Kłusownictwo troci na śluzie Czersko Polskie

/ 15 odpowiedzi / 4 zdjęć
Witam serdecznie szanownych kolegów, chciałbym przedstawić ogromny problem z jakim się spotkałem kilka dni temu. Temat przeniosłem z blogu , gdyż nie mogę dodać zdjęć Od pewnego czasu wraz ze znajomymi prowadzimy obserwacje i zbieramy materiały , które mają na celu ustalenie dlaczego kilkuletnie zarybienia smoltami troci bydgoskiej Brdy nie przynoszą oczekiwanych efektów. Często słyszy się o kłusownictwie na przepływance (zdjęcie pierwsze) znajdującej się przy jazie walcowym w Czersku Polskim. Przepływanka jest położona około dwóch kilometrów od ujścia Brdy do Wisły i stanowi pierwszą przeszkodę do pokonania przez trocie aby dostać się do odcinka miejskiego. Znajduje się przy ulicy Toruńskiej na drodze Bydgoszczy- Solec Kujawski. Staramy się często monitorować elektrownię jak i jaz szczególnie w okresie migracji troci. Podczas dzisiejszego wypadu zaobserwowaliśmy świeżą ikrę troci w sporej ilości rozrzuconą na schodach koło przepływanki , co gorsza ślady z ikry powadziły za furtkę … Furtka (zdjęcie drugie)prowadzi do budynku obsługi jazu walcowego gdzie wstęp maja tam tylko osoby tam pracujące. Zrobiłem kilka zdjęć gdzie ewidentnie widać ikrę za i pod furtką , oraz na granitowej kostce schodów wzdłuż przepływanki, Sądząc po rozmiarze ikry musiała to być naprawdę spora samica. Ciekawi mnie fakt jak kłusownik pracujący na śluzie wypatruje ryby i co będzie jak trocie zaczną wpływać tam masowo, a ten czas się zbliża. Myślę , iż taki kłusownik-pracownik wraz z kolegami (jego zmiennicy na pewno też nie pozostają obojętni na przepływające tam trocie) potrafi zmniejszyć ilość wpływających ryb o 60-70%.Poniżej jazu często stacjonuje policja wodna wodująca tam swoją łódź , lecz widać nie znają oni działania budowli hydrotechnicznych ani zachowania gatunków ryb wędrownych, które także powinni chronić. Oczywiście nasze obserwacje od razu zgłosiliśmy do odpowiednich służb, lecz ślady ikry to za mało. Interwencja policji ,która mogła by zrewidować pracowników jazu może odbyć się po zaobserwowaniu faktu kłusownictwa na własne oczy. Jedynym racjonalnym rozwiązaniem jest kamera działająca 24h z możliwością obserwacji przez internet , lecz gdańskie władze jazu nie wyrażają na to zgody. Może pomysł uda się przeforsować z sąsiadującą elektrownią Mewat. Proszę was, kolegów wędkarzy jeśli będziecie wędkowali w okolicy wybierzcie się i obejrzyjcie najstarszy jaz walcowy w Polsce i przepływankę, która naprawdę robi wrażenie. Częste wizyty wędkarzy na pewno trochę ostudzą zapał kłusowników z jazu. Pozdrawiam Tomek

Podgląd zdjęć na forum dostępny jest tylko dla zalogowanych użytkowników.

cierpliwy1


To straszne co piszesz ,ale tak wygląda w naszym Kraju rzeczywistość .Podobnie postępowało PZW na przepławce w Włocławku,pamiętam odłowy "kontrolowane"  na jeziorkach prowadzone przez PZW,jak panowie działacze podjeżdżali z torbami po rybki.Takie i podobne przypadki można mnożyć w nieskończoność .Dokąd gospodarzyć na wodach będą takie formy działalności jak PZW z roku na rok będzie gorzej . (2014/11/17 12:53)

Paradys


Na Drwęcy w Lubiczu i pod mostem autostradowym koło Torunia już ,,wędkarze,, łowią trocie choć jest jeszcze zakaz. Niektórzy przejeżdżają połowę Polski aby kłusować. Powtarza się to co roku.

