Zaloguj się do konta

Czy ryba ma jeszcze jakieś szanse?

utworzono: 2010/01/03 12:39
Lopez

Stosowanie echosondy, super wytrzymałych plecionek, przynęt z trzema kotwicami to amatorski połów ryb czy komercja? Dla mnie szukanie ryb poprzez obserwację czy też walka z użyciem lekkiego zestawu to sposób na 100 % adrenaliny. Wolę przegrać z rybą po kilkudzisięcio-minutowej walce,niż wyciągnąć ją z wody w kilka sekund po zacięciu.

[2010-01-03 12:39]

witam - jestem tego samego zdania - ja sam lowie z brzegu i nawet przez mysl mi nie przechodzi uzywanie echosondy - pozdr [2010-01-03 12:46]

spines21

jak będziesz rybę kilkadziesiąt minut  holował to chyba ją zaholujesz na śmierć:)chodzi Ci o złowienie ryby czy poholowanie sobie?jakich zestawów używasz mówiąc ,że łowisz delikatnie? [2010-01-03 12:59]

brek

co to za lowienie  z echosada wiesz gdzie zucac ale nie o to chodzi na tym polega wetkowanie ze tszeba wystac troche nad tym jeziorem  a nie isc na latwizna wiele razy przyjezdzalem bez ryby a siedzialem dzien i noc  ale jak ryba juz wezmie bez  zadnej echosady to jest frajda  pozdro BREK  [2010-01-03 13:00]

JakubUrsynow

Echosondy nie używam bo mnie nie stać, poza tym i tak nie potrzebuję. Tylko ten delikatny sprzęt jest kontrowersyjny, brań może więcej ale czy zostawianie ryby z półmetrowym przyponem w pysku lub z ciężką obrotówką jest takie znowu etyczne? Chyba nie..
[2010-01-03 14:20]

turu4

Mnie również nie podoba się używanie echosond kamer podwodnych itp szajsu.Jesteś dobry,złap rybe a nie rzucaj tam gdzie pokarze Ci monitorek.
[2010-01-03 14:21]

Prawdziwy wędkarz nie musi gonić za rybą z tym całym złomem , prawdziwy wędkarz używa zmysłów i doświadczenia które nabył a nie kupił w sklepie bo tak wygodnie i modnie .Tak to widzę .
[2010-01-03 14:30]

turu4

Kolego SOLI bardzo dobrze powiedziane!!
[2010-01-03 14:33]

Nie używam sondy, bo mnie na nią po prostu nie stać. Nie łowię z łódki, bo jej nie mam. Wyniki mam nie najgorsze, bo przez kilkadziesiąt lat łowienia się czegoś nauczyłem. Nie ganię tych, co to tych "cudeniek" używają, na pewno im to pomaga, choćby w wysondowaniu łowiska. Uważam, że jeśli kogoś stać na takie sprzęty, to niech się bawi, ale dla mnie gość to ten, który swoją wnikliwą obserwacją i doświadczeniem potrafi zaspokoić swoje zmysły myśliwego. A wracając do pytania, to uważam, że ryby już dawno szans nie mają i to od czasu, kiedy odłożyliśmy bambusa i powstały gumowe przynęty. Tylko od nas zależy, czy my im damy dorosnąć? Czy damy im się wytrzeć ze dwa razy ? Oczywiście zjeść rybkę też trzeba, miejmy tylko umiar. [2010-01-03 14:48]

