25 lipiec - wyprawa nad Jezioro Biezdruszko (Wielk

6:30 rano, budzik dzwoni od paru minut, jestem taki zaspany, że nie mam najmniejszej ochoty wstawać. Jakoś zebrałem się do kupy, wstałem, szybkie śniadanie, sprzęt do plecaka i w drogę! Zbiegam szybko po schodach do piwnicy wyciągam rower i już po chwili jestem w połowie drogi. Odwiedzam sklep wędkarski, gdzie kupuje czerwone robaki. Chwilę później jestem nad pobliskim jeziorem, tam czeka już za mną mój kolega. Rozkładamy sprzęt, kolega rzuca trochę zanęty, pierwszy robak jest już na haczyku, czekamy... Pół godziny później jest mała wzdręga (15cm) łowimy, łowimy... kiedy słońce górowało na niebie my mieliśmy już na koncie: 15 uklei, 4 wzdręgi, parę płotek i krąpia (26cm). Lecz ja dalej czekam na moją ulubioną rybę - Okonia. Jakiś czas później wyciągam z wody okonia (19cm) (patrz zdjęcie). Sięgam po telefon, robię zdjęcie, na wyświetlaczu pojawia mi się ostrzeżenie o słabej baterii. Czekam na coś większego, upał zaczął doskwierać. Butelka z woda opróżniała się w zaskakująco szybkim tępie. Nagle mój spławik znika pod wodą! Zacinam. Jest!! - mam rybę, holuję ją powoli do brzegu aby się nie zerwała. Ryba płynie coraz bardziej w stronę trzcin. Nie mogę jej zerwać! Kolega szykuje podbierak... w końcu udaje mi się ją wyciągnąć na brzeg. Jet to spory okoń - czyli coś co bardzo chciałem złowić! Wyciągam z plecaka miarkę - okoń ma 37 cm!!! Jak na mnie - bardzo amatorskiego wędkarza do bardzo duża ryba. Śliczna, spora rybka z dużą płetwą na grzbiecie - wygląda bardzo agresywnie i walecznie. Poprosiłem kolegę o zrobienie mi zdjęcia z tym "małym potworkiem" Paweł (to ten mój kolega) szuka w moim plecaku telefonu, po jakimś czasie wyciąga go, ja już dawno wyciągnąłem haczyk z pyska ryby, chwytam odpowiednio rybę aby wyszło dobre zdjęcie.  Wtedy Paweł mówi do mnie: "Mati ale ty masz zasranego pecha!! Bateria ci padła!" Uggght! Dlaczego musiała paść akurat w tym momencie - cały czas zadaje sobie to pytanie. Upał stał się już nie do zniesienia, mimo iż ryby cały czas brały my musieliśmy się już zbierać :( Na koniec wyprawy poszliśmy do domu Pawła i wzięliśmy zimny prysznic z węża ogrodowego. Odpoczywamy razem w cieniu na leżakach, przychodzi mama kolegi: "I co chłopaki złowiliście coś?" Paweł opowiedział jej o całej wyprawie. Ja postanowiłem wrócić do domu i zjeść porządny obiad. Najedzony "odpalam" kompa, w googlach wpisuje: wędkuje.pl Oto historia z dzisiejszego wypadu na ryby. Pozdrawiam i życzę wszystkim ogromnych ryb!!

Podgląd zdjęć na forum dostępny jest tylko dla zalogowanych użytkowników.