(2014/11/17 15:26)

karolsixsikorskii


Mieszkam w Łęgnowie i wiem , że przy zarybianiu w maju pseudo wędkarze łowią na tym odcinku Brdy ryby mimo zakazu . Biorą każdą troć , która wpadnie na haczyk . Nie zauważyłem w tym czasie wzmożonych patroli straży rybackiej ani policji , a co do pracowników śluzy także słyszałem że kłusują i to bardzo intensywnie (2014/11/18 00:23)

metalbattle


Kontrola w okręgu Bydgoskim to mit który można opowiedzieć dzieciom w długie zimowe wieczory :/
W PZW jestem od roku 2008 i przez ten czas kontrolowany byłem 3 czy 4 razy, i co ciekawe ani razu przez Państwową Straż Rybacką, i w sumie połowa kontroli to był bardziej przypadek niż celowe działania służb :/  Raz z Migi444 mieliśmy kontrolę, świeżo wyrobiliśmy kartę wędkarską, nie doczytaliśmy regulaminu i w maju wybraliśmy się na tor regatowy na którym jest zakaz wędkowania do 01.06. Kontrolowała nas policja i to tylko dla tego, że przypadkiem byli w pobliżu i widzieli jak kierujemy się do wody, nawet nie zdążyliśmy rozłożyć wędek jak się zjawili ale jak byśmy tam byli 10 min wcześniej albo później i by nas nie zauważyli to pewnie sami od siebie bliżej wody by się nie pofatygowali, i tak plus dal nich że wiedzieli o zakazie wędkowania w tym czasie.
I raz kontrolował nas strasznie nakręcony dziadek ze straży leśnej na stawie dawnej wypożyczalni sprzętu przy plaży na jeziorze w Borównie. Brały tam karpie kroczki i amurki po 20 - 30 cm, podejrzewamy że ów strażnik sam do tego stawu te ryby wpuszczał dla tego kontrolował ;) Oprócz tego raz udało mi się zauważyć policję nad Wisłą, ale tylko jechali polną drogą więc nie wiem czy kontrolowali wędkarzy czy wycinki w lesie i w zeszłym bardzo intensywnym dla mnie sezonie na ponad 100 wypraw nad wodę miałem aż jedną kontrolę Społecznej Straży Rybackiej, panowie nad Wisłę w Strzyżawie przyjechali ze Złejwsi Wielkiej, ale Wisła należy do okręgu w toruniu.

Największą parodią dla mnie jest odcinek Brdy leżący w administracyjnych granicach Bydgoszczy, łącznie z torem regatowym i kanałem bydgoskim. Siedziba PZW bezpośrednio nad rzeką, siedziba PSR 2 km od wody, w mieście patrole policji i straży miejskiej a kontroli wcale. Policję i straż miejską najbardziej interesują źle zaparkowane samochody i ustawa o wychowaniu w trzeźwości a nie ktoś moczący kija w rzece, jak by się pod samą wodę ze spalinowym agregatem podjechało to pewnie by się nie zainteresowali jak by samochód stał prawidłowo :/ a szkoda bo skoro i tak patrolują tereny nad rzeką mogli by również przy okazji kontrolować wędkujących, ja z radością bym przywitał pana policjanta który zabrał by mi 5 min łowienia na sprawdzenie czy mam chociaż kartę wędkarską.
Rozumiem mniej intensywne (ale nie zerowe) kontrole na jakimś zapomnianym jeziorku na szarym końcu okręgu 150 km dalej bo środki chociażby na paliwo ograniczone, ale jak można mieć pod nosem piękną, zróżnicowaną rzekę i jej nie pilnować a (rzekomo) zarybiać za pokaźne sumy? Czy skontrolowanie 25 km odcinka rzeki który leży w granicach miasta to taki wielki wyczyn? Zwłaszcza że Brda w mieście jest rzeką świetnie dostępna, wiele kontroli mogło by się odbyć nawet bez wysiadania strażników z samochodu. Ale nikomu nie chce się ruszyć du*# na kontrolę lub chociaż wymusić na innych służbach sprawdzenie co się dzieje nad rzeką skoro i tak mają patrole w jej rejonie. Jedyne pocieszenie że w mieście chociaż sam widok patrolu policji może ostudzić kłusownicze zapędy.
Za to górski docinek Brdy to już totalna dzicz, oprócz tego, że okręg pamięta o składkach na wody górskie to chyba żadne służby tak do końca nie wiedzą gdzie ta woda płynie...
Nie lepiej jest na torze regatowym i kanale bydgoskim.
Z roku na rok co raz bardziej wątpię w sens opłacania składek, skoro pan Miecio z działek nad rzeką może z równym spokojem, nie zaczepiany przez nikogo korzystać z rzeki co posiadacze pozwoleń, a w kieszeni zostaje mu ponad 300 zł. Po co mamy płacić za to żeby smolty łapane na grunt na robaka lub minoga w górskiej wodzie lądowały w słoikach z octem miejscowych "wędkarzy", lub żeby torcie które jakimś cudem dotarły do morza i próbują wrócić do nas na tarło były główną atrakcją na wigilijnym stole obsługi jazu w Czersku? Jaki jest sens wydawania kupy kasy, naszej ciężko zarobionej i często odkładanej przez cały rok kasy, na zarybienia skoro 90% tych ryb jest już na starcie skreślone przez kłusowników, tych jawnych z widłami, prądem i sieciami, i tych ukrytych z wędką, którzy nie przepuszczą żadnej rybie, nawet tej 10 cm... (2014/11/18 18:39)