Odwieczne pytanie: czy echosonda to już komercja czy jeszcze nie?. Jeśli w ten sposób stawiać sprawę, to czy kołowrotek ze stałą szpulą w stosunku do tego (pierwotnego) z ruchomą to też już komercja? Delikatny sprzęt z zastosowaniem blanków najlepszej jakości i żyłek renomowanych producentów Twoim zdaniem z założenia jako "delikatny" nie jest komercyjny. Myślę, że prawidłowe rozumowanie nie powino tyczyc się sprzętu który posiadamy, tylko sposobów w jaki go wykorzystujemy.
[2010-01-03 15:45]

mapet77

Posiadanie echosondy wcale nie oznacza zwiększenia ilości okazowych ryb przez nas złowionych. Tak samo jak posiadanie drogiego sprzętu nie oznacza, że będziemy więcej ryb łowic niż inni wokół nas. Kiedyś łowiło się kijem leszczynowym i można było miło i przyjemnie spędzic czas nad wodą, później były wędziska bambusowe a jak ktoś miał znajomości i sprowadził sobie kije z dawnego DDR (Germina) to już było coś. Kiedyś nie było plecionek a dzisiaj mamy do wyboru do koloru, czasy się zmieniają i ludzkośc ewoluuje i technologie też. Kiedyś luksusem było posiadac w domu magnetowid a dzisiaj standardem jest DVD i telewizor LCD czy inne. Czy ktoś z kolegów, którzy wydali negatywną opinię na temat echa miał okazję popływac z tym cudeńkiem przez dłuższy czas? Ja miałem okazję pierwszy raz używac cudów technologicznych w Szwecji i co? Nic szczególnego. Największa ryba wyjazdu to 73cm szczupak. A jak ktoś szuka adrenaliny to jest wiele sposobów na jej podniesienie w organizmie, a nie zamęczanie ryby na śmierc na super-ultra-delikatnym sprzęcie. Później słychac opowieści z nad wody: "stary, jaką rybę dzisiaj miałem na haku!!! 45 minut walczyła i nie dało się jej podprowadzic do powierzchni!!!" Co do pytania tytułowego "Czy ryba ma jeszcze jakieś szanse to powiem krótko: ryby w naszych wodach nie mają najmniejszych szans na przeżycie. Poprzez niegospodarnośc naszych władz, które myślą o nabijaniu własnej kieszeni, pozwalając rybakom odławiac w sposób niekontrolowany wszystko co do sieci się nawinie, rybostan naszych wód jest jaki jest!!! Niech PZW przestanie myślec krótkoterminowo, trzeba wymyślec plan działania na kolejne kilka, kilkanaście lat aby ryby miały szanse przeżycia i aby następne pokolenia też mogły czerpac przyjemnośc z chwil spędzonych nad wodą. RYBNĄ WODĄ!!!
[2010-01-03 16:33]

To, co zostało pogrubione (powyżej), to sama kwintesencja tego, co dzisiaj uważamy za zagrożenie. Oby nie było za późno. [2010-01-03 16:44]

pisaq

Powiem tak. Echosondy używam tylko do szukania interesujących mnie miejscówek. Nie znam zbiornika, wsiadam do łódki, odpalam echo i sonduje. Znajduję ciekawą miejscówkę to tam łowię.
Staram się zapamiętać to miejsce (o ile jest to możliwe na akwenie o pow. 500ha) i za 3-4-5 razem płynę tam bez echosondy.
Kiedyś gościu mnie spytał czy na tej echosondzie widać te karpie co je niedawno wpuścili...
Ręce opadają.
Chcę znać głębokość, ukształtowanie i rodzaj dna, możliwe przeszkody (ciężarkiem sobie ich nie wysonduje) itp.
Tak samo konkretny sprzęt np karpiowy. Był tu jeden taki sprzęciaż, musiał mieć wszystko "najwyższej klasy", żeby mieć "komfort wędkowania", był tak odporny na wiedzę, że wszelkie próby wytłumaczenia mu, że to jednak wiedza i doświadczenia decydują o wynikach odpierał tekstem, że "uczył się od najlepszych i nie ma zamiaru się uwsteczniać".
Pomimo tego, na portalu (i nie tylko) są osoby, które wcale takim sprzętem nie dysponują a na wyniki nie narzekają.
Posiadanie echosondy, łodzi, silnika i reszty bajerów wcale nie gwarantuje sukcesów.
Trzeba wiedzieć gdzie i kiedy szukać danej ryby, trzeba też wiedzieć mniej-więcej gdzie takie miejscówki mogą się znajdować. No chyba, że chcemy cały sezon pływać po zbiorniku i sondować go metr po metrze. Ponadto powinno się wiedzieć jak sprowokować rybę do zaatakowania przynęty, jakiego sprzętu użyć itp.

