Zaloguj się do konta

Historie niekoniecznie prawdziwe

utworzono: 2010/10/05 10:20

 

Drodzy Koledzy ostatnio na forum zawrzało , zrobiło się smutno i dość niesmacznie wobec czego proponuję coś na poprawę humoru . Chciałbym zachęcić Was do opisania jakieś fajnej przygody wędkarskiej która poprawiłaby nam wszystkim humor , jak tytuł stanowi może być to historia niekoniecznie prawdziwa , liczę na Waszą inwencję twórczą . Może ja zacznę i załaduje linka z moją opowieścią która już dawno się ''wydarzyła'' a opisałem ją jakiś czas temu .

           -------   http://forum.wedkuje.pl/post/zagadkowy-lin/92242/0  -------

[2010-10-05 10:20]

Historia to krótka, lecz o zgrozo - prawdziwa:

Wędkuję ze spinningiem wzdłuż małej okolicznej rzeki. Nagle spotykam wędkarza, który w wodzie ma zarzucone 4! żywce. Wiecie jak jest, nie wiadomo czy przyjechał sam czy też nie?
Więc robię wstępny rekonesans słowny - czy biorą, pogoda, Palikot...
No i pytam, czy tamte dwie wędki to też jego?
"skąd - kolega poszedł na chwilę do samochodu i zaraz wróci" - usłyszałem.
Dałem temu spokój - Rutkowskim w życiu być to nie moje marzenie.
Poszedłem dalej.
W drodze powrotnej spotkałem go powtórnie, zbierał się do domu i jechał samochodem w moim kierunku.
I tutaj najlepsze:
1. biedak się wystraszył zatrzymał w celu wyjaśnień,
2. wyjaśnił, że "kumpel poszedł do pobliskiego baru i olał wędkowanie"

Wybuchłem mu śmiechem prosto w uchylone seiczenckie okno! Mógł sobie podarować.
[2010-10-06 07:34]

piotrekelk

bo w tym barze moze lepsze rybki braly:D
[2010-10-06 09:13]

baloonstyle

Historia to krótka, lecz o zgrozo - prawdziwa:

Wędkuję ze spinningiem wzdłuż małej okolicznej rzeki. Nagle spotykam wędkarza, który w wodzie ma zarzucone 4! żywce. Wiecie jak jest, nie wiadomo czy przyjechał sam czy też nie?
Więc robię wstępny rekonesans słowny - czy biorą, pogoda, Palikot...
No i pytam, czy tamte dwie wędki to też jego?
"skąd - kolega poszedł na chwilę do samochodu i zaraz wróci" - usłyszałem.
Dałem temu spokój - Rutkowskim w życiu być to nie moje marzenie.
Poszedłem dalej.
W drodze powrotnej spotkałem go powtórnie, zbierał się do domu i jechał samochodem w moim kierunku.
I tutaj najlepsze:
1. biedak się wystraszył zatrzymał w celu wyjaśnień,
2. wyjaśnił, że "kumpel poszedł do pobliskiego baru i olał wędkowanie"

Wybuchłem mu śmiechem prosto w uchylone seiczenckie okno! Mógł sobie podarować.

Tak poważnie to ja bym uwierzył , sam wiem jak rodzinne wypady wyglądają....
w sensie ja łapie  , sześc wędek w wodzie a reszta w barze, albo namiot rozstawiają i mówią ze jak będę wracał to żeby wziął ich wędki  tylko, bo oni zostają.


[2010-10-06 10:18]

[2010-10-07 12:33]

Historia niekoniecznie prawdziwa,hm...a już wiem-wątek Ghostmir-Mastiff dwa bratanki,takie wędkarskie archiwum X
[2010-10-07 14:13]