grisza-78


Kiedy ja byłem w straży, a byłem w SSR przez 12 lat, jeździłem lub chodziłem na kontrolę co najmniej 2 razy w tygodniu. Nie miałem za to pieniędzy, bo robotę robiłem społecznie, jednak w mojej gminie (Gostycyn ) był spokój. Kłusole zaczęli sobie odpuszczać, bo ich ciągle nękaliśmy. Ja też mam żal do straży państwowej, bo wędkuję ponad 20 lat, a nie spotkałem ich nigdy ! To samo na Brdzie - raz tylko byłem kontrolowany, ale tylko dlatego, że sam podszedłem do strażników, bo oni nigdy by mnie w krzakach nie znaleźli. Czasem odnoszę wrażenie, że strażnicy, nawet jeśli są nad wodą, wolą spalić fajkę, w notesy wpisać, że gdzieś tam byli, ale wędkarzy, czy kłusowników nie spotkali..... Może się mylę, nie wiem. Wiem tylko, że kontroli jest zdecydowanie za mało. Nasz okręg Bydgoszcz, mógłby coś z tym zrobić. (2014/11/29 11:45)

użytkownik149822


W  moim przypadku z  kontrolami  było nieco inaczej : przez długi czas, strażnicy chwalili mnie za podejście do wędkowania, ryb i przyrody.Ostatnią  kontrolę  miałem latem tego roku i to tylko dlatego ,że na sąsiednim jeziorze odbywały się zawody: panowie byli się  przejść i z daleka zobaczyli , że  holuję coś większego ( karpia). Nie minęło 5 minut jak miałem kontrolę - a, że wyniki  zawodów były mizerne , dowalili mi pouczenie za brak wpisu do rejestru ( nie wpisałem numeru łowiska przed wyjazdem na ryby, za co przewidziane są  oczywiście, konsekwencje). Mam takie podejście do wędkarstwa, że  pomimo tego, iż pouczenie to było do pewnego stopnia  uzasadnione - to jednak czułem niesmak  i "nie mogłem się pozbierać". Jestem uczciwy -  czego nie można powiedzieć o wielu członkach PZW a tym bardziej o kłusownikach. Niektórzy czuję się absolutnie bezkarni, zachowują się jak magnaci - a nas, wędkarzy uważają za "cienkich Bolków".

Hm, Hm...
Generalnie rzecz ujmując: są w Polsce regiony, gdzie praca strażników, daje bardzo słabe efekty a kłusownicy śmieją im się w nos. Wszystko kończy się na zamiarach a jak wiadomo " dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane". W przypadku, który nam tutaj Kolego opisujesz, mamy do czynienia z ewidentnym  kłusownictwem - udokumentowanym, namacalnym. Myślę, że pierwszym krokiem jaki powinieneś zrobić , to powiadomić OPZW Bydgoszcz o tym ,że taki proceder ma miejsce. Podaję, Ci numer do Grupy Interwencyjnej PSR, może oni coś poradzą?503012280. (2014/11/29 16:34)

Diablo


To jaja kłusowników powinny leżeć na tych schodach. Ciężko bedzie tego dokonać jeśli ci co mają chronić wody i kłusownicy to te same osoby. (2014/11/30 20:23)