Jeżeli ktoś używa echosondy do wyszukiwania ryb ("gdzie zapika fish alarm tam łapiemy!") to życzę powodzenia ;)
[2010-01-03 18:20]

LapiePlocie

Witam, ja osobiście nigdy nie miałem w głowie takiego cudeńka z jednego bardzo prostego powodu, moje fundusze temu nie pozwalają. Widziałem kiedyś pewnego starszego Pana, który wracał ze stawu z siatą dorodnych linów oraz bambusową wędką i kołowrotkiem o ruchomej szpuli. Spytałem go :
-Dzięki czemu zaliczył Pan tak dobry połów
- Łowię ryby odkąd pamiętam, gdy byłem w twoim wieku też nie było mi łatwo, próbowałem na każdy możliwy sposób upolować linka lecz bezowocnie.
- Dałby mi Pan jakieś porady dotyczące połowów tej pięknej ryby.
- Nie będę ci wiele gadał bo i tak tego nie zapamiętasz ale mogę powiedzieć Ci tylko jedno.
Staraj się zawsze dokładnie wybadać łowisko, nigdy nie zakłócaj panującej tam fauny i flory, a i staraj dowiedzieć się co jest pokarmem ryb na danym łowisku.
-Dziękuję za cenne porady. Do widzenia
- Bywaj.
Pozdrawiam LapiePlocie
[2010-01-03 18:43]

Flaszka dla dziadka, bo i niczego nie zataił i dobrze powiedział i niczego też nie odkrył. [2010-01-03 18:47]

Lopez, Ty kolego łowisz dla przyjemności ,czy po prostu lubisz się nad rybką poznęcać?
[2010-01-03 19:07]

Nie widzę powodu żeby dyskryminować posiadaczy echosondy. Sam ją posiadam, wziąłem ją nad Solinę i przez tydzień nie złowiłem żadnej ryby, wiec po zakupie echosondy nie staniecie się od razu lepszymi wędkarzami. Łowiłem na akwenie, na którym wędkowałem po raz pierwszy, więc skąd miałem wiedzieć jaka jest głębokość pod łodzią gdzie skarpa itp. Nacodzień używam jej w morzu i jeśli myślicie że widać na niej dorsze przy dnie to jesteście w błędzie a czuła jest że szprotkę na haku pokaże. Dorsze widać jak są nad dnem w stadzie śledzi, przy dnie nie ale wiem na jakiej jestem głębokości i gdzie jest skarpa. Jak ktoś chce to sobie ją kupi, jak nie chce to nie kupi, jak ma mało pieniędzy a chce to weźmie na raty nikt nikogo do niczego nie zmusza. Ale swoisty sposób piętnowania echa na portalu uważam za nieporozumienie. A kto myśli że ryba nie ma żadnych szans niech się wybierze na szczupaki z leszczyną i dwoma drutami do nawijania żyłki, na płocie czy leszcze chodzi bez zanęty a na wczasy zamiast autem chodzi piechotą.
[2010-01-03 19:12]

kolego maniek-pc nie chodzi o to zeby sie znecac ale o to zeby ryba miala szanse - a nie lina 20 kg kij 300 g i na chama do brzegu bo liczy sie sztuka [2010-01-03 19:18]