To u góry to tak dla rozładowania napięcia...                                                                 Nieco poważniej opowiem krótką historyjkę-byłem kiedyś z moim kolegą,mentorem,Tomkiem na pstrągowej wyprawie po rzece wierzyca.Wyprawa jak każda inna,dojeżdżamy,on bierze lewy brzeg ,ja prawy,on pod prąd ,ja z prądem,po godzince dwóch jak zawsze komóreczki w dłoń i dzwonimy do siebie ustalając co kto złowił.Tak było i tym razem,zaczeliśmy w połowie długiego odcinka ,pomiedzy dwoma mostami-w Bączku oraz w Kręgskim Młynie.Ja schodzę w dół rzeki a Tomek idzie w górę.Po jakimś czasie dzwonię do Tomka-halo dziadzia,i jak tam ,co złowiłeś?-w odpowiedzi słyszę-kurwa,wędzoną makrelę.Parsknałem śmiechem i besztam kłamczucha,ten uparcie twierdzi że ma makrelę.Ok,myślę sobie,dziadzia zwariował,60-tka na karku i pewnie przesadził z jakimś żelem na reumatyzm i ma zwykłą jazdę po tabletkach.W końcu nadchodzi czas powrotu,dochodząc do auta widzę że Tomek już jest,czeka na mnie.Podchodzę a ten rzuca na maskę swego wyścigowego poloneza....wędzoną makrelę....mówiąc-kurwa,mówiłem.Zgłupiałem do reszty.Co się okazało-podczas jazdy powrotnej,przejeżdżaliśmy przez most w Bączku a tam...policja i straż wyciągają z wody dostawczego żuka,chłopina nie wyrobił i sru poprzez barierki do rzeki.Nic mu się nie stało,żuka szlag trafił i cały towar do pobliskiego sklepu,min-Wędzone makrele.To jedną z nich na Meppsa Black Fury dybnął Tomek poniżej mostu,przepłyneła jakieś 2-3 km nim ją podchaczył kotwicą w sam krzyż.
[2010-10-07 14:33]

To u góry to tak dla rozładowania napięcia...                                                                 Nieco poważniej opowiem krótką historyjkę-byłem kiedyś z moim kolegą,mentorem,Tomkiem na pstrągowej wyprawie po rzece wierzyca.Wyprawa jak każda inna,dojeżdżamy,on bierze lewy brzeg ,ja prawy,on pod prąd ,ja z prądem,po godzince dwóch jak zawsze komóreczki w dłoń i dzwonimy do siebie ustalając co kto złowił.Tak było i tym razem,zaczeliśmy w połowie długiego odcinka ,pomiedzy dwoma mostami-w Bączku oraz w Kręgskim Młynie.Ja schodzę w dół rzeki a Tomek idzie w górę.Po jakimś czasie dzwonię do Tomka-halo dziadzia,i jak tam ,co złowiłeś?-w odpowiedzi słyszę-kurwa,wędzoną makrelę.Parsknałem śmiechem i besztam kłamczucha,ten uparcie twierdzi że ma makrelę.Ok,myślę sobie,dziadzia zwariował,60-tka na karku i pewnie przesadził z jakimś żelem na reumatyzm i ma zwykłą jazdę po tabletkach.W końcu nadchodzi czas powrotu,dochodząc do auta widzę że Tomek już jest,czeka na mnie.Podchodzę a ten rzuca na maskę swego wyścigowego poloneza....wędzoną makrelę....mówiąc-kurwa,mówiłem.Zgłupiałem do reszty.Co się okazało-podczas jazdy powrotnej,przejeżdżaliśmy przez most w Bączku a tam...policja i straż wyciągają z wody dostawczego żuka,chłopina nie wyrobił i sru poprzez barierki do rzeki.Nic mu się nie stało,żuka szlag trafił i cały towar do pobliskiego sklepu,min-Wędzone makrele.To jedną z nich na Meppsa Black Fury dybnął Tomek poniżej mostu,przepłyneła jakieś 2-3 km nim ją podchaczył kotwicą w sam krzyż.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

hehehe ale jajca , dobreeeeeeeee

[2010-10-07 15:09]

Niestety autentyk,mówię niestety bo już gdzieś,kiedyś,słyszałem o identycznym zdarzeniu,o żuku i makreli.Statystycznie niemożliwe a jednak...deja vu??? Matrix???
[2010-10-07 20:24]

TomN83

Kilka lat temu na początku mojej wędkarskiej przygoby byłem z kolegą ze spiningiem na starorzeczu Bugu w Stasiopolu. Chodziliśmy każdy w swoją stronę. Kolega nosił podbierak ja nie miałem jeszcze swojego. Nagle z pod samych nóg uderzył mi szczupak 56cm (wtedy największy jakiego widziałek). Krzyknełem do kolegi, że potrzedny będzie podbierak. Była połowa października, a kolega jak Jezus poszedł przez  śwrodek rozlewiska w adidasach. Na samo wspomnienie tego zdarzenia śmieje się jak dziecko. Mokry po pas ale podbierak doniósł w nagrodę oddałem mu tego zębacza. Niestety musieliśmy szybko wracać bo zrobiło mu się zimno (co mnie nie dziwiło )

;)))))))))))

[2010-10-07 22:25]