016/05/04 15:56)

Artur z Ketrzyna


Andrzeju, zdrowiej. I wracaj do nas nad wodę. (2016/05/04 17:23)