Ja przedstawię sprawę jasno i czytelnie.co niejest zabronione ,jest dozwolone.Kazdy dyskusja jest moim zdaniem zbędna.Osobiście wolę sam zlokalizować rybę, bez żadnych pomocnych cacek.Dopiero wtedy mam frajdę jak coś wyholuję.I na tym polega wędkarstwo i przyjemność z tego co robię ,takie to moje spostrzeżenia .Pozdrawiam koleżanki i kolegów po kijku.
[2010-01-03 20:07]

mapet77

Kolego daniel25. Ja osobiście używam przy połowie szczupaka następującego sprzętu: wędzisko dwuczęściowe o krzywej ugięcia 3,5lbs o c.w. 200gr, plecionkę o wytrzymalosci minimum 10kg, jesli łowię na w małej odległości od brzegu, lub 20kg, jeśli łowię w znacznej odległości  (pow. 50-60m), kołowrotek pozwalający nawinąc minimum 150 metrów linki i nawet nie pamiętam ile ryb z tego zestawu mi zwiało, gdyż popełniłem szkolny błąd i dałem odrobinę luzu na lince, a że łowię na kotwiczki "semi-barbed" czyli jeden grot posiada zadziory (w celu lepszego osadzenia w przynęcie) to ryba wykorzystała moment nieuwagi i poszła. Dodatkowo rybę zaciętą na kotwiczkę bezzadziorową łatwiej i szybciej wyczepic. I teraz pytam sie kolegi czy stosując tego rodzaju sprzęt łowię ryby na chama, czy daję im możliwośc jaknajszybszego zakończenia walki i powrotu w dobrej kondycji do wody? I czy raba złapana na tego typu zestaw ma mniejsze czy większe szanse?

[2010-01-03 21:11]

pisaq

Ciekawe jak Kolega zlokalizuje sandacza w niewielkim dołku na głębokości dajmy na to 11m...
Tak jak powiedziałem, echo nie powinno służyć do lokalizacji ryb, ale pomagać w poznawaniu akwenu i przyspieszać ten proces. Gdy już poznamy łowisko to sonda nie będzie nam potrzebna.

Ale np jadę na urlop, wykupuje 5 "dniówek" w innym okręgu. I co dalej?
Mam spędzić te 5 dni na kręcenie się po wodzie niczym g0wno w przeręblu?
To równie dobrze mogę sobie wypożyczyć kajak i popływać tak dla relaksu i dla zdrowia.

Pierwsza wizyta na Kozłowej Górze, połów z łódki.
Gdzieś ktoś kiedyś mi powiedział, że w północno-wschodniej części zbiornika są fajne górki, to też popłynąłem tam "na oko". Metr wody pod kilem, dwa metry mułu pod wodą, kotwica wpadła w jakieś "chabazie" i "leżym Panie majster".

Większym zagrożeniem dla ryb są wszelkiego rodzaju zestawy samo-zacinające.
Normalnie gdy wędkarz przegapi branie to jest 1-0 dla ryby i trzeba czekać dalej, chwila nieuwagi, brak umiejętności, doświadczenia i ryba wygrywa już na początku pojedynku.
Stosując zestaw samo-zacinający można położyć się spać, wszak centralka da znać o "braniu" (Powinien być komunikat głosowy: Uwaga! Wędkarzu! Ryba na haku, zadzwoń po kogoś, aby Ci ją wyholował!"), cudzysłów bo ryba jest już zacięta.
I to wszystko w imię "wyników" i "lepszej skuteczności".
I nikt mi nie powie, że zestaw samozacinający jest mniej groźny od echosondy, bo zestawu używają tylko "prawdziwi, etyczni wędkarze wyznający jedyną słuszną zasadę i oddający się swojej pasji w całości bo >mięsiarskiego plebsu< na niego nie stać" (już słyszałem taki tekst, odnośnie np wywózki - "mięsiarski plebs nie kupi modelu do wywózki, a My tak").
Wszak echosonda jest "nieco" droższa niż elementy do konstrukcji zestawu zacinającego.
[2010-01-03 21:22]

pisaq

No i Kol. Mapet77 ma rację.
Poza tym taki szczubełek może powalczyć i na takim zestawie, ma szansę na wygraną z wędkarzem.
Nie jest sztuką holować płotki na karpiówki, ale wyciągnąć rybę na sprzęt "dedykowany" do jej połowów.
A to, że ktoś potrafi wyholować ogromnego suma na zestaw okoniowy, albo dorodnego karpia na lekką odległościówkę oznacza, że wie jak holować ryby. Ale założę się, że idąc na "sportowego" karpia nikt nie stosuje żyłki 0,15 i lekkiego pickera ;)
Zostawianie ryb hakiem czy kotwicą plus przyponem w pysku nie jest takie etyczne.
Są takie przypadki, że można taką sytuację usprawiedliwić, bo tak było trzeba - głęboko połknięta przynęta, niemożliwość wyjęcia haka itp.
Sam nie czułbym się za dobrze, gdybym miał latać na luźnej smyczy przez tydzień...
[2010-01-03 21:28]

Przez co wędkarze tracą najwięcej okazów ? Myślę że przez zbyt delikatne wędeczki , lub zbyt słabe zestawy .Wycholowanych okazów na zapałeczki jest znacznie mniej niż tych co ,,pójdą z hakiem '' .Ci którzy łowią ryby na delikatne zestawy to : szczęściarze i zazwyczaj łowcy mający ogromne doświadczenie . Nie pytam jakie łowienie jest bardziej etyczne:) . Co do pytania czy ryby mają szansę odpowiem że tak , jak najbardziej , bo ile to wędkarze zaliczają nieudanych holi , czy wyjazdów bez brania , a dysponują wiedzą , umiejętnościami i sprzętem . PRAWDZIWYM ZAGROŻENIEM SĄ RYBACY I KŁUSOWNICY , z nimi ryby raczej szans nie mają .Pozdrawiam . [2010-01-03 21:56]

pisaq

Właśnie. Nie sposób winić wędkarza, który przyszedł nad wodę na leszczyki z delikatnym pickerkiem, a w zanętę wszedł karp i bach! Ryba wyholowana. Miał wyjście? Mógł odciąć żyłkę albo holować siłowo i zostawić rybę z 20metrami żyłki i hakiem w pysku.

Rybactwo, kłusownictwo, zanieczyszczenia, złe zarybienia (zachwianie równowagi biologicznej).
To są problemy.
[2010-01-03 22:36]

Tu sprawa jest bardzo delikatna. Bo człowiek, który używa żyłki 0,30 mm i haków z wieloma zadziorami do połowów okoni będzie postrzegany jako ten, który nie daje rybie szans w przypadku zacięcia i usłyszy, że brak mu finezji. Natomiast ktoś kto stosuje żyłkę 0,12 mm do połowu szczupaków będzie deptał takiego szczupaczynę 1,5 godziny w obawie żeby żyłka nie pękła. To też jest bez sensu. Wydaje mi się, że tu należy zachować umiar w każdym przypadku. Druga sprawa to taka, że ktoś kto łowi ryby starym bambusem nie może zaraz zwymyślać kogoś kto używa sygnalizatora dźwiękowego. Sam jestem za tradycyjnym sposobem wędkowania ale puki ktoś echosondy nie używa do lokalizacji ryb tylko po to aby później je uczyć siatą moresu to tez lamentu nie wznoszę. Nie mniej jednak sam często się zastanawiam nad tym czy technika aby nie wyprzedza wiedzy wędkujących. Gdybym mógł wybrać zamieniłbym każdy sygnalizator i echosondę (których z resztą nie mam) na przeżycie, doświadczenie czy umiejętność doskonalszego obserwowania przyrody.
[2010-01-03 22:57]

Lopez

Kol. Mateuszwos z Twoją opinią utożsamiam się najbardziej. Serdeczne dzięki wszystkim za poświęcenie czasu i niezależne opinie wiem, że skrajnie różne, ale o to mi chodziło by poznać opinie innych. Nie ma nic gorszego niż egocentryzm. Wszystkim życzę wspaniałych wrażeń nad wodą [2010-01-03 23:24]